MŚ Rosja 2018

MŚ Rosja 2018. Piotr Polczak: Bezpieczeństwo będzie priorytetem, ale wariatów nie brakuje

Wybuch granatu, palące się silniki w samolocie - Piotr Polczak w czasie swojego czteroletnie pobytu w lidze rosyjskiej miał kilka "podbramkowych" sytuacji. Przed mundialem w Rosji opowiedział nam, jak wspomina życie w tym kraju i czego mogą spodziewać się tam polscy kibice. - Mam nadzieję, że będzie bezpiecznie, aczkolwiek zawsze się coś może wydarzyć, bo wariatów nie brakuje - przyznał były obrońca Cracovii.

Adrianna Kmak, Interia: Jest coś, co pana bardzo zaskoczyło w Rosji, jeśli chodzi o piłkarskie życie?

Reklama

Piotr Polczak, były zawodnik Cracovii, przez cztery lata grał w Rosji: - Na pewno polska organizacja meczów jest na wyższym poziomie. Nie ma mnie jednak w Rosji już trzy lata. Powstało dużo nowych stadionów. Za moich czasów była otwarta chyba tylko Arena Kazań z takich nowszych obiektów. Tak to wszystkie stadiony były starszego typu, jak dawniej w Polsce. Teraz u nas to rzadko spotykane. U nich też się to zmienia na plus. Myślę, że piłka nożna tam zawsze była na drugim miejscu. Hokej jest bardziej popularnym sportem w Rosji.

Jakie ma pan wspomnienia, jeśli chodzi o kibiców i atmosferę panującą na meczach w Rosji?

- Reagują bardzo żywiołowo. Inaczej wygląda atmosfera na meczach w Machaczkale i Groznym, bo tam kibice reagują naprawdę żywiołowo na wszystko. Można odczuć, że jest się w innym miejscu. Natomiast w stolicy widziałem derby Moskwy czy ważne spotkania między Rubinem a Spartakiem i widać było, że jest dobra atmosfera, kibice dopingują. W Moskwie największą grupę stanowią raczej kibice Spartaka. Można powiedzieć, że to taka Legia w Polsce.

Jest bezpiecznie na tych meczach? Opinie są różne w tym temacie.

- Zdarzały się sytuacje, bodajże był to mecz Zenitu z Dynamem, gdzie zostało przerwane spotkanie, kibice wtargnęli na boisko, była jakaś szamotanina. Myślę, że w Polsce też się jednak tak czasami zdarza. Tam nie było to jakieś nagminne, ale były czasami sytuacje, że niektórzy ludzie przekraczali granice przyzwoitego dopingu i zachowywali się jak kibole, nie kibice.

O tych kwestiach bezpieczeństwa w Rosji wiele się mówi nie tylko w Polsce. Myśli pan, że biorąc pod uwagę historię polsko-rosyjską, nasi fani będą musieli być bardziej ostrożni?

- Jeżeli się znajdzie grupa kibiców, która będzie chciała wszcząć jakąś awanturę, to ciężko będzie temu zapobiec. Na pewno będą zwiększone siły bezpieczeństwa. Nawet przy okazji zwykłego meczu widać wojsko czy policję, która stoi i pilnuje. Myślę, że Rosja dobrze się przygotuje pod tym względem, bo wiadomo, że to wydarzenie, które jest największą imprezą masową na świecie. Mam nadzieję, że będzie bezpiecznie, aczkolwiek zawsze coś się może wydarzyć, bo wariatów nie brakuje.

Miał pan jakieś nieprzyjemne sytuacje z kibicami w Rosji?

- Nie było jakichś nieprzyjemnych akcji. Nawet jak grałem w Wołdze, która była oddalona o 400 km od Moskwy, ale miała dobre połączenie ze stolicą, przyjeżdżało do nas mnóstwo kibiców Spartaka. Można powiedzieć, że połowa stadionu była w ich barwach, ale nigdy nic się nie działo po spotkaniu. W miarę kulturalnie to wyglądało. Przyjechali, pokibicowali i widać było, że jeżdżą za drużyną. Nasz zespół miał mniej kibiców i można powiedzieć, że był w piłkarskiej mniejszości.

Wiemy, jaka jest historia polsko-rosyjska. Zmieniają się pokolenia i to podejście obu narodów do siebie trochę się zmienia, ale miał pan jakieś nieprzyjemności w związku z tym, że jest Polakiem?

- Zawsze są gdzieś jakieś docinki i ktoś kogoś nie darzy za bardzo sympatią. Nie było jednak aż tak nieprzyjemnych sytuacji, żebym mógł tutaj powiedzieć, że się naprawdę zawiodłem. Raczej to było w ramach żartów. Te animozje czy konflikt polsko-rosyjski zawsze gdzieś tam jest, ale to wszystko zależy od ludzi, jak na to patrzą. To się trochę zmienia. Może przez te sankcje, wojnę gdzieś to tam powraca, ale ogólnie z Rosji mam miłe wspomnienia.

To znaczy, że reprezentacja Polski może się spodziewać w miarę przyjaznego przyjęcia na trybunach?

- Przyjaznego to nie wiem, bo jak wiemy z historii, Rosja przyjechała na Euro 2012 i też się coś tam działo w Warszawie. Przyjemnego może nie, ale każdy będzie miał swoich kibiców, którzy będą chcieli uskrzydlać reprezentację. Z Polski na pewno przyjedzie dużo fanów.

Pan w Rosji miał podobno kilka takich bardziej groźnych sytuacji. Były jakieś wybuchy itd. Rosja już ma takie akcje ze sobą, czy ze względu na to, że tam jest wojna, wciąż trzeba mieć to na uwadze?

- Nigdy nie ma pewności. Ten wybuch zdarzył się raz w Groznym, kiedy przyjechali Marcin Komorowski i Maciek Rybus. Akurat w swoim pierwszym dniu gdzieś usłyszeli wybuch granatu. W późniejszym czasie jakaś bomba też wybuchła w Groznym, ale nas tam wtedy nie było. W pozostałych miastach wszystko jest na normalnym porządku. Na mundial na pewno siły bezpieczeństwa zostaną wzmocnione. Każdy będzie mocno sprawdzany i rewidowany, żeby nie doszło do jakichś głupich incydentów. Te wybuchy, które się zdarzyły, były w miastach, gdzie mistrzostwa świata nie będą organizowane.

Ma pan jakieś złote rady dla polskich kibiców przed wyjazdem do Rosji?

- Złotych rad nie mam. Jeżeli Polacy będą zaczynać albo odpowiadać na zaczepki Rosjan, to może się coś z tego zrodzić. Natomiast, jeśli normalni kibice przyjadą i będą dopingować drużynę, to nie powinni się obawiać. Duża część Rosjan jest pozytywnie nastawiona do Polaków, więc nie ma też tutaj co wyolbrzymiać.

W Rosji obawa jest także przed odległościami między stadionami. Jak pan wspomina swoje wyjazdowe mecze w lidze rosyjskiej?

- Odległości są spore. W większości wiadomo, że lata się samolotami. Każda reprezentacja na pewno będzie  używać jak najlepszych samolotów. U nas raz się zdarzyło, że lecieliśmy na mecz do Tomska, gdzie lot trwa pięć godzin, a przy starcie zapalił się silnik. Musieliśmy opuszczać samolot. To był jakiś stary "Jak".

Przed samym startem się zapaliło?

- Tak. Dym zaczął lecieć z silników. Chwała Bogu, że to się stało przed startem, a nie w trakcie lotu. Później się z tego śmialiśmy, ale w samolocie nie było nam do śmiechu.

Na mundialu miejmy nadzieję, że takich sytuacji nie będzie.

- Tak, na pewno są wymogi, które Aerofłot (największy przewoźnik w Rosji - przyp. red.) czy inne linie będą miały postawione. Oni mają nowe samoloty. Niektóre kluby piłkarskie musiały natomiast zaciskać pasa ze względów ekonomicznych i korzystały ze starszego typu maszyn latając na mecze. Jest to jakiś problem, ale na pewno nie największy. W innych, dużych państwach też są odległości i również odbywały się tam imprezy podobnego typu.

Kibicom samochodu rozumiem, że pan nie poleca?

- Samochód bym odradzał. Są jeszcze pociągi do tych największych ośrodków - Moskwa, Petersburg, Kazań, do Soczi jest dość dobre połączenie. Samochodem będzie trudno. Z tego, co pamiętam drogi są tam w średnim stanie delikatnie mówiąc. Trochę się pewnie zmieniło, ale niekoniecznie te drogi wyglądają tam tak, jak w Polsce czy na Zachodzie. Przed nimi jeszcze dużo pracy w tym aspekcie. 

Rozmawiała: Adrianna Kmak

Dowiedz się więcej na temat: Piotr Polczak | MŚ Rosja 2018
Najlepsze tematy