Wrzawa wokół Eto'o na Camp Nou

144 dni czekali kibice, żeby Samuel Eto'o wrócił po ciężkiej kontuzji kolana do szerokiej kadry FC Barcelona. Ale powrót Kameruńczyka do drużyny z Camp Nou na razie wywołuje więcej pozasportowych emocji - donosi katalońskie "El Mundo Deportivo".

Kontrowersje rozpoczęły się w niedzielny wieczór, kiedy to podczas spotkania z Racingiem Santander Eto'o postawił się Frankowi Rijkaardowi i odmówił wyjścia na murawę cztery minuty przed końcowym gwizdkiem.

Reklama

Zdziwiony zachowaniem Kameruńczyka holenderski szkoleniowiec musiał skorzystać z usług ... Oleguera i po meczu, wraz z Ronaldinho, zgodnie podkreślali, że najważniejsza w zespole jest "jedność", dając tym samym Eto'o do zrozumienia, że nie zachował się "fair" wobec kolegów.

Kameruńczyk nie zamierzał pozostać obojętny na te słowa i na specjalnie zwołanej konferencji wydusił z siebie wszystkie żale.

"Są ludzie, którym przeszkadza mój powrót do gry" - wypalił na początku. "To nieuczciwe mówić po meczu, że nie chciałem zagrać. Wróciłem, żeby strzelać dużo goli i nie mam sobie nic do zarzucenia" - stwierdził napastnik Barcelony, który nie miał zahamowań skrytykować także samego Ronaldinho.

"Ten, który mówi, że najważniejsza jest jedność w drużynie, udowadnia swoją grą, że wcale mu na niej nie zależy. Powinien na boisku bardziej myśleć o grupie" - wyznał Eto'o.

Kameruńczyk nie wahał się również wtrącić swoją opinię o konflikcie na szczeblach władzy w klubie z Camp Nou. Dostało się zwłaszcza wiceprezydentowi Sandro Rossellowi.

"W zarządzie są dwie grupy. Z jednej strony są zwolennicy Laporty (prezydenta klubu - przyp. red.), z drugiej innej osoby. Kiedy on był szefem, nigdy nawet się ze mną nie witał i ciągle miał jakieś wątpliwości co do mojej osoby. Jeśli ma jaja, niech powie mi wszystko prosto w twarz!" - zagrzmiał Kameruńczyk, którego zachowanie próbował tłumaczyć Joan Laporta.

"Samuel 144 dni leczył skomplikowaną kontuzję i wiele wycierpiał. Kolano potrzebuje trochę czasu, by powrócić do całkowitej sprawności i dlatego piłkarz tak się obawiał. Eto'o nie grał, bowiem był rozważny - podkreślił prezydent FC Barcelona.

Oliwy do ognia podsycanego konfliktu na Camp Nou dolała także włoska prasa. Dziennikarze "Corriere dello Sport" poinformowali dziś, że Juventus Turyn oferuje aż 40 milionów euro za transfer Kameruńczyka. Czy spór wokół Eto'o zakończy się jego pożegnaniem z Barceloną?

Dowiedz się więcej na temat: powrót | FC Barcelona | kameruńczyk | Camp Nou

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje