Wołowski: Real ciekawszy niż Barcelona?

Już tylko osiem dni i jedna z największych piłkarskich zagadek wejdzie w fazę rozwiązania. W następną sobotę o 20 na Santiago Bernabeu poznamy nowy Real Madryt.

Jeden z kolegów, zapamiętały kibic FC Barcelony wyznał mi niedawno, że tak w głębi duszy to on czeka najbardziej na pierwszy poważny test królewskich. Myślę, że inni fani klubu z Katalonii mu wybaczą, bo to, co się stało w obozie rywala jest ewenementem. Oczywiście fani Barcy będą śledzić mecz ze Sportingiem i postępy Ibrahimovica, ale sposób, w jaki zagra w poniedziałek drużyna z Katalonii jest w zasadzie przewidywalny.

Reklama

Wszystko, co nieprzewidywalne wydarzy się 48 godzin wcześniej. Sobotni mecz Realu z Deportivo to będzie pierwsza odpowiedź na pytanie o największy futbolowy eksperyment.

Nie chodzi o bulwersującą wszystkich od UEFA po Watykan kwotę 260 mln euro. Problem polega na tym, że jeszcze nikt przed Florentino Perezem nie kupował na taką skalę, nawet on sam. Pierwszy okres galaktyczny, który Real ma za sobą (2000-2006) wyglądał przecież inaczej - Perez sprowadzał każdego lata jedną megagwizdę. Teraz rewolucja jest totalna, w Madrycie znaleźli się dwaj ostatni laureaci Złotej Piłki (Kaka, Ronaldo), padł transferowy rekord świata (96 mln euro), zmieniono wszystkie formacje, a nawet ci, którzy łapali się za głowy zarzucając prezesowi Realu transferowy obłęd, zamilkli przy zakupie Xabiego Alonso.

Dla wielu to wszystko musi się udać. Piłkarze klasy Kaki, Ronaldo, Benzemy, czy Alonso nie będą się nagle przewracać o własne nogi. A gdyby ktokolwiek z nich zawodził, lub został mocniej kopnięty w cenną nogę - Real ma wszelki wypadek najdłuższą ławkę świata (nawet dłuższą niż by chciał).

Ciekawe, jaki skład pośle Pellegrini na zespół z La Corunii. W obronie pół biedy, ale jak zmieścić w drugiej linii i ataku Alonso, Lassa, Ronaldo, Robbena, Kakę, Benzemę, Raula, a może jeszcze Higuaina? Jest przecież dla nich tylko sześć miejsc, nie mówiąc o sposobie i stylu, w jakim zagrają.

Finansowo Perez już raz wyszedł na swoje, da pewnie radę z długami sięgającymi pół miliarda. Dla mnie to wszystko co dotyczy nowej galaktycznej drużyny nie jest jednak oczywiste. Gra nie idzie o to, by Real pobił Deportivo, czy nawet kilka rekordów ligowych zwycięstw. Celem sportowym jest finał Ligi Mistrzów na Santiago Bernabeu, a marketingowym stworzenie stylu ocierającego się o poezję. To wszystko będzie tak trudne, jak skompletowanie wielkiej orkiestry z wybitnych solistów. A przecież konkurencja jest bardzo mocna, nie tylko w Champions League, ale i w Primera Division.

W zasadzie zgadzam się z moim kolegą. Pierwsze mecze Realu będą ciekawsze. Ale gdy wszystko wejdzie w fazę rozstrzygnięć, tak samo fascynujące staną się pojedynki Barcelony. Jak Pep Guardiola poradzić sobie po tak niewiarygodnym debiutanckim sezonie, zwłaszcza przy wąskiej kadrze biorącej udział w wyścigu po sześć tytułów? Czy wyjdzie drużynie na dobre zamiana Eto'o na Ibrahimovica za którą młody trener Barcy ręczy głową? Prawda jest jednak taka, że w pełni sił Xavi, Messi, Iniesta, Ibrahimovic i Henry - mogą wywindować wymagania tak wysoko, że i Real może być bezradny nawet wtedy gdy Pellegrini wykona w Madrycie kawał dobrej roboty.

Fantazjować można do woli, a każdy finał tych fantazji będzie możliwy. Nawet finał Champions League Real - Barcelona na Santiago Bernabeu.

DYSKUTUJ O ARTYKULE Z DARKIEM WOŁOWSKIM!

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje