Terroryzm uderza w sport

Zamach terrorystyczny na Borussię. Pojawiają się pytania o procedury UEFA

Nie milkną echa po zamachu terrorystycznym na piłkarzy Borussii Dortmund przed meczem ćwierćfinału Ligi Mistrzów z AS Monaco. Czy procedury UEFA nakazujące rozgrywanie meczu nazajutrz są właściwe?

Świat sportu zmienił się o tyle, że coraz częściej sportowcom grożą akty terroru. Tymczasem procedury UEFA są na to nieprzygotowane. Po zamachu na piłkarzy Borussii delegaci UEFA zdecydowali o przełożeniu meczu nazajutrz. Tak samo postępują, gdy warunki atmosferyczne - np. ulewa, mróz, śnieżyca, nie pozwolą rozegrać meczu.

Reklama

Gdy Stadion Narodowy zalała ściana wody, a urzędnicy Joanny Muchy zapomnieli zamknąć dach, mecz Polska - Anglia został rozegrany dzień później niż planowano. Mocny deszcz, czyli błahy powód spowodował przeniesienie spotkania. Teraz, w Dortmundzie, piłkarskie procedury zareagowały tak samo na atak bombowy na piłkarzy.

- UEFA zareagowała tak, jakby w nasz autokar rzucono puszką po powie, a nie zaatakowano trzema bombami - nie mógł się nadziwić Thomas Tuchel - trener Borussii Dortmund.

- Po przeżyciu tak dramatycznych chwil potrzebowaliśmy więcej czasu, by odzyskać równowagę - dodał.

Wiadomo, że w napiętym terminarzu ciężko znaleźć nowe wolne daty, skoro niebawem zaczną się półfinały Ligi Mistrzów. Delegat UEFA, a także policja zabezpieczająca imprezę ma także inne dylematy. Jak ten: co zrobić z ponad 70-tysięcznym tłumem, który przyszedł na stadion? Jak fani zareagują na przełożenie czy odwołanie meczu? Czy zamach na autokar był jedynym, czy początkiem serii, jaka 13 listopada 2015 r. w Paryżu, w dniu meczu Francja - Niemcy, kosztowała życie 130 osób?

Jeśli przekładać mecz na później, to na kiedy? W przyszłym tygodniu jest rewanż w Monaco, później piłkarzy BVB czeka bitwa z Bayernem w Pucharze Niemiec, a kolejny tydzień jest już zarezerwowany dla półfinału Champions League. Rzecz jasna, cały czas pędzą rozgrywki ligowe.

"Igrzyska muszą trwać dalej" - ogłosił prezydent MKOl-u Avery Brundage po ataku terrorystycznym w Monachium, w 1972 r., w którym zginęło 17 osób.

- Chcieliśmy pokazać, że terror i nienawiść nie są w stanie nami kierować. Dlatego zagraliśmy dzień po zamachu - oświadczył szef Borussii Hans-Joachim Watzke, choć ma świadomość, że będąca w szoku drużyna pewnie dlatego straciła trzy gole na własnym stadionie, co stawia ją w fatalnej pozycji przed rewanżem.

Manifestacje wobec terrorystów to jedno, a realizm i komfort sportowców, w tym wypadku piłkarze, to drugie. I jedno z drugim nie idzie w parze. Jak oczekiwać od zawodników walki sportowej, realizowania taktyki, prezentowania radości z gry, skoro kilkanaście godzin wcześniej otarli się o śmierć?

Dlatego UEFA powinna wypracować specjalne procedury na wypadek aktów terroru. Czy zamach bombowy na piłkarzy nie jest to wystarczającym powodem, aby przenieść chociażby o tydzień wszystkie mecze Ligi Mistrzów? Zwłaszcza w sezonie, w finale którego nie następują ani mistrzostwa świata, ani czempionat Europy.

Bez tego, podejmowane na siłę decyzje, bo "show must go on", doprowadzają do tego, że część piłkarzy było wysyłanych do gry wbrew własnej woli, a inni, w noc poprzedzającą mecz, nie przespali ani chwili!

Jedną z naczelnych idei rywalizacji fair-play jest równość szans. W minioną środę w Dortmundzie ona z pewnością została naruszona.


Najlepsze tematy