Łukasz Kubot, który w poniedziałek zagra razem z Austriakiem Oliverem Marachem o awans do ćwierćfinału wielkoszlemowego turnieju tenisowego Roland Garros (z pulą nagród 16,807 mln euro) przyznaje, że nie lubi Francji i źle się tu czuje.

Zdjęcie

Łukasz Kubot nie jest fanem Francji /AFP
Łukasz Kubot nie jest fanem Francji
/AFP
"Sporo jeżdżę po świecie, ale niestety muszę powiedzieć, że Francja to jest kraj, w którym się czuję najgorzej. Jak się mówi do Francuzów po angielsku to i tak odpowiadają w swoim języku, choć wiedzą, że się ich nie rozumie. Nawet na lotnisku zdarzają się takie sytuacje, gdy na przykład chcę się zmienić bilety na inny dzień. Jedynie publiczność jest fantastyczna i jej zachowanie w czasie meczów" - powiedział polski tenisista.

Kubot odpadł w Roland Garros w pierwszej rundzie singla. W deblu z Marachem zagra w poniedziałek w trzeciej rundzie przeciwko Australijczykowi Stephenowi Hussowi i Brazylijczykowi Andre Sa.

"Najlepiej się czuję w Australii i Stanach Zjednoczonych, bo tam jest klimat raczej luźny. Poza tym Australia zawsze się kojarzy z tym, że wyjeżdża się z zimy, z depresji w lato i od razu chce się żyć, nabiera się energii. Ludzie są życzliwi wobec siebie i nie wbijają noża w plecy z zazdrości, co zdarza się u nas w kraju" - powiedział Kubot.

Reklama

"Podobnie jest w USA, ale i w Ameryce Południowej. Tam też ludzie są pozytywnie nastawieni, może dlatego, że przez cały rok mają słońce i dzień dłuższy o prawie trzy godziny, niż my w Europie" - dodał.

Kubot, w trwającej ponad dekadę karierze ponad dwa lata mieszkał i trenował w Austrii, a od kilku sezonów jego bazą treningową jest Praga.

"W Austrii wszystko jest bardzo poukładane i wszystko musi być zapięte na ostatni guzik. Jest dużo zieleni i bardzo czysto, a każdy przestrzega przepisów. Zdarzyło mi się, że kiedyś nie posegregowałem śmieci, tylko wszystkie wrzuciłem do jednego kosza. Przyjechała policja i wlepiła mi mandat" - wspomina.

"Albo, gdy jako 18-latek przyjechałem tam po raz pierwszy, to widziałem, że kabriolet Porsche na ulicy był otwarty na noc, a obok śmietniki były zamknięte na kłódkę" - dodał.

Z Paryża Tomasz Dobiecki

INTERIA.PL/PAP

Zobacz również