Olimpijczyk o polskich szczypiornistach: Europa powoli nam ucieka

Trzykrotny olimpijczyk Henryk Rozmiarek przyznał, że zbyt asekuracyjnie wyprowadzane kontry oraz zupełny brak gry skrzydłami to główne przyczyny porażki polskich piłkarzy ręcznych z Węgrami (19-27) w meczu 1/8 finału mistrzostw świata.

- Nie graliśmy w ogóle z kontry, za szybko je przerywaliśmy. Kilka z nich trzeba było skończyć, a nie zatrzymywać się na środku boiska. Takie zbyt asekuracyjne granie - powiedział Rozmiarek, który kilka dni temu objął żeński zespół ekstraklasy Piotrcovii Piotrków Trybunalski.

Reklama

- To był dla mnie też dziwny mecz, bowiem z prawego skrzydła nie oddaliśmy żadnego rzutu. Mało tego, w pewnym momencie graliśmy bez prawego skrzydła, bowiem na boisku było dwóch kołowych. To dość nowatorskie zagranie trenera Michaela Bieglera, czegoś takiego jeszcze nie widziałem - dodał.

Przyczyn porażki brązowy medalista igrzysk olimpijskich z Montrealu (1976) upatrywał też w słabej grze po przerwie piłkarzy drugiej linii. - Zawiodły niestety "stare" nazwiska. Węgrzy bardzo dużo rzutów blokowali. Z dobrej strony pokazał się jedynie kołowy Bartek Jurecki, czasami też Adam Wiśniewski - stwierdził.

Jego zdaniem występ biało-czerwonych na mundialu należy uznać za porażkę. Rozczarowany był też brakiem "dopływu świeżej krwi". Jak zauważył, Biegler zabrał ze sobą kilku młodszych zawodników, ale na parkietach w Hiszpanii grali oni niewiele.

- Europa powoli nam ucieka. Awans do 1/8 finału na pewno nie był planem minimum, bo nasza grupa powszechnie była uznawana za jedną z najsłabszych. Myślę, że takim minimalnym celem byłby ćwierćfinał. Z drugiej wydaje mi się, że na więcej ten zespół w tej chwili nie stać. W sumie nasza gra opierała się na zawodnikach już trochę "wygranych", którzy także stanowili o sile reprezentacji za kadencji Bogdana Wenty. Za trzy lata mamy w Polsce mistrzostwa Europy i jest nad czym myśleć - podsumował Rozmiarek.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje