Mistrzostwa Europy siatkarzy 2017 w Polsce

ME siatkarzy. Największe rozczarowania i niespodzianki turnieju

Mistrzostwa Europy siatkarzy jeszcze trwają, ale już teraz można wskazać największe rozczarowania i niespodzianki turnieju w Polsce. "Biało-Czerwoni" znaleźli się w tym pierwszym gronie, bo miało być podium, a nie było nawet ćwierćfinału.

Podopieczni Ferdinando De Giorgiego walkę o medale obejrzą w telewizji. W półfinałach znalazły się dwa zespoły, które przed turniejem były stawiane w gronie faworytów i z tej roli się wywiązały. Mowa oczywiście o Rosji i Serbii. W najlepszej "czwórce" są także Niemcy, na których raczej nie stawiano dużych pieniędzy, ale wskazywano ich jako zespół, który może pomieszać szyki faworytom. "Czarnym koniem" jest Belgia. Podopieczni Vitala Heynena awansowali do półfinału i już teraz zanotowali najlepszy wynik w historii belgijskiej siatkówki.

Największe rozczarowania ME

Reklama


Polska


Dla "Biało-Czerwonych" to była najważniejsza impreza w tym sezonie. Wszystko zostało podporządkowane, żeby przed własną publicznością sięgnąć po medal i przerwać serię niepowodzeń na dużych imprezach. Polacy grali bezkompromisowo - albo wygrywali 3:0, albo przegrywali 0:3. Niestety, porażki miały miejsce w ważnych meczach - otwarcia z Serbią i barażu o ćwierćfinał ze Słowenią. Marzenia o medalu prysły jak mydlana bańka. Przykry jest styl, w jakim nasz zespół pożegnał się z turniejem. Jedynie w pierwszym secie pojedynku ze Słowenią gra "Biało-Czerwonych" była jeszcze na przyzwoitym poziomie. W pozostałych dwóch, poza nielicznymi fragmentami, Polacy nie podjęli walki. Jak cała siatkarska Polska długa i szeroka trwa dyskusja: dlaczego tak się stało, co dalej z trenerem Ferdinando De Giorgim, co dalej z tą kadrą. Na odpowiedzi będziemy musieli trochę poczekać. PZPS chce szczegółowo przeanalizować przyczyny słabego występu i dopiero wtedy podjąć decyzje.

Francja

Z naszego punktu widzenia największym rozczarowaniem był występ polskich siatkarzy. Biorąc jednak pod uwagę tylko aspekt sportowy, to największą niespodziankę in minus sprawili Francuzi. "Trójkolorowi" przyjechali do Polski jako obrońcy tytułu i w glorii triumfatorów tegorocznej edycji Ligi Światowej. Eksperci chwalili siatkarzy Laurenta Tilliego za widowiskową i ładną dla oka grę, a co najważniejsze skuteczną. W opinii wielu fachowców Francuzi byli murowanym kandydatem do złota ME. Tymczasem już na starcie zawodów niespodziewanie przegrali z Belgami (2:3). W swoim drugim spotkaniu urwali się ze stryczka - w czwartym secie spotkania z Holandią obronili trzy piłki meczowe i ostatecznie wygrali 3:2. Francuzi wyszli z grupy, ale o ćwierćfinał musieli walczyć w barażu. Wydawało się, że Czechów pokonają bez trudu. Tymczasem nasi południowi sąsiedzi sprawili ogromną sensację. Ograli Francuzów 3:1 i wyrzucili ich za burtę turnieju. Niewielkim usprawiedliwieniem dla "Trójkolorowych" może być to, że ich lider Earvin N'Gapeth nie był w najwyższej formie przez kontuzję pleców. Tillie ma jednak w kadrze tylu zawodników światowej klasy, że trudno wytłumaczyć klęskę, bo tak należy określić występ Francuzów w Polsce.

Włochy

Bez względu, w jakim składzie Włosi występują, to zawsze są zaliczani do grona faworytów. Na turnieju w Polsce w kadrze Gianlorenzo Blenginiego zabrakło dwóch ważnych zawodników - Osmany Juantoreny i Ivana Zaytseva. Wszystko szło po myśli siatkarzy z Italii do ćwierćfinału. Belgowie wybili im jednak z głowy marzenia o półfinale. Włosi powinni się wstydzić zwłaszcza za to, co pokazali w drugim secie, w którym zostali rozgromieni 11:25. Taki blamaż nie przystoi wicemistrzom olimpijskim.

Największe niespodzianki ME

Belgia

Bez wątpienia "czarny koń" mistrzostw Europy w Polsce. Siatkarze Vitala Heynena już w tegorocznej Lidze Światowej pokazali się z dobrej strony (zajęli 7. miejsce, wyżej od Polski, która była 8.). Mało kto spodziewał się jednak, że będą rewelacją czempionatu Starego Kontynentu. "Czerwone Diabły" odprawiły z kwikiem kolejno: Francję, Turcję, Holandię, a w ćwierćfinale rozbili Włochów. Sam Deroo i spółka nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa i może sprawą kolejną niespodziankę.


Estonia

Rumuński szkoleniowiec Gheorghe Cretu w ciągu trzech lat stworzył bardzo ciekawy zespół. Estończycy zaskarbili sobie sympatię kibiców niesamowitą wolą walki, determinacją, którą zademonstrowali rywalizując w "polskiej" grupie. Skazywani na pożarcie Estończycy postawili się faworyzowanym Serbom (2:3). "Urwali" punkt Finom i do końca liczyli się o awans do baraży. Nie udało im się to, ale pozostawili po sobie pozytywne wrażenie. Mają jeszcze wspaniałych kibiców, którzy w sile dwóch, trzech tysięcy przejechali do Gdańska i stworzyli fantastyczną atmosferę. Jak Estończycy będą się tak dalej rozwijać, to pewnie jeszcze nie raz o nich usłyszymy.

Robert Kopeć


Najlepsze tematy