Okiem komentatora - odc. 5.

Zatem finał czas zacząć. Decydujące stracie obecnego sezonu PLH należeć będzie do zespołów GKS-u Tychy i ComArchu/Cracovii, co trudno uznać za niespodziankę - pisze w swym felietonie red. Stanisław Snopek z TVP Sport. Jego stacja pokaże wszystkie mecze wielkiego finału PLH.

Teraz mało kto pamięta, że początek rozgrywek przyniósł zgoła sensacyjne prowadzenie hokeistom TKH Toruń. W czołowej czwórce po sezonie zasadniczym zabrakło broniącego tytułu Wojasa/Podhala Nowy Targ, ale na koniec rozgrywek sytuacja wróciła do przewidywanego przed startem rozgrywek porządku. Osłabieni kadrowo mistrzowie walczą o brązowe medale z bardzo wzmocnionym kadrowo przed sezonem Zagłębiem Sosnowiec, dla którego awans po 18-tu latach do strefy medalowej jest i tak sukcesem. Natomiast najbardziej w ostatnich latach stabilne kadrowo i finansowo zespoły z Tychów i Krakowa zagrają w finale. Od sezonu 2001/02 hokeiści GKS-u Tychy zdobyli już złoty, dwa srebrne i dwa brązowe medale, nietrudno więc zgadnąć o jakim marzą w tym roku. Cracovia w tym okresie wywalczyła złoty i dwa brązowe "krążki", więc z pewnością ma także ochotę na uzupełnienie kolekcji o najwyższe trofeum...

Reklama

Ze spotkań półfinałowych na pewno więcej emocji i dobrego hokeja było w rywalizacji GKS-u z Podhalem. Początek należał do "Szarotek", ale od momentu kiedy tyszanie zagrali pressingiem na całej długości lodowiska rywale nie mogli sobie z nimi poradzić. Taka taktyka wymagała bardzo solidnego przygotowania fizycznego. Dobrze się stało, że przed pierwszym finałowym starciem wicemistrzowie kraju z poprzedniego sezonu mieli tydzień czasu na regenerację sił, bo dzięki temu mniej zmęczeni fizycznie zawodnicy z Krakowa nie będą mieli przewagi w tym elemencie i szanse obu drużyn są wyrównane. Krakowianie z każdym meczem play-off prezentowali się coraz lepiej i gdyby nie moment gapiostwa w czwartym meczu w Sosnowcu, rozstrzygnęliby dosyć łatwo półfinałową rywalizację do zera.

W finale trudno wskazać faworyta. Wszystkie spotkania GKS - Cracovia w tym sezonie były zresztą pokazem dobrego hokeja. Bardziej skuteczni byli tyszanie, którzy wygrali sześć z siedmiu meczów, w tym ten najważniejszy i najbardziej zacięty w finale Pucharu Polski, gdzie zwycięzcę wyłoniły dopiero rzuty karne. GKS Tychy trafił do finału już po raz czwarty z rzędu (w ostatnich latach kolejno: wygrana z Unią Oświęcim, porażki z Cracovią, i Podhalem) przy bardzo stabilnym trzonie zespołu, co dobrze świadczy o trenerach i działaczach z Tychów. Brak nerwowych ruchów kadrowych wpływa korzystnie nie tylko na zgranie poszczególnych formacji, ale także na klimat w zespole, co na pewno nie pozostaje bez wpływu na wyniki. Z kolei działacze Cracovii ciągle "mieszają" ze składem szukając odpowiednich wzmocnień, głównie wśród polskich kadrowiczów i hokeistów zagranicznych. Tych ostatnich jest teraz w zespole aż siedmiu, choć jak wiadomo, w jednym meczu może zagrać tylko pięciu. Czy to aby nie zbytnia rozrzutność?

Miejmy nadzieję, że do spodziewanego dobrego poziomu meczów finałowych dostroją się sędziowie, bo do ich pracy w całym sezonie było wiele zastrzeżeń, a wiadomo, że w rywalizacji o najwyższe trofeum jeden uznany, bądź nie uznany gol, jedno kontrowersyjne wykluczenie z gry, mogą mieć decydujące znaczenie.

Wszystkie spotkania finałowe transmitować będziemy na antenie TVP Sport, którego dostępność w Polsce przekroczyła w lutym trzy miliony telewidzów i stale się zwiększa, co dobrze rokuje dla kibiców w perspektywie następnych sezonów. Przez najbliższe dwa tygodnie hokej na lodzie będzie więc królował w naszej ramówce wspólnie z mistrzostwami Europy w pływaniu, spychając na nieco dalszy plan relacje z mistrzostw Świata w łyżwiarstwie figurowym oraz innych gier zespołowych. Mam nadzieję, że tej szansy nasza ukochana dyscyplina nie zmarnuje, czego sobie i wszystkim kibicom życzę.

Stanisław Snopek, TVP SPORT

Dowiedz się więcej na temat: sport | Tychy | TVP | TVP Sport | gks

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje