Walcott straszy Barcelonę. Szalony plan Wengera?

Barcelona nie potrafiła wygrać choćby jednego z pięciu ostatnich meczów na Camp Nou z zespołami z Wysp. Dziś, awans do półfinału Champions League da jej nawet wynik 1-1 z Arsenalem, ale drużyna Pepa Guardioli o grze na remis nie ma pojęcia.

Arsene Wenger znów musi pokazać kunszt trenerski. Na mecz roku szkielet zespołu trzeba skonstruować od nowa. Gallasa, Fabregasa, Songa i Arszawina - czyli najjaśniejsze postaci każdej formacji Arsenalu pokonały urazy. W centrum uwagi znalazł się więc Theo Walcott, którego wejście do gry w pierwszym meczu uratowało Arsenalowi remis (2-2). Dopiero w 20 ostatnich minutach z angielskim skrzydłowym drużyna Wengera była w stanie wznieść się na niebotyczny poziom podyktowany przez rywala z Katalonii.

Almunia bohaterem na Emirates

Reklama

Zdaniem Guardioli na Emirates nie Walcott był jednak bohaterem, ale Almunia "zatrzymując 12000 strzałów". W rzeczywistości Barca oddała ich 22, Arsenal zaledwie sześć. Hiszpański bramkarz sprawił, że 180 minut rywalizacji o półfinał, nie zostało rozstrzygnięte po zaledwie 45 minutach. Ale przy stanie 2-0 dla Barcy wejście Walcotta, było wejściem smoka. Anglik przyznaje, że biorąc pod uwagę przebieg gry jego drużyna "wycisnęła" na Emirates najlepszy rezultat. Dziś, na Camp Nou rola młodego skrzydłowego ma być jednak jeszcze większa.

Na konferencji przed meczem Walcott powiedział dziennikarzom, że sto metrów biega w 10,3 sek, co daje mu prawo myśleć o starcie na igrzyskach olimpijskich. Rozbawiony Wenger dodał, iż jemu pokonanie tego dystansu zabiera niemal siedem sekund dłużej. Wesoło nie jest na pewno wracającemu do gry po kontuzji Ericowi Abidalowi. Lewy obrońca Barcelony jest o 11 cm wyższy i 12 kg cięższy od Walcotta, a jeszcze za plecami nie będzie miał podstawowych stoperów, bo Puyol i Pique pauzują za kartki (Gerard jest też kontuzjowany). Anglik wie, że już przy pierwszej okazji powinien postraszyć swoją szybkością Abidala, a wtedy będzie miał przewagę do końca.

Skrzydłowy Arsenalu, którego ojciec pochodzi z Jamajki, potrafi jednak znacznie więcej niż tylko szybko biegać. W 2008 roku, w ćwierćfinałowym meczu Champions League z Liverpoolem wykonał niebywały slalom między Xabim Alonso, Aurelio, Hyppią i Mascherano. Jest mieszanką stylu angielskiego i francuskiego. Jako 14-latek pracował z George Prostem, obecnie dyrektorem sportowym Lyonu, który odkrył talenty Henry'ego, Anelki, Diaby'ego i Gallasa. Harry Redknapp pozwolił mu zadebiutować w Southampton i porównał do Henry'ego, a Wenger wydał aż 18 mln euro. Wszystko to na razie na wyrost, bo Walcott ma bardzo przeciętną skuteczność - w 152 oficjalnych meczach uzbierał zaledwie 22 gole i 17 asyst. Ale to jego hat-trick w Chorwacji dał reprezentacji Anglii kluczowe zwycięstwo w drodze na mundial w RPA.

Wenger wciąż wierzy w awans

Po pierwszym meczu Wenger ocenił, że przez 26 lat kariery trenerskiej nie zetknął się z drużyną tak silną jak Barcelona. W awans wciąż jednak wierzy. Guardiola też ma poważne problemy. Do załatania dziury na środku obrony pewnym kandydatem jest Gaby Milito. Czy wystawić obok niego wolnego jak żółw Rafaela Marqueza, czy wycofać zmagającego się z kontuzją pomocnika Yaya Toure? Siła ataku jest osłabiona brakiem kontuzjowanego Ibrahimovica (zdobył oba gole na Emirates). I tu znów dylemat - czy posłać do boju starzejącego się w oczach Henry'ego, czy Bojana Krkica, który trafił do siatki dwa razy w meczu ligowym z Athletic?

Siła Barcy to jednak tridente Xavi - Messi - Iniesta. Wszyscy są zdrowi, nawet ten ostatni (na Emirates nie grał). Obrońcy tytułu będą dziś faworytem, ale też grają pod wielkim napięciem. Drużyna Pepa Guardioli walczy niemal o wszystko, dla niej porażka w ćwierćfinale byłaby końcem świata, zwłaszcza na cztery dni przed Gran Derbi na Santiago Bernabeu. Barcelona ma szansę na trzeci kolejny półfinał Champions League, ale w ostatnich pięciu starciach na Camp Nou z zespołami z Wysp nie wygrała. W zasadzie jednak nie musi przełamywać tej passy. Wyniki 0-0 i 1-1 dadzą jej awans. Tyle, że ta drużyna o grze na remis nie ma pojęcia.

"Wojna o piłkę"

Mecze Arsenalu z Barceloną hiszpański dziennik "El Pais" zatytułował poetycko "wojną o piłkę". Rzeczywiście obie drużyny uważają za straconą każdą chwilę bez futbolówki przy nodze. Na Emirates Barca pokazała jednak, że jest w tej dziedzinie niedoścignionym wzorem. Dziś Wenger ma dwa wyjścia - szaleńcze, czyli pójście na wymianę ciosów i rozsądne, czyli gra z kontry z wykorzystaniem szybkości Walcotta. Drugie rozwiązanie samo się narzuca. "Nie piję, nie palę, tylko marzę o wielkiej karierze" - mówi Walcott. Trzeba błyszczeć w takich miejscach jak Camp Nou, żeby spełniać marzenia.

Dyskutuj o artykule z Darkiem Wołowskim!

CZYTAJ RÓWNIEŻ:

LM: Arsenal osłabiony przed bojem z Barceloną

Dowiedz się więcej na temat: henry | remis | Liga Mistrzów | Camp Nou | awans | FC Barcelona | Arsene Wenger

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje