Porażka w kiepskim stylu Wisły z Odense ma głębsze konsekwencje, niż się komuś może wydawać. To nie tylko jakaś tam grupowa porażka, tylko niepokojący sygnał dla ludzi, którzy budują piłkę klubową w Polsce.

Zdjęcie

Artjom Rudniew (w środku) to jedna z największych gwiazd Ekstraklasy. Fot. Adam Ciereszko /PAP
Artjom Rudniew (w środku) to jedna z największych gwiazd Ekstraklasy. Fot. Adam Ciereszko
/PAP
- Gdyby nie serwis 11na11.pl, to uciekałbym od polskiej ligi tam, gdzie pieprz rośnie - z takim oświadczeniem zadzwonił do mnie kolega. Trudno mu się dziwić, w dobie ogólnej dostępności w telewizji najlepszych lig świata, T-Mobile Ekstraklasa może przyciągać, ale tylko coraz lepszą bazą stadionową i głośnym dopingiem, a także barwnymi oprawami widowisk, w które sporo wysiłku wkładają kibice.

Poziom gry piłkarzy nie jest atutem naszej ligi. Gdyby ktoś obejrzał pierwsze piątkowe spotkanie Ekstraklasy, Widzew - Zagłębie Lubin, miał prawo usnąć z nudów. Ciekawe, jak się musieli nagimnastykować montażyści z Canal+, by zrobić skrót z tego wydarzenia, w którym nie było żadnego spięcia podbramkowego, ani jednej sytuacji stuprocentowej!

Całe szczęście, że zdarzają się jeszcze takie widowiska, jak Lech - Jagiellonia (4-1), w których sporo się dzieje, jest walka, finezja (niesamowici Stilić i Rudniew), niezłe ustawienie taktyczne obu ekip, momentami wysokie tempo. Słabszą stroną spotkania byli sędziowie. A to nieprzyznany karny dla gości, a to gol ze spalonego (na 3-1), a to brak kartki dla Hermesa, który z premedytacją wycina Stilicia. Gdyby nie te wpadki, Sebastiana Jarzębaka, można by pochwalić, za to, że preferuje twardą grę, pozwala grać.

Reklama

Dyskutuj z autorem na jego blogu

Źródło informacji:

INTERIA.PL

Zobacz również

  • Ukrainka Walerija Berezyńska została nową zawodniczką CCC Polkowice. Z klubem z Dolnego Śląska koszykarka związała się kontraktem na najbliższy sezon, poinformował w środę prezes CCC... więcej