Kibice Legii Warszawa nie uszanowali śmierci Jana Wejcherta, współzałożyciela grupy ITI, właściciela stołecznego zespołu - przed meczem z Ruchem Chorzów zaczęli krzyczeć "jeszcze jeden", mając na myśli drugiego z właścicieli Mariusza Waltera. - To, co się wydarzyło na początku spotkania w wykonaniu kibiców, to był skandal - powiedział Michał Kocięba, rzecznik klubu.

W związku ze śmiercią Wejcherta piłkarze stołecznego klubu grali z czarnymi opaskami na rękach. Fatalnie zachowała się przy tej okazji część skonfliktowanych z władzami drużyny kibiców - przed meczem zaczęli krzyczeć "jeszcze jeden", mając na myśli drugiego z właścicieli Mariusza Waltera. Zostali wygwizdani przez pozostałych fanów.

Już po pierwszym gwizdku ochrona postanowiła jednak usunąć z tak zwanego "gniazda" kibica, który prowadził doping. Doszło do szarpaniny, na murawę poleciało kilka wyrwanych krzesełek, a pracownicy firmy zabezpieczającej zawody użyli gazu. Zdarzenie to sprawiło, że kibice ponownie zaczęli skandować obraźliwe hasła, a część zdecydowała się opuścić stadion.

W sprawie użycia gazu przez ochronę interweniowała później policja, bowiem kibice złożyli doniesienie o popełnieniu przestępstwa.

Reklama

- Minuta ciszy po śmierci Jan Wejcherta nie była przewidziana na prośbę rodziny. Żałujemy jednak, że nie wszyscy kibice potrafili uczcić pamięć o zmarłym. To, co się wydarzyło na początku spotkania w wykonaniu kibiców, to był skandal - stwierdził Kocięba.

Czytaj także:

Mięciel zapewnił Legii trzy punkty

INTERIA.PL/PAP

Zobacz również

  • Mistrz olimpijski z Pekinu Tomasz Majewski (AZS AWF Warszawa) pchnął kulą 20,87 m i zajął drugie miejsce w tradycyjnym mityngu w Hengelo. Konkurs odbył się w centrum miasta. Na stadionie... więcej