Wybory prezesa PZPN

Masiota: To nieporozumienie, że on kandyduje na prezesa PZPN!

- To nieporozumienie, że pan Kręcina kandyduje na prezesa PZPN. Mimo jego dużego doświadczenia i wiedzy, jest to z jego strony walka o władzę, a nie chęć zmiany czegokolwiek - podkreśla w rozmowie z INTERIA.PL Jacek Masiota - członek zarządu PZPN, prawnik Lecha Poznań.

INTERIA.PL: Ile jest prawdy w tym, o czym mówi się powszechnie, że całym złem Polskiego Związku Piłki Nożnej jest Grzegorz Lato?

Reklama

Jacek Masiota: - Jest to opinia skrajna i absolutnie nieprawdziwa, dlatego, że sam statut PZPN i jego struktura powoduje, że osoba prezesa jest w dużym stopniu zależna od związków wojewódzkich i od klubów. Po drugie, złem jest to, iż większość osób, które mają realny wpływ na władzę, jednocześnie z pieniędzy PZPN-u się utrzymuje i nie ma żadnego interesu w tym, aby coś się polepszyło.

Opinia przeciwna mówi, że bez względu na to, kto będzie prezesem PZPN, w Związku i tak nic się nie zmieni.

- To nieprawda. Uważam, że zmiany postępują. Można je zaobserwować nawet na przestrzeni ostatnich czterech lat. W porównaniu do kadencji Michała Listkiewicza zostały upublicznione finanse PZPN, zmieniły się na bardziej transparentne sposoby wyboru prezesa, na spotkaniach zarządu pracowaliśmy na dokumentach, a nie na słowach.

- PZPN się cywilizuje, to widać, ale według mnie zbyt wolno. Pytanie jest takie: czy osoba prezesa będzie miała wpływ na dalsze zmiany? Oczywiście, że będzie miała.

Który z pięciu kandydatów ma aktualnie największe szanse na objęcie stanowiska prezesa PZPN?

- Według mojej oceny, największe szanse ma Stefan Antkowiak, pod warunkiem, że porozumie się z Edwardem Potokiem, a jeśli do takiego porozumienia nie dojdzie, wtedy wzrosną szanse dwóch kandydatów: w pierwszej kolejności Romana Koseckiego, a także Zbigniewa Bońka.

Stefan Antkowiak w jednym z wywiadów zaproponował, by kandydaci dogadali się między sobą i sami wybrali spośród siebie jednego. Czy to oznaka, że Antkowiak czuje się tak mocny?

- Najistotniejszym czynnikiem, jak chodzi o wybór prezesa, są związki wojewódzkie, ich prezesi i delegaci i w tym sensie trudno będzie komukolwiek konkurować ze Stefanem Antkowiakiem, czy Edwardem Potokiem, kiedy ta dwójka dojdzie do porozumienia.

Czym charakteryzują się poszczególni kandydaci, co dobrego, a co złego mogą dać PZPN-owi?

- W zakresie kompetencji czysto szkoleniowych Roman Kosecki jest kandydatem wybijającym się. Wie, jak szkolić młodzież i sam przeznacza na to własne pieniądze. A szkolenie trenerów i młodzieży to jest podstawowe zadanie własne PZPN. To działa na korzyść Koseckiego.

- Drugą z najważniejszych spraw są finanse i sprawy czysto zarządcze i tu najwyżej oceniam dwie kandydatury: Stefana Antkowiaka i Zbigniewa Bońka. Antkowiak ma własną firmę, w  biznesie świetnie radzi sobie także Boniek.

- Co do Edwarda Potoka, trudno go w tej kwestii jednoznacznie ocenić, gdyż nigdy nie prowadził własnego biznesu, jest człowiekiem o typowej karierze związkowej. Dziś nie czas, by taka osoba zarządzała Związkiem, bo tu potrzebne są głębokie zmiany.

 Jest jeszcze Zdzisław Kręcina.

 - Nieporozumieniem jest to, że pan Kręcina kandyduje. Mimo jego dużego doświadczenia i wiedzy, jest to z jego strony walka o władzę, a nie chęć zmiany czegokolwiek.

 Jak to się stało, że po "aferze taśmowej" Lato nie zebrał wymaganego poparcia, a Kręcina zrobił to właściwie bez problemu?

 - To jest kwestia relacji osobistych. Trudno odmówić Zdzisławowi Kręcinie kontaktów. Poza tym jest bardzo sympatycznym człowiekiem i to pewnie zaważyło.

 Ostatnio w jednym z mediów oskarżono Zbigniewa Bońka o latanie samolotem na koszt PKOl przy okazji igrzysk w Turynie. PKOl temu zaprzeczył. Czy to element walki przedwyborczej?

- Takie zagrywki jak ta są absolutnie nie na miejscu. Nie jestem zwolennikiem przekładania tego, co dzieje się na co dzień w polityce, do PZPN-u. Jestem ideowym zwolennikiem oddzielenia sportu od polityki. Polityka jest na tyle brudna, że nie powinna kojarzyć się ze sportem, a sport z polityką.

Innym tematem dotyczącym Zbigniewa Bońka i argumentem jego przeciwników jest miejsce zamieszkania poza granicami kraju. Co prawo mówi na ten temat?

- Ani w  statucie PZPN, ani nigdzie indziej nie ma przepisu, który zabraniałby osobie zamieszkującej na stałe inny kraj zmiany miejsca zamieszkania na Polskę. Jeśli Boniek powie, że od dziś mieszka w Polsce, znaczy to, że tak jest i nie jest to przeszkodą w ubieganiu się o fotel prezesa Związku.

 Jak to było z biletami na mecz przeciwko Anglikom?

- Na ostatnim posiedzeniu zarządu ta kwestia była przemilczana. Prezes Lato poinformował tylko, że nie będzie wolnej sprzedaży biletów. Dla mnie jest to element wspomnianej już walki o władzę. Ludzie często chcą być w zarządzie, czy blisko zarządu, tylko po to, by móc załatwić na przykład dla swojego związku tysiąc biletów na mecz.

- Gdyby ustalono, że 10 proc. biletów przeznaczone jest dla związków wojewódzkich i klubów, to byłoby rozsądne. Kiedy to się odbywa inaczej, według mniej transparentnych zasad, wtedy decydują znajomości. To w Związku nie podoba mi się najbardziej.

Czy prawdą jest, że, jak napisała jedna z gazet, dług Ekstraklasy S.A. wobec PZPN-u za opłatę sędziów sięga 4-5 mln zł?

 - Nie jestem osobą kompetentną do ujawniania tych kwot.

 A czy prawdą jest, że Grzegorz Lato obiecał umorzenie tego długu w zamian za poparcie klubów?

 - To nieprawda.

 Powiedział pan, że największe szanse na wygranie wyborów ma obecnie Stefan Antkowiak. Kogo pan życzyłby sobie zobaczyć na fotelu prezesa?

 - Czekam na przedstawienie pełnych składów drużyn, bo prezes nie gra sam. W momencie kiedy kandydaci ujawnią swoich współpracowników i program, jasno poprę któregoś z nich. Na dzisiaj największe wrażenie robią na mnie Antkowiak i Kosecki.

Według opublikowanego kilka dni temu raportu o kondycji finansowej polskich klubów, najlepiej radzi sobie Legia Warszawa, która po kilku latach dominacji zdetronizowała poznańskiego Lecha. O czym to świadczy?

 - Sport jest jednym z elementów, który najsilniej odczuwa spowolnienie gospodarcze. Po drugie, budżety najsilniejszych polskich klubów zbudowane są z elementów stałych oraz z wpływów z gry w Lidze Europejskiej. Ten klub który gra w Lidze Europejskiej i ma nowoczesny stadion, jak Legia, Lech, Wisła, czy Lechia zawsze będzie miał budżet zwiększony o jedną trzecią, a czasem nawet o połowę.

 Zadłużenie klubów piłkarskich to nie tylko polski problem. Co można w tej kwestii poprawić?

 - Bardzo cieszę się ze zmian wprowadzonych przez UEFA - chodzi o Financial Fair Play. Kluby powinny być finansowane transparentnie, konieczne jest zbliżenie do modelu niemieckiego, gdzie nie ma możliwości nieograniczonego zadłużania się.

- Wcale nie uważam, że w piłce nożnej cel uświęca środki i jeśli właściciel chce wyłożyć pieniądze na klub, musi uczynić to w sposób transparentny, a nie jakąś pożyczką.

- Zapisy Financial Fair Play są bardzo korzystne dla Polski, bo nasze kluby, dzięki wzrostowi finansowemu mają szansę szybciej dorównać średnim klubom europejskim.

 Czy wygramy z Anglią?

 - Bez Kuby Błaszczykowskiego będzie trudno, ale liczę na remis. Uważałem, że trójka z Dortmundu to jest 50, jeśli nie 60 procent wartości naszej drużyny, ale nie ma ludzi niezastąpionych. Pojawił się na przykład Grzegorz Krychowiak. Jestem pod wrażeniem tego, jak gra Arkadiusz Milik czy Paweł Wszołek. Sam namawiałem Waldemara Fornalika, żeby stawiał na młodzież.

Rozmawiał: Waldemar Stelmach

Najlepsze tematy