Wisła musi być jak żywioł, by zatrzymać Fulham

Na początku podróży do Anglii Wiśle odlot z Krakowa uniemożliwiła mgła. Równie skutecznym żywiołem musi być ekipa Roberta Maaskanta, by zatrzymać Fulham w czwartek o godz. 21:05 na Craven Cottage. Czy zespół, który bez wyrazu i ambicji przegrał z Podbeskidziem jest w stanie uniknąć porażki?

- Mecz z Podbeskidziem przeanalizowaliśmy i puściliśmy w niepamięć, Teraz pora na mecz, w którym będziemy mieli inny poziom ambicji, a także więcej wolnego miejsca do wyprowadzania kontrataków - powiedział trener wiślaków, Robert Maaskant.

Reklama

- Na pierwszym treningu po porażce z Podbeskidziem byliśmy jeszcze smutni, źli na siebie, ale już dzień później obudziła się w nas agresja, złość sportowa. W połączeniu z ambicją to będą nasze atuty. O derbach z Cracovią jeszcze nie myślimy. Na to przyjdzie pora po meczu z Fulham, w którym stać nas na zdobycie choćby punktu - uważa rozgrywający mistrzów Polski, Łukasz Garguła.

W ekipie Fulham sytuacja jest podobna - w niedzielę po spotkaniu z Wisłą chłopaków Martina Jola czeka również derbowe starcie, z Tottenhamem na własnych śmieciach. By zachęcić kibiców do przyjścia na Wisłę klub obniżył bilety i można je było nabyć za 15-20 funtów. Ale i to nie pomogło, po wejściówki bili się tylko fani Wisły, którzy natychmiast wykupili 800 przydzielonych im kart, a później 400 kolejnych, gdy klub z Craven Cottage oddał im jeszcze jedną trybunę. Na neutralną część stadionu sporo biletów nabyli Polacy pracujący na Wyspach. Wisła może się czuć zatem, jakby grała u siebie. Podczas poprzedniej jej wizyty w stolicy Anglii, w starciu z Tottenhamem dopingowało ją ponad cztery tysiące Polaków!

Na derby z "Kogutami" Fulham sprzedaje bilety trzykrotnie drożej niż na Wisłę, ale trudno się spodziewać, by i piłkarze Jola w spotkaniu z wiślakami zastosowali taryfę ulgową. Mają świeżo w pamięci czerwoną kartkę, jaką zbyt pochopnie dostał Moussa Dembele. Będą chcieli się zrewanżować za porażkę, której doznali w Krakowie grając w dziesięciu. - Gdyby nie ta kartka, wywieźlibyśmy z Krakowa co najmniej jeden punkt - podkreśla bramkarz Fulham Mark Schwarzer.

Robert Maaskant gra nie tylko o przedłużenie szans Wisły na awans do fazy pucharowej Ligi Europejskiej, ale powoli też o swoją głowę. Porażki z Lechią i Podbeskidziem, a także blamaż w spotkaniu z BK Odense nadszarpnęły jego pozycję. Jeśli przegra w Londynie, a później potknie się w derbach, wiosny pod Wawelem raczej nie doczeka. Chyba, że w roli turysty.

Przed sezonem wydawało się, że Wisła dysponuje dwoma silnymi "jedenastkami", dzięki czemu nie powtórzy błędu Lecha Poznań sprzed roku, który błyszczał w pucharach, lecz kulał w lidze. Teraz, gdy wypadli Małecki, Melikson, Sobolewski, Genkow dwie mocne "jedenastki" krakowian stały się tylko mitem, a trenerowi Maaskantowi stawiane są zarzuty, że nawet w lidze ustawia zespół zbyt defensywnie, a na dodatek szwankuje przygotowanie szybkościowe. Bez względu na to, czy są słuszne, czy nie, trenera "Białej Gwiazdy" mogą obronić tylko wyniki i poprawa stylu gry zespołu, która po ponad roku jego pracy jest konieczna.

Problemy z dotarciem do Anglii mieli nie tylko piłkarze, którzy czarterem odlecieli z Pyrzowic, a nie podkrakowskich Balic. Gęsta mgła na krakowskim lotnisku utrudniła podróż wielu kibicom, którzy w pogoni za samolotem Ryanair'a musieli się udać autokarami (na koszt przewoźnika) aż do Wrocławia i dopiero stamtąd, z siedmiogodzinnym opóźnieniem, odlecieli na Wyspy.

Michał Białoński, Londyn

Zapraszamy na relację na żywo z meczu Fulham Londyn - Wisła Kraków!

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama