Z pustego i Beenhakker nie naleje

Leo Beenhakker nie jest cudotwórcą. Nie ma co się oszukiwać, że holenderski szkoleniowiec z kontraktem 600 tys. euro (rocznie) zbawi polską piłkę.

Przegrany 0-2 mecz z Danią pokazał, że polscy piłkarze grający w tym spotkaniu mają chęć do walki jedynie przez 20 minut, a umiejętności nie mają nawet na poziomie średniej klasy piłkarskiej. Duńczycy przecież nie należą do europejskiej czołówki.

Reklama

W środę w grze polskiej reprezentacji widać było same braki. Niech nie zwodzi nas pierwsze 18 minut drugiej połowy, kiedy to rywal taktycznie ukrył się na podwójną gardą i czyhał na kontrataki, a Polacy próbowali atakować bramkę przeciwników. Plan nakreślony w przewie przez trenera Mortena Olsena zespół Danii perfekcyjnie zrealizował w 63. minucie, kiedy to po szybkim wyjściu z własnej połowy Dennis Rommedahl ustalił wynik spotkania. Po tym ciosie Żurawski, Krzynówek i spółka nie byli już w stanie podnieść się, aby strzelić choć honorowego gola.

W Odense brakowało w polskiej ekipie lidera. Uważam, że powierzenie opaski kapitańskiej Maciejowi Żurawskiemu jest wielką pomyłką, bowiem zawodnik ten już podczas mundialu pokazał, że charakterologicznie nie pasuje do niego rola przywódcy. Po meczu z Danią można stwierdzić także, że Żurawskiemu nie pasuje żadna inna rola w kadrze, a już na pewno nie napastnika. Czy ktoś pamięta, kiedy pan Maciej zdobył bramkę w reprezentacji Polski?

Partner z ataku "Żurawia" Tomasz Frankowski pokazał w środę, dlaczego trener Wolverhampton Mick McCarthy uważa, że najlepsze miejsce na boisku dla "Franka" to trybuny. Kolejny mecz zmarnowanych okazji, za grosz ambicji i wciąż bez gola. Pytanie odnośnie formy strzeleckiej Frankowskiego już nie brzmi "Kiedy się odblokuje?", ale "Czy kiedykolwiek coś strzeli?" W reprezentacji już na pewno nie powinien próbować. Po prostu nie stać nas na to.

Podobnie jak napastnicy, fatalne wrażenie w Odense, sprawiali obrońcy. Żewłakow - na prawej źle, na lewej jeszcze gorzej. Gancarczyk - szkolne błędy i długie podania wszerz boiska. Jop - trener FK Moskwa nie jest ślepy i słusznie sadza go na ławce. Bąk - nie ta szybkość, nie ta zwrotność, czyli czas na emeryturę.

Dla większości piłkarzy, którzy wyszli w podstawowym składzie, mecz przeciwko Danii powinien być ich ostatnim występem w reprezentacji Polski. Wydaje się, że rację mieli wszyscy, którzy oczekiwali od Beenhakkera powołania na ten mecz wyróżniających się piłkarzy z polskiej ligi. Przykładem niech będzie postawa Pawła Golańskiego, który poza dobrą, sportową formą pokazał, że ma charakter i ambicję.

Oczekuję, że na mecz z Finlandią w Bydgoszczy (2.09) Leo Beenhakker obok wspomnianego Golańskiego powoła innych wyróżniających się piłkarzy z Orange Ekstraklasy takich jak Łukasz Fabiański, Radosław Matusiak, Łukasz Garguła, Piotr Giza, Marcin Wasilewski, Łukasz Piszczek, Wojciech Łobodziński i inni.

Jestem przekonany, że wymienieni tutaj piłkarze zagraliby o klasę lepiej od tych, na których w swoim debiucie postawił Beenhakker. Starzy kadrowicze nie mają ambicji, bo na dobrą starość już zarobili. Żurawski, Krzynówek, Żewłakow, Bąk czy Szymkowiak są już piłkarsko wypaleni, zawodowo puści. A z pustego i Beenhakker nie naleje...

Andrzej Łukaszewicz

Zobacz galerię zdjęć z meczu Dania - Polska

Dowiedz się więcej na temat: Łukasz | leo beenhakker | mecz | beenhakker

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje