Jeszcze brakuje pary

To, że w pierwszym dniu hokejowych mistrzostw świata I dywizji grupy A usłyszeliśmy Mazurka Dąbrowskiego, w dużej mierze jest zasługą Krzysztofa Zapały.

Środkowy drugiego ataku naszej reprezentacji wykorzystał rzut karny, zapewniając nam dwa punkty w meczu z Wielką Brytanią wygranym 2:1.

Reklama

Napastnik Wojasa Podhala Nowy Targ popisowo wymanewrował brytyjskiego bramkarza i strzałem z bekhendu wpakował krążek do siatki. Radość była, ale niepełna, bo w starciu ze słabszym przeciwnikiem straciliśmy punkt. - Gdybyśmy wygrali w regulaminowym czasie i zdobyli trzy punkty, powodów do zadowolenia byłoby więcej - przyznał "Kazek". - Bardzo liczyliśmy na zwycięstwo w tym spotkaniu. Wyszło, jak wyszło. Cóż, taki jest hokej.

Czego zabrakło?

- Myślę, że przede wszystkim współpracy pomiędzy zawodnikami w poszczególnych atakach. W obronie zagraliśmy dobrze, ale było mało podań, niby sporo strzałów, ale za mało składnych akcji i sporo szarpaniny.

Jak czujecie się pod kątem siły i szybkości? Lepiej niż w środowym sparingu z Cracovią?

- Trochę lepiej, ale nie jest to optymalna dyspozycja. Przynajmniej w moim przypadku na pewno nie. Liczymy na to, że dynamika wróci. Trener uspokaja, mówi: poczekajmy. Może rzeczywiście odzyskamy szybkość i siłę? Zobaczymy.

Urata punktu przekreśli wasze szanse na awans?

- Może przekreślić, ale z drugiej strony nie musi. Ciężko to sobie wyobrazić po pierwszym meczu. Są dwa punkty i trzeba się z tego cieszyć.

Anglicy zaskoczyli was czymś?

- Nie. Byliśmy dobrze przygotowani do tego meczu. Po prostu mieliśmy strzelić więcej bramek.

Jak gra się panu w formacji z Marcinem Koluszem?

- Dobrze, chociaż nie jesteśmy jeszcze wystarczająco zgrani. Na to potrzeba czasu, a przed mistrzostwami nie mieliśmy go za dużo. Myślę, że z każdym meczem będzie lepiej.

Rozmawiał w Innsbrucku Mirosław Ząbkiewicz

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje