Radość ze zwycięstwa drużyny gospodarzy nad Chorwacją 26-22 w półfinale mistrzostw Europy piłkarzy ręcznych w Serbii zmącił chuligański wybryk kibica, który ugodził w oko metalowym przedmiotem własnego zawodnika Zarko Sesuma.

Zdjęcie

Serbski piłkarz ręczny Zarko Sesum (z lewej) /AFP
Serbski piłkarz ręczny Zarko Sesum (z lewej)
/AFP
Jak na ironię 25-letni Sesum to kolega klubowy Karola Bieleckiego w niemieckim Rhein-Neckar Loewen, który w czerwcu 2010 roku w przypadkowym starciu z Josipem Valciciem w meczu także z Chorwatami, tyle że towarzyskim w Kielcach, doznał ciężkiej kontuzji, w wyniku której stracił oko.

Tym razem sprawcą nieszczęścia była głupota pseudokibica, który w połowie spotkania rzucił z trybun Beogradskiej Areny zapalniczką, bądź według wcześniejszych relacji plastikową butelką, chcąc trafić w chorwackiego trenera Slavko Galuzę lub w gwiazdę ekipy rywali Ivana Balica.

Sesuma odwieziono do Wojskowej Akademii Medycznej w Belgradzie, gdzie będzie przebywał jeszcze przez najbliższe dwa-trzy dni na obserwacji. Dla niego ME już się skończyły i na pewno nie wystąpi w niedzielnym finale przeciwko Danii.

Reklama

- Na szczęście kontuzja nie jest tak groźna, jak to wyglądało w pierwszej chwili. Białko w oku nabiegło krwią, co jest bardzo bolesne, ale z tego co wiem od lekarzy, nie powinno nieść za sobą dalszych konsekwencji. W każdym razie będzie musiał spędzić w szpitalu jeszcze kilka dni - oświadczył trener serbskich szczypiornistów Veselin Vukovic.

Tę informację potwierdził lekarz ekipy Milan Babic dając nadzieję, że może Sesum wesprze swoich kolegów jako kibic.

- Zarko został uderzony metalowym przedmiotem w prawe oko i ma uszkodzoną rogówkę. Będzie musiał teraz przejść terapię, odpoczywać i nie może grać. Nowe badania kontrolne zostaną przeprowadzone w niedzielę i wtedy będziemy wiedzieli, czy będzie mógł wstać i dopingować kolegów z trybun Beogradskiej Areny - oznajmił Babic.

Poza tym policja ani przed ani po meczu podwyższonego ryzyka z Chorwacją nie zanotowała większych incydentów. Serbowie jeszcze wiele godzin po wygranej świętowali zwycięstwo, szalejąc po ulicach stolicy samochodami; trąbieniem klaksonów obwieszczali swoje szczęście. W związku ze spotkaniem do Belgradu ściągnięto dodatkowe 5 tys. funkcjonariuszy, w tym specjalne oddziały policji. Według doniesień tutejszych mediów nie musiały interweniować.

Z Belgradu Cezary Osmycki

INTERIA.PL/PAP

Zobacz również

  • Arka nie odpuści Pogoni

    Petr Nemec zapewnia, że walczący o awans do T-Mobile Ekstraklasy piłkarze Pogoni Szczecin nie mogą w ostatnim meczu w Gdyni liczyć na taryfę ulgową ze strony jego drużyny. - Nie odpuścimy... więcej