Czy polskie tenisistki mają szanse zaistnieć w Grupie Światowej Pucharu Federacji? Po spotkaniu z Belgią okazuje się, że to wcale nie jest prosta sprawa, gdyż nasza gra opiera się na jednej zawodniczce - Agnieszce Radwańskiej.

Gdy krakowianka nie zdobywa kompletu punktów w grze pojedynczej, to wtedy możliwość zwycięstwa bardzo gwałtownie maleje, bo brak drugiej zawodniczki, która mogłaby w takiej sytuacji pokusić się o wygraną swojego spotkania. Nasz eksportowy debel Klaudia Jans i Alicja Rosolska przy układzie gier w Pucharze Federacji, kiedy występuje na końcu, czasami nie już ma wpływu na losy meczu. Tomasz Wiktorowski, kapitan "Biało-czerwonych, mimo wszystko jest dobrej myśli. - Jak najbardziej mogliśmy zrobić krok naprzód. Tak jak musimy się teraz utrzymać w Grupie Światowej II, tak krok do Grupy Światowej jest w naszym zasięgu. Mówię to bez zarozumialstwa. Są bardzo dobre drużyny, z którymi możemy przegrać, ale są też i takie, które możemy pokonać i awansować. Dopiero wtedy zaczną się schody. W Grupie Światowej II nasze szanse są fifty-fifty, co pokazał mecz z Belgią - stwierdził.

Miało być 5-0

Zapowiedzi przed meczem w Bydgoszczy były szumne. Polki mówiły o zwycięstwie 5-0. Skończyło się porażką 2-3, a jak napisała oficjalna internetowa strona Pucharu Federacji nie ma Belgii "B". Nasze rywalki przyjechały przecież bez swoich najlepszych tenisistek - Kim Clijsters i Justine Henin.

Reklama

O przegranej Polski zdecydowała niedzielna porażka Radwańskiej z Yaniną Wickmayer. 20-letnia krakowianka była blisko zwycięstwa, prowadziła przecież 6:1, 3:0, w tie-breaku miała nawet trzy piłki meczowe, a w trzecim secie było 5:4 dla niej przy jej serwisie. Tenis jest jednak takim sportem, że do ostatniej piłki nie można być pewnym zwycięstwa. I Belgijka, która w tym sezonie na 14 meczów przegrała tylko raz, odwróciła losy spotkania.

- Iśka jest lepszą zawodniczką i zawsze nią będzie. Wickmayer gra prosty tenis, gdyby Agnieszka dołożyła jeszcze slajsa i parę razy skrót, to może Belgijka by się pogubiła - mówił Wiktorowski. - Radwańska jest bardziej kompletną tenisistką. Jeśli Wickmayer tylko trochę spadnie forma, to nie będzie takich meczów wygrywać. Natomiast Iśka swój tenis będzie miała zawsze i w takich pojedynkach będzie zwyciężać, bo jest zawodniczką z poziomu pierwszej dziesiątki - dodał.

W Bydgoszczy, oprócz Radwańskiej, w grze pojedynczej wystąpiła Marta Domachowska. Stoczyła ona trzysetowe, wyrównane spotkanie z Wickmayer oraz dwusetowe z Kirsten Flipkens. Oba niestety przegrała, a w niedzielę, w drugiej partii, nie wykorzystała dwóch piłek setowych.

Brak pewności siebie

- Dopóki takie mecze będzie przegrywała, nie złapie pewności siebie. Ona ma potencjał i tenis do tego, żeby grać dobrze, na pewno być w "setce" rankingu, a nawet w okolicach "pięćdziesiątki". Po prostu potrzebuje wygrać dwa, trzy spotkania, takie jak w niedzielę. Czyli po przegranym pierwszym secie, wygrać drugiego i po wyrównanej walce trzeciego. To buduje pewność siebie. Natomiast ostatnie porażki, mówię też o zeszłym sezonie, powodują wręcz coś przeciwnego. W przypadku Marty czekamy więc na dwa, trzy zwycięstwa i wtedy ona powinna "zaskoczyć" - powiedział Wiktorowski.

Domachowska zastąpiła w kadrze na spotkanie z Belgią Urszulę Radwańską, która jest kontuzjowana. Tylko, że 19-letnia krakowianka w ubiegłym roku w meczu z Japonią, również nie zdobyła żadnego punktu, ale wtedy dwa zwycięstwa odniosła jej siostra, a decydujący punkt zdobył debel.

- Oglądałem występy Uli w Sydney i tam naprawdę zaprezentowała się nieźle. Co prawda przegrała z Jill Craybas, którą mogła pokonać, ale wcześniej miała dwa ciężkie mecze i trenowała w australijskim upale. W Australian Open przegrała, ale z Sereną Williams, dlatego tego nie liczę. Umówmy się, Ula potrafi wygrywać z innymi dziewczynami. Nie wątpię, że Marta też umie. Obie są blisko drugiej rakiety, a na kogo postawię w kolejnym meczu, zadecydują o tym najbliższe dwa miesiące - tłumaczył Wiktorowski.

- Ulka jest perspektywiczną zawodniczką, która będzie się jeszcze rozwijać. Razem z Martą jest w kadrze Polski, bo ona jest szersza niż cztery tenisistki - dodał.

Przeciwnikiem "Biało-czerwonych" w meczu o utrzymanie w Grupie Światowej II będzie jedna z czterech drużyn: Szwecja, Słowenia, Kanada albo Japonia. - Japonia niech się trafi ostatnia, a reszta to mi wszystko jedno - powiedział kapitan reprezentacji Polski. Losowanie już w środę w Londynie, a spotkanie zaplanowano na 24-25 kwietnia.

Czytaj także:

Zastrzeżenia do sędziowania w meczu Polska - Belgia

Radwańska: Zabrakło jednej piłki

Mecz niewykorzystanych szans

Równie dobrze mogło być 3-1 dla Polski

Porażki Isi i Marty. Belgia zwycięska

Źródło informacji:

INTERIA.PL

Zobacz również

  • Lucjan Błaszczyk (ZKS Drzonków) trzy razy był mistrzem Niemiec z Zugbruecke Grenzau, ale nigdy nie sięgnął po drużynowy tytuł w Polsce. Dwukrotnie przegrywał finały. Tym razem o złoto... więcej