Prezes GKS Katowice, Jan Furtok był o krok od śmierci! Samochód, którym wraz z kolegami wracał z niedzielnego meczu Orłów Górskiego wpadł w poślizg i tylko cud sprawił, że nie spadł w pięciometrową przepaść, czytamy w "Sporcie".

Zdjęcie

Furtok lubi samochody, ale teraz się zastanowi zanim znów usiądzie za kierownicą. fot. Jerzy Kleszcz /Agencja Przegląd Sportowy
Furtok lubi samochody, ale teraz się zastanowi zanim znów usiądzie za kierownicą. fot. Jerzy Kleszcz
/Agencja Przegląd Sportowy
"Razem z Darkiem Gęsiorem, Władkiem Włosowiczem i Karolem Kordyszem wracaliśmy z meczu Orłów Górskiego. Za Oleśnicą w wielkiej burzy, gdy nasz kierowca wpadł w poślizg naprawdę miałem śmierć w oczach", relacjonuje Furtok.

"Zaparliśmy się w piątkę o siebie i czekaliśmy na koniec. Uratowały nas barierki, od których bezwładnie się odbijaliśmy. Za nimi bowiem była już tylko pięciometrowa przepaść. Honda, którą jechaliśmy nadawała się już tylko do kasacji. Gdy inni kierowcy stawali nam do pomocy, twierdzili, że to cud, iż nikomu nic się nie stało", wspomina. Jedyne obrażenia to tylko lekkie siniaki.

"Mnie bolą plecy, Darek Gęsior narzeka na kolano, ale żyjemy, a to najważniejsze. Chyba mamy coś jeszcze do zrobienia na tym świecie", dodaje na koniec Furtok.

Reklama

INTERIA.PL/Sport

Zobacz również

  • Roland Garros: Janowicz przegrał w eliminacjach

    Jerzy Janowicz przegrał z Holendrem Igorem Sijslingiem 4:6, 6:3, 4:6 w ostatniej, trzeciej rundzie eliminacji wielkoszlemowego turnieju tenisowego na kortach ziemnych im. Rolanda Garrosa w Paryżu... więcej