Trzej królowie boisk: Messi, Ronaldo i Falcao

Z analizy sposobu gry i zdobywanych bramek wynika jasno: to nie Cristiano Ronaldo, tylko Radamel Falcao najbardziej może zagrozić Leo Messiemu - pisze Dariusz Wołowski.

Tylko Zlatan Ibrahimović z League 1 (14 goli) mógłby wedrzeć się na podium najlepszych strzelców ligi hiszpańskiej. Leo Messi, Radamel Falcao i Cristiano Ronaldo zdobyli w Primera Division 52 bramki.

Liga gwiazd dumna z bohaterów


To już nie jest liga dwojga, tak jak nie jest już ligą dwóch. Primera Divison ma swojego trzeciego bohatera: zbiorowego i jednostkowego. Atletico Madryt wdarło się między wielką parę Barcelona - Real, a jego symbol Radamel Falcao rozdziela Leo Messiego i Cristiana Ronalda w wyścigu po tytuł króla strzelców. "Liga gwiazd" jest dumna ze swoich bohaterów, osładzają oni kryzys wkradający się do niej drzwiami i oknami. "Kluby toną w długach, trybuny świecą pustkami, ale największe indywidualności wciąż biegają po naszych boiskach" - pocieszają się Hiszpanie.

Faktycznie, wygląda to na paradoks, że w tak ciężkich czasach Primera Division odzyskała tytuł nr 1 w rankingu UEFA. W dodatku potwierdza to w obecnych rozgrywkach. W 1/8 finału Champions League Hiszpanie mają aż cztery zespoły, cztery razy więcej od Francuzów, dwa razy więcej od Anglików i Włochów. Ekonomicznie Primera Division przypomina kolosa na glinianych nogach, organizacyjnie zacofana, sportowo wciąż może być uznawana za wzór. Pytanie: ile czasu może trwać tak kuriozalna sytuacja?

Król strzelców z Kosmosu

Jest jeszcze jedna rzecz wyróżniająca rozgrywki w Hiszpanii od reszty kontynentu. Właśnie tam batalia o tytuł króla strzelców odbywa się na poziomie kosmicznym. Jeśli porównamy sumę goli zdobytych w największych ligach Europy przez trzech czołowych strzelców, dostrzeżemy pewną prawidłowość. We Francji, Włoszech i Anglii są to 33 bramki, w Niemczech 30, w Primera Division aż 52.
Wśród najskuteczniejszych graczy Bundesligi na podium nie ma ani piłkarza liderującego Bayernu Monachium, ani broniącej tytułu Borussii Dortmund. Jeszcze ciekawiej jest we Włoszech, gdzie najskuteczniejszy jest Stephan El Shaarawy (13 goli) z zajmującego siódme miejsce w tabeli Milanu (traci do lidera z Juve 14 pkt).

Reklama

Dokładnie to samo dzieje się w Anglii, na czele klasyfikacji strzelców jest Michu z 12 bramkami, ale jego Swansea jest ósma mając o 16 pkt mniej od Manchesteru United. Nawet we Francji najskuteczniejszy Zlatan Ibrahimović (14 bramek) nie potrafił sprawić, by nowe imperium z PSG rozsiadło się na pierwszym miejscu. I tylko w Hiszpanii wszystko jest logicznie poukładane. Najlepszy snajper pochodzi z prowadzącej Barcelony, wyprzedza gracza drugiego Atletico, trzeci jest piłkarz Realu Madryt.

Messi strzela co 58 minut


Nie jest to zbieżność przypadkowa, bo potencjał Messiego, Falcaa i Ronalda pozostaje poza wszelką dyskusją, ci trzej zdobywaliby masę bramek w każdych warunkach, pod każdą szerokością geograficzną. Dziennik "El Pais" porównał dane statystyczne trzech wielkich strzelb: Messi trafia do siatki co 58,7 minuty; Falcao co 76,1; Ronaldo co 102,5. Portugalczyk strzelał dotąd najczęściej 108 razy, Messi 79, Falcao zaledwie 52, ale z niewiarygodną wprost efektywnością sięgającą 31 proc. A więc Kolumbijczyk jest taki, jak jego Atletico, dotyka piłki rzadko (zaledwie 450 razy w tym sezonie), z czego rodzi się ogromne zagrożenie pod przeciwną bramką. Dla porównania Messi był przy piłce 1136 razy, Ronaldo 784, co pokazuje, w jakim stylu grają oni sami, ale także ich drużyny.

O dziwo, wszyscy trzej zaliczyli podobną liczbę asyst: Messi trzy, Ronaldo dwie, Falcao jedną. Szczególnie znacząca jest mała cyfra przy nazwisku Argentyńczyka, który z każdym sezonem zmienia się z hasającego po całym boisku romantycznego dryblera, w wyrafinowanego łowcę bramek. Zaskakujący może wydać się fakt, że Messi zdobył dwa razy więcej bramek strzałami z dystansu niż posiadający piorun w nodze Ronaldo (4-2). Wciąż jednak nie jest klasycznym sępem, ani razu nie zdobył gola stojąc w polu bramkowym, Ronaldo ma takie trafienia dwa, Falcao aż cztery.

Solari: Lionekl jak huragan

"Kolumbijczyk to idealne wcielenie środkowego napastnika, taki jak Raul, czy Ruud van Nistelrooy w szczycie formy. Nigdy nie oddaje strzału na bramkę z desperacji, zawsze wie, gdzie trafić, by doprowadzić bramkarza do rozpaczy. Messi? To po prostu ...Messi, takiego jeszcze nie było. Nie da się go sklasyfikować. On jest snajperem tak jak huragan, czy piorun są zjawiskiem atmosferycznym. Kiedy rusza z piłką mamy wrażenie, iż świat się zatrzymuje, zapada cisza i nawet obrońcy czują daremność swojego wysiłku" - opowiada były gracz Realu i Atletico Santiago Solari.

Zdaniem Solariego, na futbolowym Olimpie, w miejscu przeznaczonym dla genialnych strzelców było ich dotąd dwóch: Ronaldo i Messi. Dziś wdarł się trzeci - Falcao, który ma wszystkie atuty, by nie pozwolić strącić się ze szczytu.

Znaczące są statystyki dotyczące rzutów wolnych. Każdy z nich zdobył w ten sposób w lidze zaledwie jednego gola. Przy czym Falcao próbował tylko trzy razy, Messi 14, Ronaldo aż 23. Nic dziwnego, że w Realu Madryt rzuty wolne coraz częściej wykonuje Mesut Oezil. Cristiano wydaje się jednak najbardziej odporny na reakcję publiczności. Siedem bramek zdobył na Santiago Bernabeu i sześć poza nim, gdzie fani rywali najczęściej przyjmują go jak wroga nr 1. Statystyki Falcao są klasyczne: 13 goli na Vicente Calderon i 3 poza nim, natomiast Messi zdobył na wyjazdach aż 15 bramek i tylko 8 na Camp Nou.

W tym sezonie łączy ich perfekcja w wykonywaniu rzutów karnych, żaden dotąd nie zaliczył pudła. Falcao zamienił na bramki sześć jedenastek, Ronaldo cztery, Messi jedną.

Najmniej miarodajny ten sezon wydaje się dotąd dla Ronaldo. Real gra gorzej niż przed rokiem, co nie pozostaje bez wpływu na Portugalczyka. Są jednak tacy, którzy uważają, iż jest akurat odwrotnie. To właśnie spadek formy największej gwiazdy, jej osławiony już "smutek" sprowadził kłopoty na zespół Jose Mourinho. Ogólne statystyki Ronaldo w Realu są jednak porażające, przekraczając gola na mecz.

Real poluje na Puchar Europy


Najważniejsze wyzwanie wciąż przed "Królewskimi", Iker Casillas ogłosił właśnie, że gdyby nawet Real skończył ligę o 25 pkt za Barceloną, a zdobył 10. Puchar Europy, on byłby przeszczęśliwy. Znaczenia goli nie da się opisać najbardziej nawet imponującymi rzędami cyfr. Messi zdobył ich w tym roku 86, bijąc rekord Gerda Muellera. Połowę z nich oddałby jednak bez żalu za jednego zdobytego w kwietniowym półfinale Champions League przeciw Chelsea. Piłka po jego strzale z jedenastu metrów minęła Petra Cecha, ale trafiła w poprzeczkę. Gdyby poleciała kilka centymetrów niżej, Messi zaznałby może pełni szczęścia. Tymczasem dziś nosi zadrę w sercu, czekając na okazję do rewanżu.

Puchar Europy jest głównym obiektem pożądania dla trzech najlepszych strzelców świata, to także ze względu na ten cel Falcao opuści Atletico. Starcie wydaje się nieuchronne i o znacznie wyższym ciężarze gatunkowym, niż to obecne w Primera Division. W lutym do walki staną też Ibrahimovic, El Shaarawy, Robin van Persie, Wayne Rooney, Mario Gomez i Robert Lewandowski. Wtedy festiwal strzelecki w Europie osiągnie swoją pełnię.

Autor: Dariusz Wołowski

Dyskutuj na blogu Darka Wołowskiego

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje