Mistrzostwa Europy 2017 U-21 w Polsce

Polska - Szwecja 2-2. Inwazja w Lublinie. Szwedzi przejęli miasto

Polacy rzutem na taśmę zremisowali ze Szwecją 2-2 i wciąż mają matematyczne szanse na awans do półfinału MME. Na meczu, jak i przed nim, Lublin opanowali szwedzcy kibice, których silna ekipa pojawiła się w Polsce. W połączeniu z polskim dopingiem, na Arenie Lublin panowała naprawdę znakomita atmosfera.

Szwedzi od początku turnieju słynęli z silnej kibicowskiej ekipy. Dobre wrażenie zostawili po sobie w Kielcach i w Lublinie też byli w znakomitej formie. Miasto przed meczem zostało przez nich dosłownie opanowane. Praktycznie w każdym pubie uwagę przyciągały głównie żółte koszulki. I nie chodzi tu tylko o fakt, że jest to bardzo wyróżniający się kolor. Szwedów było przede wszystkim słychać. Już na kilka godzin przed meczem było widać, że są w formie. 

Reklama

Po wygranych ostatnich mistrzostwach Europy U21, w Szwecji na młodzieżową kadrę zapanował istny szał. Było to widać w Lublinie, bo do Polski przyjechała naprawdę liczna grupa kibiców z Półwyspu Skandynawskiego. 

Chociaż nasza kadra nie rozpoczęła najlepiej tych mistrzostw, kibice od początku zapowiadali, że będą z drużyną na dobre i na złe. Udowodnili to bez wątpienia w Lublinie. Naszych piłkarzy oprócz wyśpiewanego na całe gardła hymnu, przywitał na wstępie okrzyk "Jesteśmy z wami". Po takim ryku na trybunach, nogi same prosiły się o dobrą grę. 

Zmotywowani dodatkowo przez Szwedów, polscy kibice byli dwa razy głośniejsi na trybunach niż w meczu ze Słowacją. "Biało-czerwoni" szybko zmotywowali ich także do jeszcze głośniejszego dopingu. Dawid Kownacki popisał się na prawej stronie, a w polu karnym czyhał już na piłkę Łukasz Moneta. Po golu na trybunach było tak głośno, że ciężko było usłyszeć nawet własne myśli. 

Radość polskich kibiców, podobnie jak i w meczu ze Szwecją, nie trwała jednak długo. Zaledwie w pięć minut pod koniec pierwszej połowy, Szwedzi wpakowali nam dwie bramki. To mogło dobić i było to zresztą widać na boisku, gdzie nerwy powoli puszczały Dawidowi Kownackiemu. O kartkę prosił się już w pierwszej połowie, ale dostał żółty kartonik dopiero na początku drugiej odsłony spotkania. 

W tym wypadku piłkarza Lecha można jeszcze wytłumaczyć emocjami, napięciem itd. Ciężko jest jednak zrozumieć i sensownie wyjaśnić to, co na murawie robił Paweł Dawidowicz. Prosił się o zmianę już po pierwszej połowie, ale Marcin Dorna długo nie potrafił się na nią zdecydować. Trener ostro gestykulował za to po stracie bramek i pokazywał swoim piłkarzom, żeby bardziej podeszli pod rywala.

Na bramce, podobnie jak i w meczu ze Słowacją, nie zachwycał też Wrąbel. Po raz kolejny pojawiło się pytanie, czy między słupkami nie byłby lepszy Drągowski, chociaż nie grał zbyt wiele w klubie. Co złośliwsi, na murawie domagali się też Krystiana Bielika, który po pierwszym meczu ostro krytykował treningi trenera Dorny i grę reprezentacji. 

Polacy przebudzili się pod koniec drugiej połowy i pod bramką rywala parę razy naprawdę mocno się zagotowało. Świetnymi interwencjami popisywał się jednak bramkarz Szwedów - Anton Cajtoft i drugi gol dla Polaków padł dopiero po wywalczeniu sobie rzutu karnego przed samym końcem meczu. 

Dawid Kownacki zachował zimną krew przy wykonywaniu "jedenastki", a na trybunach znowu zapanowało szaleństwo. Z decyzją sędziego w tej sytuacji nie mogli pogodzić się Szwedzi, którzy już po zakończeniu meczu, ostro dyskutowali z arbitrem.

Lublin pożegnał reprezentację Polski znakomitą atmosferą i na pewno dał pozytywnego "kopa" na kolejne spotkania. Przed podopiecznymi Marcina Dorny mecz o wszystko z Anglią. Jeśli go wygramy, to jeśli pomyślnie dla nas ułożą się pozostałe spotkania, wciąż mamy co prawda nikłe, ale jakieś szansę na grę w półfinale.

Z Lublina, Adrianna Kmak

Dowiedz się więcej na temat: Euro U21 2017 | mecz polska szwecja
Najlepsze tematy