Trener Zagłębia nie grymasi po meczu z Lechem

Szkoleniowiec Zagłębia Lubin Marek Bajor był po spotkaniu z Lechem Poznań niezwykle zadowolony - trudno mu się zresztą dziwić. - Mogliśmy wygrać wyżej, ale jeżeli w każdym spotkaniu zdobędziemy o jednego gola więcej, to nie będę grymasił - stwierdził po wygranej 1:0 z "Kolejorzem".

Dla Bajora nie był to zwykły mecz, podobnie jak i dla jego asystentów. Jeszcze półtora roku temu był asystentem Franciszka Smudy w Lechu Poznań. Tomasz Muchiński odpowiadał wtedy za szkolenie bramkarzy, a Grzegorz Wilczyński za przygotowanie fizyczne graczy Lecha. Teraz razem z Bajorem tworzą sztab szkoleniowy Zagłębia. Brakuje w nim tylko Smudy, który musiał zrezygnować z pracy w Lubinie po przejęciu sterów w reprezentacji Polski.

Reklama

Bajor jednak kontynuuje pracę Smudy, ale nie może pozwolić sobie na tak ofensywną grą, jako prezentował kiedyś Lech Poznań. Dziś także Lech ma więcej atutów w swoim składzie, ale poznaniacy pod wodzą Jacka Zielińskiego grają bezbarwnie. Zagłębie do dzisiaj też nie zbierało najlepszych recenzji, a w tabeli ekstraklasy sąsiadowało z mistrzem Polski. - Przez ostatnie dwa tygodnie o naszej drużynie napisano wiele złego, ale dziś pokazaliśmy, że potrafimy grać w piłkę. Potrafiliśmy przeciwstawić się Lechowi, czyli zespołowi mocnemu jak na polskie warunki. Co by więc nie powiedzieć, jestem zadowolony z postawy drużyny - stwierdził po meczu w Poznaniu Bajor.

Szkoleniowiec Zagłębia przyznał, że jego zespół nastawił się na grę z kontry. - Taka murawa sprzyja drużynom broniącym się i grającym szybkim atakiem, taką grę też sobie założyliśmy - powiedział Bajor. - Może w pierwszej połowie Lech miał lepsze sytuacje, ale nie był piłkarsko lepszy. W drugiej połowie wygraliśmy zasłużenie, sytuacji mieliśmy naprawdę sporo i zwycięstwo mogło być bardziej okazałe - dodał.

W jego zespole zaskoczeniem było pojawienie się na boisku w wyjściowym składzie Damiana Dąbrowskiego - 18-letniego pomocnika, który w tym sezonie występował tylko w Młodej Ekstraklasie, a wiosną dwukrotnie wszedł na boisko w meczu ligowym lubinian w doliczonym czasie. - Oceniam jego grę pozytywnie. To był jego pierwszy mecz od pierwszej minuty, pierwszy na tak wielkim stadionie i przy takiej publiczności. Bałem się, że może nie podołać, ale wierzyłem w chłopaka. Szukaliśmy alternatywy do środka pola, bo nie mogło przyjechać tutaj trzech zawodników. I się nie zawiodłem. To w sumie nasz wychowanek, a mamy ich w drużynie jeszcze kilku. Każdy z nich dostanie szansę - zapowiedział Bajor.

Dowiedz się więcej na temat: Lech Poznań | mecz | szkoleniowiec

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje