Polacy wracają w środę, nastroje minorowe

W środę o 13.25 polska ekipa piłkarzy ręcznych wyląduje w Warszawie - poinformował jej kierownik Marek Góralczyk. "Biało-czerwoni" wciąż nie mogą się otrząsnąć po poniedziałkowej porażce w 1/8 finału mistrzostw świata z Węgrami.

We wtorek sztab trenerski i zawodnicy na specjalnym spotkaniu omawiali w hotelu wydarzenia ostatnich dni. Potem reprezentanci dostali wolne. Mieli czas, żeby się nieco odprężyć. Szczypiorniści w kilku grupach wybrali się na miasto. W nastrojach raczej minorowych.

- Wszyscy żałują straconej szansy, bo zgodnie uważają, że Węgrzy byli do pokonania. Po spotkaniu z trenerem wyszli pozwiedzać Barcelonę. Jedni chcieli zobaczyć słynny stadion Camp Nou, inni zabytki, których jest tu bez liku - powiedział Góralczyk, w przeszłości ceniony sędzia międzynarodowy.

Polscy zawodnicy w prywatnych rozmowach nadal nie mogą dojść do tego, dlaczego w 1/8 finału zagrali tak słabo.

- Oni sami nie wiedzą co się stało. Nie mogą zrozumieć szczególnie tego, co wydarzyło się w drugiej połowie. Większość to doświadczeni gracze, dwa tygodnie wcześniej na turnieju w Czechach to myśmy prowadzili prawie przez cały mecz, który ostatecznie zakończył się remisem. W Barcelonie wyglądało to tak, jakby nagle zostali sparaliżowani - tłumaczył szef ekipy "Biało-czerwonych".

Polski zespół w komplecie ma odlecieć z Barcelony do Frankfurtu nad Menem w środę o godz. 7.40. Planowany przylot na lotnisko im. Chopina w Warszawie przewidziano na 13.25.

- Były trudności z załatwieniem biletów dla tak dużej grupy na wtorek, zwłaszcza że niektóre lotniska w Europie mają spore kłopoty związane z pogodą - podkreślił Góralczyk.

Z Barcelony Cezary Osmycki

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama