Trenerski fenomen Holendrów

Trzy miesiące po zatrudnieniu na stanowisku selekcjonera reprezentacji Polski Holendra Leo Benhakkera wreszcie przekonaliśmy się o jego klasie.

Wygrana z Portugalią była pierwszym od 3 lat triumfem Polaków nad zespołem z najwyższej półki. Z tym, że kiedy Polacy ogrywali 3-1 Włochów, było to towarzyskie spotkanie "o pietruszkę", zaś w środę biało-czerwoni kosztem Portugalczyków zdobyli punkty w eliminacjach do Mistrzostw Europy. W meczach turniejowych lub eliminacyjnych ostatnie prestiżowe zwycięstwo z zespołem ze światowej czołówki Polacy odnieśli 24 lata wstecz w meczu o 3. miejsce mistrzostw świata przeciwko Francji.

Reklama

A przecież od czasu czerwcowego meczu w Alicante reprezentację biało-czerwonych prowadziło aż 12 polskich trenerów! I co? I nic! Dopiero trzeba było zatrudnić jednego z 90 holenderskich trenerów pracujących poza swoim krajem, aby wreszcie Polska ograła w meczu o punkty któregoś z liderów światowego futbolu.

Bo holenderscy szkoleniowcy to ewenement w światowym piłkarstwie, gdyż równie dobrze odnajdują się w realiach twardej Bundesligi, jak i finezyjnej Primera Division. Pracują w Azji, Afryce, obydwu Amerykach, Australii i Oceanii. A w Europie to praktycznie trudno znaleźć kraj, gdzie nie pracują fachowcy z kraju tulipanów. Bo przecież Frank Rijkaard prowadzi Barcelonę, Martin Jol - Tottenham, Bert van Marwijk - Borussię Dortmund, Guus Hiddink - reprezentację Rosji, Dick Advocaat - Zenit St.Petersburg, Jelle Goes reprezentację Estonii, a Arno Pijpers kadrę Kazachstanu - naszego grupowego rywala w eliminacjach EURO 2008. Co najbardziej zdumiewające, Holandia to zaledwie 16-milionowy, 59. pod względem liczebności kraj świata! Jeszcze na początku lat 60. ubiegłego wieku tamtejszy futbol prezentował się na tyle przeciętnie, że w eliminacjach do EURO 64 wyeliminował ich Luksemburg!

Podbili cały świat

Nikt inny, a właśnie Holendrzy zbudowali mit pięknie grającej Barcelony: Rinus Michel, Johan Cryuff, Luis van Gaal i Frank Rijkaard przez 20 sezonów prowadzili klub z Cam Nou. Nie dość, że zdobyli z nim 18 pucharów i tytułów mistrzowskich (w tym te najważniejsze w historii blaugrany - Puchar Europy i Ligę Mistrzów), to jeszcze grali najbardziej widowiskową i efektowną piłkę w ponad 100-letniej historii klubu.

Jeszcze większe zasługi w budowaniu futbolowego sukcesu Holendrzy położyli w Korei Południowej. Do 2000 roku był to "najlepszy zespół z Azji", czyli tak naprawdę drużyna z peryferii światowego futbolu. Jednak za sprawą Hiddinka, Korea Południowa w 2002 roku doszła do półfinału mistrzostw świata, zaś od 2003 roku lista holenderskich trenerów pracujących na Dalekim Wschodzie wydłużyła się o Dicka Advocaata (były selekcjoner Holandii, trener Glasgow Rangers, Borussi MG), Jo Bonfrere (w 1996 roku poprowadził Nigerię do złota olimpijskiego), a obecnym szkoleniowcem jest 50-letni Pim Verbeek.

Lecz to tylko mały wycinek holenderskiej listy, bo przecież jest też Arie Haan prowadzący obecnie reprezentację Kamerunu (w przeszłości Royal Antwerpia, Anderlecht Bruksela, VfB Stuttgart, FC Nurnberg, PAOK Saloniki, Austria Wiedeń i in.) Wim Rijsbergen kontynuujący dzieło Benhakkera w Trynidadzie i Tobago, Jelle Goes prowadzący od dwóch lat Estonię.

Łącznie, poza Holandią, na stanowiskach szkoleniowych pracuje blisko setka z tej nacji. Często prowadząc tak egzotyczne zespoły, jak reprezentacje Armenii, Kazachstanu czy drugoligowe zespoły na Ukrainie.

Holenderski fenomen

W samej lidze holenderskiej pracuje kilku szkoleniowców z imponującym międzynarodowym dorobkiem. Wspomniany wcześniej Luis van Gaal przez trzy lata prowadził Barcelonę, zaś to Hub Stevens przez osiem lat pracował w Bundeslidze (Schalke 04 i Hertha Berlin), Ronald Koeman prowadził Benficę Lizbona, Henk Ten Caate był przez trzy lata drugim trenerem w Barcelonie, Jan Wouters szkolił młodzież w Bayernie, a potem przez rok prowadził Glasgow Rangers. Jednak prawdziwym symbolem holenderskich podbojów trenerskich jest Aad de Mos. Ten 59-letni szkoleniowiec pracował w belgijskich KV Mechelen, Anderlecht Bruksela i Standard Liege, hiszpańskim Sportingu Gijon, niemieckim Werderze Brema, japońskim Urawa Red Diamonds, saudyjskim Al-Hilal oraz z reprezentacją Zjednoczonych Emiratów Arabskich. A jego dorobek śmiało można zestawić z doświadczeniami "naszego" Leo Benhakkera czy Gausa Hiddinka.

Jana Rekera, szef szkolenia w holenderskim związku piłkarskim KNVB, tak tłumaczy świetną passę holenderskich szkoleniowców: - Osobowość i wiedza są bardzo ważne, ale najważniejsza jest umiejętność dotarcia do zawodników tak, aby byli w stanie zagrać to, czego oczekuje trener. Trzeba wiedzieć, jak wyrazić oczekiwania w stosunku do piłkarzy. To właśnie dlatego wielu świetnych graczy nie odnosi sukcesów w pracy trenerskiej. Jako zawodnicy grali intuicyjnie i wyrażali siebie swoimi stopami, natomiast jako trenerzy muszą przekonywać ludzi do swoich pomysłów - wyjaśnia działacz, który chociaż sam był kiepskim zawodnikiem, przez 25 lat z sukcesami szkolił piłkarzy Eredivisie (m.in. PSV Eindhoven).

Warto dodać, że każdy ze znanych holenderskich trenerów szczyci się znajomością co najmniej dwóch języków obcych, a do tego Holendrzy łatwo odnajdują się w miejscach odmiennych kulturowo. W końcu sama Holandia to kraj wielokulturowy, wystarczy chociaż spojrzeć na imiona i nazwiska graczy tamtejszych klubów.

Ciekawym spostrzeżeniem Rekera jest to, iż holenderscy trenerzy nauczyli się kreatywności, ponieważ kluby Eredivisie nie mają wielkich budżetów, które mogłyby zapewnić im zakupy najbardziej znanych zawodników na świecie. To zmusza ich do szlifowania młodych talentów, które później wypuszczane są do najbogatszych klubów świata. Ważne jest też, aby byli futboliści płynnie włączali się w proces szkolenia nowych pokoleń piłkarskich. A z czasem sami przejmowali rolę zawodowych trenerów.

- Starzy i młodzi trenerzy są otwarci na wzajemną współpracę. Młodym daje to możliwość zebrania cennych doświadczeń, a doświadczonym trenerom przydaje się, kiedy muszą pokazać klasę przed młodszymi kolegami - wyjaśnia Reker w rozmowie z magazynem UEFA.

Holendrzy do wzięcia

Dobrego holenderskiego trenera można zatrudnić już od 25 tys euro miesięcznie. Być może taka suma jest wyzwaniem dla któregoś z polskich klubów, bowiem lista wolnych szkoleniowców z tego kraju jest imponująca. Jo Bonfrere, który w 1996 roku poprowadził Nigerię do sensacyjnego złota olimpijskiego w Atlancie. Ruud Gullitt, ex-menadżer Chelsea, Newcastle i Feyenoordu. Co Adriaanse, który w ubiegłym sezonie zdobył podwójną koronę z FC Porto, a wcześniej wprowadził do europejskich pucharów lokalne kluby, jak Willem II Tillburg czy AZ Alkmaar. Wolne mają też bracia Clemens i Hans Westehoffowie. Ten pierwszy w latach 90. solidnie wyuczył futbolowych reguł piłkarzy w kilku krajach afrykańskich, zaś Hans pracował w USA i Meksyku. Do wzięcia są również byli gwiazdorzy reprezentacji Holandii: były super-snajper Johan Boskamp oraz ex-pomocnik Wim Jansen. O nieodżałowanym Johanie Cruyffie (odkrywca talentu Bergkampa i Witschgego) nie wspomnę, bo pewnie żaden klub nie namówi już go do poprowadzenia jego składu.

Kto wie, czy gdyby szefowie polskich klubów ligowych nie zainwestowali czasu i pieniędzy w trenerów z kraju goudy i Edamu, to nasze słabiutkie kluby nie zaczęłyby grać tak przyzwoicie, jak reprezentacja z Portugalią. Może warto podziękować ligowym wiarusom i przekonać się do holenderskiej szkoły futbolu. Barcelonie i Korei Południowej się opłaciło...

Bartłomiej Rabij - "Tylko Piłka"

Trenują:

Imię i nazwisko - Miejsce pracy

Guus Hiddink - reprezentacja Rosji

Arno Pijpers - reprezentacja Kazachstanu

Pim Verbeek - reprezentacja Korei Pd.

Leo Beenhakker - reprezentacja Polski

Arie Haan - reprezentacja Kamerunu

Jelle Goes - reprezentacja Estonii

Wim Rijsbergen - reprezentacja Trynidadu i Tobago

Frank Rijkaard - FC Barcelona

Bert van Marwijk - Borussia Dortmund

Martin Jol - Tottenham

Ruud Krol - AJ Ajaccio

Dick Advocaat - Zenit St.Petersburg

Thomas Rongen - CD Chivas (USA)

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje