Mistrzostwa Europy siatkarzy 2017 w Polsce

Prezes PZPS Jacek Kasprzyk: Ferdinando De Giorgi ma nasze zaufanie

- Trener Ferdinando De Giorgi odpowiada za powołania zawodników. Ma nasze zaufanie, ale potem musi się z tego wyspowiadać - powiedział w rozmowie z Interią prezes Polskiego Związku Piłki Siatkowej Jacek Kasprzyk. Opowiadał też o przygotowaniach do tegorocznych ME w naszym kraju. Na meczu w Polsce padnie rekord frekwencji?

Robert Kopeć, Interia: Jak pan ocenia zakończony sezon PlusLigi?

Reklama

Jacek Kasprzyk (prezes PZPS): - Pod względem jakościowym poziom nieco niższy niż rok temu, chociaż było dużo meczów wyrównanych, a przez to bardzo dobra oglądalność. W fazie zasadniczej mieliśmy sporo pięciosetowych spotkań i trudno było wytypować głównego faworyta. Generalnie faworytem była ZAKSA Kędzierzyn-Koźle, ale w paru momentach też się potknęła. Mimo to, fazę zasadniczą zakończyła na pierwszym miejscu z dużą przewagą. Natomiast pozostała grupa sześciu-siedmiu prezentowała poziom, który warto byłoby utrzymać. Osobiście jestem zawiedziony postawą Lotosu Trefla Gdańsk. Natomiast bardzo pozytywnie oceniam Jastrzębski Węgiel. Z tym budżetem i z tym programem naprawczym, który wdrożyli, zrobili kapitalny wynik.

Szerszej publiczności pokazało się sporo młodych zawodników.

- Przez powiększenie ligi do 16 zespołów wypromowało się kilkunastu młodych zawodników, na których możemy liczyć w kontekście kadry seniorskiej i młodzieżowej. Bardzo się cieszę, że większość juniorów, którzy na świecie są niepokonani od trzech lat, grała w podstawowych składach swoich drużyn klubowych. To jest bardzo ważne.

Czy nie warto się zastanowić nad zmianą formatu rozgrywania spotkań w fazie play off? W Kędzierzynie-Koźlu i w Rzeszowie wyglądało to kuriozalnie, kiedy znani byli już medaliści, a mecz trzeba było dograć do końca.

- Jak najbardziej tak. Już rozmawialiśmy na ten temat w Kędzierzynie, a także wcześniej w Szczecinie przy okazji meczu finałowego Orlen Ligi. Myślę, że optymalnym rozwiązaniem jest jednak granie do dwóch wygranych meczów. Ale też nie na przemian, żeby zawodnicy nie spędzali zbyt dużo czasu w autokarach. Gospodarzem pierwszego meczu powinien być zespół, który zajął niższe miejsce w tabeli na koniec fazy zasadniczej. Natomiast drugie i ewentualnie trzecie spotkanie na boisku drużyny wyżej w tabeli.

Czyli raczej będzie to zmierzało w kierunku zmiany?

- Decyzję podejmuje liga PLPS (Profesjonalna Liga Piłki Siatkowej - przyp. red). My jako związek, udziałowiec, będziemy prosili, żeby to zostało uwzględnione. Prezesi kubów spotykają się po zakończeniu sezonu, proponują swoje uwagi, zatwierdzają system rozgrywek na nowy sezon. Myślę, że pójdzie to w kierunku zmiany. Wiemy doskonale, że w przyszłym roku liga męska będzie zmniejszona. Dwie ostatnie drużyny spadną, a trzecia od końca zagra baraż z ekipą z pierwszej ligi. ORLEN Liga też zostanie zmniejszona, ale do 12 drużyn.  Moim zdaniem to będzie optimum. Młodzi okrzepną, a pozbędziemy się zawodników zagranicznych, mniej wybitnych, którzy wypełniali lukę w składach.

Ferdinando De Giorgi rozpoczyna pracę z kadrą. Jak podobają się panu powołania na Ligę Światową?

- Trener odpowiada za powołania zawodników, a potem odpowiada za wynik. Mieliśmy spotkanie z trenerem De Giorgim w Kędzierzynie, bo wyjeżdża na krótki urlop. Chcieliśmy dopiąć wszystkie formalności dotyczące tego, jak pierwsze dni zgrupowania będą wyglądały. Selekcjoner udzielił informacji, dlaczego nie ma paru nazwisk. De Giorgi wyjaśnił, że nie zamyka drogi przed nikim. Niektórzy zawodnicy, których nie ma w kadrze na Ligę Światową, muszą wyleczyć kontuzję, drobne urazy, żeby potem na maksymalnych obrotach przygotowywać się do mistrzostw Europy. To jest reprezentacja tylko na Ligę Światową. Przed mistrzostwami Europy pewnie będą korekty. Selekcjonerowi zależy na tym, żeby reprezentacje młodzieżowe U-21 i U-23 pojechały na imprezy mistrzowskie w optymalnych składach, żeby osiągnąć dobre wyniki. Nie będziemy dyskutować z trenerem, bo na pewno ma racjonalne podejście. Całoroczne statystyki zostały przeanalizowane. Wiem na czym mu zależy. Ma swoją wizję, jak ma grać reprezentacja Polski i pod to dobrał zawodników.  Ma nasze zaufanie, ale potem musi się z tego wyspowiadać.

Do mistrzostw Europy pozostało parę miesięcy. Jak przebiegają przygotowania?

- Generalnie, wszystko idzie zgodnie z planem. Najważniejsze rzeczy, czyli hale, hotele, Stadion Narodowy w Warszawie, mamy zarezerwowane. Umowy są już dawno podpisane. Zawodnicy mają gdzie grać, gdzie spać i mają co jeść, a to najważniejsze. Rozmawiamy z szeregiem firm na temat sponsorowania turnieju. Mistrzostwa w żadnym razie nie są zagrożone. Jesteśmy też zadowoleni ze sprzedaży biletów.

Na ceremonię otwarcia pierwsza transza biletów rozeszła się w szybkim tempie.

- Musimy pewną pulę biletów zabukować dla sponsorów, partnerów i naszych ludzi z siatkówki. Jeszcze nie ruszyła sprzedaż biletów na miejsca, które będą usytuowane na płycie PGE Narodowego, blisko boiska. Te miejsca są najbardziej cenne i, z tego co wiem, kibice już się nie mogą doczekać, kiedy będą w sprzedaży. Nikt nie pyta o cenę, a każdy pyta o to, kiedy będzie można je kupić.

Czy wiadomo, jakie atrakcje będą podczas ceremonii otwarcia? Oprócz oczywiście meczu Polska - Serbia.

- Już wiemy, ale nie chcę wychodzić przed szereg. Musimy podpisać odpowiednie umowy, bo chodzi o prawa autorskie itp. Otwarcie będzie trwało około 40 minut.

A jak wygląda na chwilę obecną sprzedaż biletów w innych miastach-gospodarzach?

- Nieco słabiej, jak na razie, w Krakowie. Podczas mistrzostw świata bilety pod Wawelem sprzedały się rewelacyjnie. W tym roku jest trochę gorzej. Natomiast w Szczecinie, nowym mieście na mapie polskiej siatkówki, mamy powody do zadowolenia. Sprzedało się prawie 90 procent, a zarezerwowaliśmy po 10 procent z buli biletów dla każdej federacji, która będzie tam grała swoje mecze. Prosimy federacje, które grają w poszczególnych miastach, żeby potwierdziły w miarę szybko, czy skorzystają z biletów zarezerwowanych dla nich, czy też trafią do sprzedaży otwartej.

Kibice siatkarscy raczej nie jeżdżą za swoimi drużynami narodowymi. Może poza polskimi fanami.

- Finowie jeżdżą. Niemcy grają w Szczecinie i liczymy, że przyjadą ich kibice. Za Włochami trochę fanów przyjedzie. Zobaczymy, jak będzie z Serbami. Coraz więcej siatkarskich kibiców jeździ za swoimi zespołami. Ale jest to zawsze pewna niewiadoma. Zakładamy, że jeżeli na każdy mecz zostanie sprzedanych 50 procent biletów, to będziemy bardzo zadowoleni. Wejściówki na mecze Polaków rozchodzą się błyskawicznie. Bilety na półfinały i finały, które były do sprzedania, rozeszły się. Teraz czekamy na nasz zespół, żeby grał do końca.

Ceny biletów niemal zawsze wzbudzają kontrowersje. Czy związek przeprowadził w tej sprawie jakieś badania? Żeby nie powtórzyła się sytuacja z Final Six Ligi Światowej z ubiegłego roku, kiedy w krakowskiej Tauron Arenie sporo było wolnych krzesełek.

- Wszystko zostało przeanalizowane. Nie wracajmy już do tego Final Six, bo proszę mi wierzyć, wtedy najdroższe bilety bardzo szybko poszły, a nie sprzedały się te za 100-150 złotych. Na dwumecz nie jest to wygórowana cena. Na mistrzostwa Europy bilety są w zróżnicowanych cenach. Na poszczególnych halach kosztują od 30 do 400. I te droższe bardzo dobrze się sprzedają. Na PGE Narodowy ceny są od 20 złotych. Kiedy podpisywaliśmy umowę z operatorem stadionu, nasi rozmówcy chcieli poznać ceny biletów i byli zdziwieni, że są tak niskie. Wolimy mieć pełne hale, pełny Stadion Narodowy i mniej na tym zarobić, niż żeby świeciła pustka. Siatkówka bez kibiców wygląda nie najlepiej.

Rekord frekwencji na meczu siatkówki w Polsce padnie?

- Spodziewamy się mnie więcej tyle samo kibiców, co na ceremonii otwarcia mistrzostw świata w 2014 roku (na trybunach Stadionu Narodowego zasiadło wówczas 61 500 tysiąca widzów - przyp. red). Staramy się o trochę inny układ miejsc, zwłaszcza w pierwszych rzędach i na płycie. Chcemy, żeby ten kto kupi bilet, dobrze widział widowisko.

Rozmawiał Robert Kopeć

Najlepsze tematy