Szmal: Dobijaliśmy gwoździe do trumny

Polska przegrała w Barcelonie z Węgrami 19-27 w meczu 1/8 finału i odpadła z mistrzostw świata piłkarzy ręcznych. - W końcówce próbowaliśmy zbyt szybko odrobić straty, rzucaliśmy po pięciu sekundach i to było tylko dobijanie kolejnych gwoździ do trumny - mówił po spotkaniu nasz bramkarz Sławomir Szmal.

Sławomir Szmal (bramkarz, kapitan drużyny): - Na drugą połowę wyszliśmy pełni nadziei, bo obrona działała raczej dobrze. Może już wtedy za dużo rzucaliśmy z nieprzygotowanych pozycji i budowaliśmy tym obronę węgierską. Było dużo walki i zostawionego serca na boisku. Niestety, w drugiej połowie i w obronie i w ataku byliśmy bezradni, choć na pewno nie można powiedzieć, że brakowało nam woli walki. W końcówce próbowaliśmy zbyt szybko odrobić straty, rzucaliśmy po pięciu sekundach i to było tylko dobijanie kolejnych gwoździ do trumny.

Michael Biegler (trener reprezentacji Polski): - Po przerwie chyba nasza obrona została w szatni. Pierwsza połowa była raczej dobra w wykonaniu mojej drużyny. Wyglądało, że będziemy grać coraz lepiej, a tak to wypada mi tylko przeprosić kibiców, którzy nas wspierali, co bardzo przydało się m.in. w zwycięskim meczu z Serbią, że tak to się potoczyło. W tym momencie nie potrafię odpowiedzieć dlaczego tak się stało. Węgrzy niczym specjalnym nas nie zaskoczyli. Mieliśmy ich rozpracowanych, a na boisku nic z tego co ustalaliśmy nie zafunkcjonowało.

Piotr Grabarczyk: - Szkoda, że mistrzostwa świata dla nas się skończyły. Żałujemy. Na gorąco ciężko mi cokolwiek powiedzieć. Na pewno było dużo błędów, prostych strat. Praktycznie każda obroniona piłka trafiała do rywala. Wierzyłem do końca, nawet do 54. minuty, że się uda. Węgrzy wcale nie byli tacy dobrzy, tylko my źle graliśmy. 

Reklama

Michał Kubisztal (rozgrywający): - Wiadomo, że miał to być trudny mecz, ale jak najbardziej zwycięski dla nas. W żadnym wypadku nie byliśmy przygotowani, że przegramy taką różnicą bramek. Niestety, Węgrzy pokazali nam przede wszystkim co to znaczy grać równo. Oni też robili błędy, ale mniej więcej grali równo. Oni odrobili zadanie domowe, wiedzieli z czym możemy sobie nie poradzić. Zagrali podobnie do Słoweńców, czyli 6-0, ale z wysuniętymi mocno dwójkami i cały mecz nie mogliśmy sobie z tym poradzić. Na początku drugiej połowie straciliśmy dwie, trzy bramki z kontr, a my zamiast odpocząć, spróbować powalczyć jeszcze, to stanęliśmy nagle i zupełnie straciliśmy głowę.

Marcin Wichary (bramkarz): - Mieliśmy dobre chęci, ale widocznie same chęci nie wystarczą. Do tego jest jeszcze potrzebna zimna głowa i realizacja przedmeczowych założeń. Nie wiem dlaczego tego nie zrobiliśmy, przepraszam.

Bartosz Jurecki (obrotowy): - Przyjechaliśmy do Barcelony nie po to, żeby wyjeżdżać po dwóch dniach. Jesteśmy bardzo źli na siebie. Wiedzieliśmy dobrze, że Węgrzy są świetną drużyną, grającą bardzo agresywnie. Mieliśmy ich dobrze rozpracowanych. Oglądaliśmy wideo, wiedzieliśmy co mamy zagrać. Walczyliśmy zbyt indywidualnie, ta gra się nie kleiła; w obronie jeszcze w pierwszej połowie było OK. Straciliśmy tylko 10 bramek, więc to jest całkiem niezły wynik. W drugiej połowie stanęło wszystko. Trochę lepiej piłka chodziła w ataku, ale to nadal nie było to, czego oczekiwał od nas trener.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje