"Wichniarek wychodził z szatni jak zbity pies"

Artur Wichniarek wtorkowy mecz Bundesligi FSV Mainz - Arminia Bielefeld (1:1) rozpoczął na ławce rezerwowych. Pojawił się na boisku w 67. minucie, a końcówce spotkanie zmarnował doskonałą sytuację do zdobycia gola.

- Lekarz kategorycznie zabronił mi gry, ale postawiłem na swoim. Może lepiej byłoby gdybym został w domu, bo sytuacja z ostatnich sekund będzie mi się śnić po nocach - powiedział Wichniarek w "Przeglądzie Sportowym".

Reklama

Polski napastnik mógł zapewnić zwycięstwo swojej drużynie, ale z 16 metrów nie trafił do pustej bramki!

- To była sytuacja jak rzut karny bez bramkarza. Czegoś takiego jeszcze nie przeżyłem. Gdyby to nie było tak dramatyczne, może byłoby i śmieszne. Ale my potrzebujemy punktów, żeby się utrzymać w lidze. A drużyna ma prawo oczekiwać od napastnika w takich sytuacjach, że zostanie wynagrodzona za wysiłek - nie krył wściekłości szkoleniowiec Arminii Thomas Von Heesen.

- Osobiście trener nie miał ze mną żadnej rozmowy. Nie tacy zawodnicy marnowali stuprocentowe okazje - podkreślił Wichniarek.

Suchej nitki na Polaku nie zostawiły niemieckie media. W relacji z tego spotkania agencja DPA napisała: "To była głupota dnia. Wichniarek wychodził z szatni jak zbity pies".

Przegląd Sportowy/INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: fsv mainz | PSY (Park Jae-Sang) | Wichniarek

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje