Trener Lecha o Murawskim: Reprezentacyjna forma

Czwartek, 29 marca 2012 (08:00)
Ten artykuł możesz przeczytać również w wersji mobilnej »

Górnik Zabrze przegrał w Poznaniu pierwszy mecz w tym roku, a uległ drużynie, która do niedzieli nie potrafiła wygrać spotkania. - To już historia, a jak widać, Lech już teraz doskonale sobie radzi - stwierdził trener zabrzan Adam Nawałka.

Zdjęcie

Rafał Murawski Fot. Adam Ciereszko /PAP
Rafał Murawski Fot. Adam Ciereszko
/PAP
Górnikowi zdarzały się już słabsze mecze, bo remisował na swoim stadionie z ŁKS Łódź czy Lechią Gdańsk, ale potrafił też pokonać Legię Warszawa. W Poznaniu zabrzanie jednak przegrali, choć trener Adam Nawałka był zadowolony z postawy swojej drużyny. - Włożyliśmy w to spotkanie dużo wysiłku i przez długie fragmenty byliśmy stroną przeważającą. To jednak żadna satysfakcja, bo mecz przegraliśmy - powiedział szkoleniowiec zabrzan. Nawałka pochwalił strzelca bramki Rafała Murawskiego, który na boisku pojawił się dopiero po godzinie. - To Murawski przeważył losy spotkania. To, że Lech nie wygrywał jest już historią. Do meczu podchodziliśmy tak, że przyjeżdżamy do drużyny mocnej personalnie, która ma europejskie ambicje i chyba stąd się wzięła determinacja zawodników. Prowadziliśmy grę, wtedy kibice Lecha już gwizdali, ale przegraliśmy. Taki jest urok piłki - podsumował spotkanie Nawałka.

Trener Lecha Mariusz Rumak też chwalił Murawskiego, a jego półgodzinny występ nazwał reprezentacyjnym. Dlaczego "Muraś" nie występuje w pierwszym składzie? - Ma kontuzję stawu skokowego i gra w stabilizatorze. To nie jest uraz, który wykluczałby go z gry w dłuższej perspektywie, ale jest bardzo bolesny - powiedział Rumak.

Reklama

Lech zagrał przeciwko w systemie 4-4-2, a duet napastników tworzyli Bartosz Ślusarski i Artjom Rudniew. - Mecz był trudny, bo też i Górnik jest zespołem, który ma swoją jakość. Moi zawodnicy zrealizowali jednak założenia, utrzymywali się przy piłce, wygrywali pojedynki w powietrzu, zabierali drugą piłkę po zbiciu, bo z tego udało się stworzyć kilka sytuacji. Mimo że mieliśmy tylko dwa dni przerwy, to angażowaliśmy się do końca, piłkarze zostawili serducho. Owszem, koło 56 minuty stanęli na moment, ale skoro od 70 znów zaczęli biegać, to znaczy że to nie jest problem organizmu - opowiadał Rumak. Trener Lecha był zadowolony z akcji bramkowej - już nawet nie z tego, że padł wówczas gol, ale ze sposobu rozegrania piłki. - Bo to była bardzo ładna bramka, z wejściem bocznego obrońcy, dośrodkowaniem i atakiem środkowego pomocnika z głębi pola. Nad tym będziemy pracować w przyszłości, ale cieszę się, że chłopaki rozumieją tę grę już teraz - mówił Rumak.

Taktyka Lecha, z ważną rolą walki o górne piłki i dwójką napastników, była podyktowana też stanem boiska, bo to w Poznaniu jest katastrofalne. Trener Lecha nie chciał już mówić o murawie, na której piłka skacze, a zawodnicy się przewracają przy próbie kopnięcia futbolówki. - Tylko się uśmiecham, bo rozmawiałem z opiekunami tej trawy i obiecałem, że nie będę się więcej wypowiadał o jej stanie. Widzieliście państwo jak ona wygląda, sami więc wyciągnijcie wnioski.

Problemem Lecha wciąż pozostaje nieskuteczność jego piłkarzy. Sam Vojo Ubiparip mógł strzelić trzy bramki, dogodne sytuacje marnował też Bartosz Ślusarski, a Artjom Rudniew z bliska uderzył prosto w Łukasza Skorupskiego. - Z Wisłą mieliśmy pięć sytuacji i nie udało się wygrać. Powiedziałem, że musimy mieć ich 10, wtedy będzie łatwiej o bramkę. Jeśli jednak mamy nie wykorzystywać sytuacji, a mimo to wygrywać do końca sezonu po 1-0, to osiągniemy swój cel - powiedział Rumak. Można się jednak spodziewać, że w sobotę Lech znów będzie ofensywnie ustawiony - po raz trzeci z rzędu zagra przed swoimi kibicami, a jego rywalem będzie ostatnia w lidze Cracovia.

Artykuł pochodzi z kategorii: Piłka nożna