Konflikt między napastnikiem Bayernu Monachium Lucą Tonim, a trenerem Luisem van Gaalem trwa. Zawodnik nadal publicznie krytykuje szkoleniowca, władze bronią Holendra, a on dzięki ich wsparciu stawia sprawę jasno - jeśli piłkarz nie dostosuje się do wymagań, nie będzie grał.

Zdjęcie

Luca Toni (z lewej) na ławce rezerwowych /AFP
Luca Toni (z lewej) na ławce rezerwowych
/AFP
"Toni, Toni, Toni" - wołali kibice na Allianz Arenie. Van Gaal zachowywał spokój i nawet nie myślał o wpuszczeniu ulubieńca widzów na murawę. Były reprezentant Niemiec, obecnie trener reprezentacji Szwajcarii Ottmar Hitzfeld uważa, że konflikt jest sztuczny, a kłopot stworzył sobie sam klub.

"Gdy w kadrze jest tylu zawodników trzeba się zastanowić, czy nie byłoby warto niektórych sprzedać. Kupuje się Mario Gomeza, to należy wystawić na listę transferową innego napastnika" - powiedział.

Toni za publiczną krytykę został już raz ukarany finansowo. Teraz nie wyraża swojego zdania tak często, ale nadal dba o zawirowania w drużynie. Kibice go uwielbiają, a on czuje ich wsparcie.

Reklama

Van Gaal z kolei jest uparty i wyraźnie zaznaczył, że dopóki piłkarz go nie przeprosi, nie może liczyć na jego przychylność. "Jestem przekonany o tym, że Toni się nie ugnie" - uważa szkoleniowiec.

Do obu panów zaapelował nawet nowo wybrany prezydent Bayernu Uli Hoeness. "Między mężczyznami dochodzi czasami do sprzeczek, ale mam nadzieję, że w końcu będą potrafili powiedzieć "przepraszam". Jakby tak się stało jest jeszcze jakaś szansa na to, że się dogadają" - podkreślił.

Artykuł pochodzi z kategorii: Piłka nożna

INTERIA.PL/PAP

Zobacz również

  • Dramat Łukasza Fabiańskiego! Polski bramkarz nie pojedzie na Euro

    Zbyt poważna okazała się kontuzja, jakiej doznał Łukasz Fabiański na zgrupowaniu reprezentacji Polski w Lienz. Bramkarz Arsenalu z przyczyn zdrowotnych nie pojedzie z drużyną Franciszka... więcej