10 euro za grę w kadrze

Przyjemnie oglądać, jak reprezentacja Polski pakuje rywalom dziewięć goli, ale po zwycięstwie naszych hokeistów z Rumunią (9:1) nie ma co wpadać w entuzjazm. Trener Rumunów Duszan Kapusta musiał wystawić juniorów, bo dwunastu podstawowych kadrowiczów powiedziało, że za 10 euro dziennie grać nie będzie.

Rumuński związek nie stać na wypłacenie premii, więc zawodnicy dostają tylko niskie diety. - Hokeiści klubów, które mają pieniądze i płacą kontrakty powiedzieli, że za darmo grać nie będą i woleli zrobić sobie tydzień wolnego. Przyjechali więc tylko zawodnicy z klubów, które są niewypłacalne - tłumaczył słowacki trener Rumunii.

Reklama

Najwyraźniej przywykł już do hokejowej rumuńskiej rzeczywistości, bo po spotkaniu nie wyglądał na załamanego. - W Siedmiogrodzie węgierski jest bardzo popularny, dlatego właśnie w tym języku porozumiewam się z hokeistami Rumunii. Mówią, że rozumieją. Jednak po takim meczu, jak dziś, myślę, że tylko tak mówią, a wcale mnie nie rozumieją - żartował na konferencji prasowej. Mówiąc już serio, przyznał, że zawodnicy, których z konieczności powołał, nie są liderami swoich klubowych zespołów. - Skoro nie mogą udźwignąć ciężaru gry w swoim klubie, to trudno wymagać od nich, aby zrobili to w reprezentacji. Po prostu nie są przyzwyczajeni do rozgrywania tak ciężkich spotkań - tłumaczył Kapusta.

W porównaniu z rumuńską, sytuacja naszej kadry jest fantastyczna. Wszyscy zawodnicy solidarnie podkreślają, że po zmianie warty we władzach związku niczego im nie brakuje. Sprawy organizacyjne ułożone są w sposób profesjonalny, brakuje za to czegoś innego - zaplecza kadrowego. Turniej prekwalifikacyjny do igrzysk w Vancouver, który rozgrywamy w Sanoku jest po mistrzostwach świata drugą pod względem znaczenia imprezą, jaka czeka nas w tym sezonie, a tymczasem musimy grać na siedmiu obrońców.

Mimo tego w kadrze panuje optymizm i duch walki. - Jesteśmy na dobrej drodze. Widać to gołym okiem - przekonywał Grzegorz Piekarski, jeden z najsolidniejszych naszych defensorów ostatnich lat. Podobnie, jak wcześniej Rudolf Rohaczek, tak teraz Peter Ekroth ustawił go w parze z Adamem Borzęckim. Hokeista Bad Tolz tak, jak podczas MŚ w Innsbrucku, jest najmocniejszym punktem naszej obrony. W piątek strzelił swojego dziesiątego gola w 52. występie w reprezentacji, co jak na obrońcę, jest świetnym wynikiem.

- Moim zdaniem Adam jest najlepszym polskim obrońcą - komplementował go partner z reprezentacyjnej obrony. - To bardzo fajny człowiek i inteligentny hokeista. Jest bardzo doświadczony, można powiedzieć, że otarł się o NHL. Gra nam się ze sobą świetnie, bo już w "dwudziestce" byliśmy ustawiani razem.

W słowach Grześka nie ma przesady. "Borzena" rzeczywiście imponuje wysoką, stabilną formą, a grę w koszulce z orzełkiem na piersi uważa za zaszczyt, a przecież z Bawarii na Podkarpacie wcale nie jest mu po drodze.

Mirosław Ząbkiewicz, Sanok

Dowiedz się więcej na temat: reprezentacja Polski | kapusta | zawodnicy

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje