Zraniony Franz nie poddał się

Trener Lecha Poznań Franciszek Smuda do końca bił się z myślami, czy przyjść na konferencję przed starciem o wszystko z Udinese. Miał wysłać asystenta Marka Bajora, ostatecznie jednak sam przyszedł do dziennikarzy.

Skąd te wahania "Franza"? Wszystko przez rany, które pozostały mu na lewym policzku. - Niedawno przeszedłem operację laserową. Miałem kłopoty z naczyńkami krwionośnymi. Już mam je za sobą - powiedział nam "Franz".

Reklama

Smudę proszono, by siadł z lewej strony stołu konferencyjnego. Już prawie siedział, gdy nagle wyprostował się niczym rażony prądem i przeszedł na drugi koniec stołu. - Nie, tu siedziałem ostatnio, więc wolę zmienić miejsce - skomentował, bo najwyraźniej chce, aby tym razem podczas jego wizyty w Udine wszystko było inne, a zwłaszcza wynik.

- Jest pan uśmiechnięty i spokojny. Skąd tak dobry nastrój przed meczem? - dociekali włoscy dziennikarze.

- To naturalne - odpowiadał "Franz". - Przy stanie 2:2 po pierwszym meczu nadal nasze szanse na awans są otwarte. Przy 2:0 dla Udinese byłoby już wszystko rozstrzygnięte.

- Z wszystkim meczów przeciw Udinese, ten jest najważniejszy?

- Wszystkie były ważne, ale to Udinese ma lepszy zespół niż poprzednie.

- Czy fakt, że zagra Di Natale coś zmienia?

- To wielki piłkarz, ale lepiej się gra przeciw gwiazdom, niż tym, którzy walczą o miejsce w pierwszym składzie.

- Dla kogo pracował czas w ciągu ostatniego tygodnia? Wy graliście sparing, a oni przegrali mecz ligowy z Torino.

- Nie jest to najlepszy czas, aby grać o taką stawkę, ale już mecz w Poznaniu dał nam przetarcie. W sparingach nigdy nie graliśmy w najsilniejszym składzie. Dopiero przeciw Udinese tak się stało. Wolałbym jednak, abyśmy mieli za sobą przetarcie ligowe.

- Czy Lech zagra w najsilniejszym składzie?

- Na pewno. Wszyscy doszli do siebie i jutro wyjdzie najsilniejszy skład.

- Prezes Pozzo ma pretensje do drużyny za ostatnią porażkę z Torino. Czy dodatkowa presja sparaliżuje rywala?

- Nie sądzę, aby piłkarze z Udine grali pod presją. To dobrzy piłkarze i grają lepiej niż Udinese z którymi grałem we wcześniejszych latach.

- Czy liczy pan na gola ze stałych fragmentów gry?

- Nie sądzę, żeby Włosi wiele zmienili w kryciu podczas wolnych i rożnych. Ale nie będziemy szczególnie szukać stałych fragmentów.

- Czy to będzie podobny mecz do tego Feyenoordem? Wówczas również musieliście wygrać.

- Tak, sytuacja jest podobna. My musimy zagrać o zwycięstwo. Ale Udinese też nie może grać na remis. Też musi uważać.

- Czy jesteście uodpornieni na prowokacje np. szczypanie, zaczepianie, które stosują Włosi?

- W pierwszej połowie w Poznaniu Udinese dało nam wielką szkołę takich zagrywek. Zawsze to lubiłem, ale teraz trochę mniej. Jesteśmy jednak gotowi na to i teraz już nas nie zaskoczą.

- Prezes Kadziński podczas prezentacji drużyny stwierdził, że liczy na pokonanie Udinese, bo wówczas spełni się jego marzenie o grze z zespołem niemieckim (jeśli Lech awansuje, w 1/8 finału trafi na zwycięzcę pary VfB Stuttgart - Zenit).

- Mi się śniło co innego, chciałbym zostawić to dla siebie, po meczu wam powiem.

- Na meczu będzie niewiele ponad 10 tys. widzów, z czego dwa tysiące Polaków, więc może znowu - jak w Rotterdamie - poczujecie się niczym u siebie?

- Włosi sprzedali dlatego tak mało biletów, bo przyjeżdża Lech Poznań, a oni są raczej pewni, że przeszli już do następnej rundy.

- Trener Marino stwierdził, że Lech gra futbol siłowy, a Udinese - techniczny, więc teraz, w lepszych warunkach, bez padającego śniegu jego zespół będzie miał przewagę.

- Postaramy się go przekonać, że nie ma racji.

Notowali w Udinese: Michał Białoński (INTERIA.PL) i Marcin Lepa (Polsat Sport)

Dowiedz się więcej na temat: Lech Poznań | Franciszek Smuda | mecz | Włosi | Udinese

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje