Lech Poznań zajął trzecie miejsce w turnieju Marbella Cup - w spotkaniu decydującym o tej lokacie zremisował 0-0 z chińskim Evergrande Kanton, ale lepiej od rywali wykonywał rzuty karne.

Zdjęcie

Kotorowski bronił jak w transie. Fot Andrzej Grupa /INTERIA.PL
Kotorowski bronił jak w transie. Fot Andrzej Grupa
/INTERIA.PL
Był to ostatni mecz poznaniaków przed zaplanowaną na przyszły piątek inauguracją wiosennych zmagań w ekstraklasie. W piątek lechici opuszczą słoneczne południe Hiszpanii i przez tydzień będą aklimatyzowali się w zimowej i zaśnieżonej Wielkopolsce.

To spotkanie na pewno nie dało odpowiedzi, w jakiej formie są poznaniacy. Ich mecz z mistrzem Chin był bardzo przeciętny i powolny, szybsze zrywy zdarzały się raz na kilka minut. Chińczycy starali się przedostać pod bramkę Krzysztofa Kotorowskiego długimi podaniami, ale rzadko stwarzali jakiekolwiek zagrożenie. Najlepszą okazję przed przerwą zmarnował Brazylijczyk Muriqui, w swoich młodzieńczych latach grający m.in. w Vasco da Gama. Akcje poznaniaków były groźniejsze, ale brakowało im wykończenia. Nad bramką piłkę posłał Manuel Arboleda, z kolei Marcin Kamiński z dystansu uderzył mocno, ale w środek bramki. Problemem drużyny z Polski było zdecydowanie zbyt częste łapanie na spalonym - w całym meczu Chińczycy udanie zastawili kilkanaście takich pułapek. W niektórych przypadkach decyzje sędziów-asystentów o podniesieniu chorągiewki były mocno dyskusyjne, ale i tak Jose Mari Bakero powinien zwrócić swoim piłkarzom uwagę na ten element.

Tuż po przerwie dwie wyśmienite okazje zmarnował Rudniew - najpierw w sytuacji sam na sam przelobował tak bramkarza, jak i bramkę, później uderzył głową obok słupka. W 60. minucie czerwoną kartkę za dyskusję z arbitrem zobaczył Aleksanadar Tonew - Lech nie musiał kończyć meczu w osłabieniu, bo za Bułgara wszedł Bartosz Ślusarski. To po jego uderzeniu w 84. minucie bramkarz Yang Jun tylko patrzył, jak piłka odbija się od poprzeczki. Chińczycy rzadko przedostawali się w pole karne Lecha, grali bardzo chaotycznie.

Reklama

O trzecim miejscu w turnieju zadecydowały więc rzuty karne. Lechici wykonali je perfekcyjnie - tylko przy ostatnim strzale Szymona Drewniaka bramkarz Evergrande rzucił się we właściwy róg. Z kolei Kotorowski był już bliski skutecznej obrony w trzeciej serii, gdy wyskoczył w swoją lewą stronę po strzale rywala. Wtedy uderzenie było za mocno. W kolejnej serii "Kotor" rzucił się w prawą stronę i odbił piłkę.

Lech Poznań - Evergrande Kanton 0-0, rzuty karne 5-3

Bramki dla Lecha z rzutów karnych: Wołąkiewicz na 1-0, Ubiparip na 2-1, Djurdjević na 3-2, Możdżeń na 4-4, Drewniak na 5-3.

Skład Lecha: Kotorowski - Wojtkowiak, Wołąkiewicz, Arboleda, Henriquez (80. Kikut) - Stilić (58. Możdżeń), Injac (58. Djurdjević), Kamiński (70. Drewniak), Kriwiec, Tonew (61. Ślusarski) - Rudniew (86. Ubiparip).

Źródło informacji:

INTERIA.PL

Zobacz również

  • Mityng w Ostrawie: Wielka czekolada rozkojarzyła Bolta

    Jamajski sprinter Usain Bolt dostał w Ostrawie 10-kilogramową czekoladę. Nie ukrywał, że cieszy się z prezentu, jaki otrzymał od czeskich młodych lekkoatletów, ale tak go on rozkojarzył,... więcej