Tajemnicza śmierć piłkarza Piasta

W czwartek w klinice w Katowicach - Ligocie zmarł Tomasz Szeja. Był 25-letnim piłkarzem Piasta Gliwice, występował w kilku drużynach futsalu, grał również w futsalowej reprezentacji Polski.

Od czerwca miał zostać piłkarzem Dospelu Katowice. Pozostawił żonę i roczne dziecko.

Reklama

Sprawa śmierci jest bardzo tajemnicza. Piłkarz rozegrał w Piaście całą rundę jesienną, a w tym roku wziął jeszcze udział w trzech treningach.

7 stycznia zasłabł w domu i został odwieziony do szpitala. Lekarze nie potrafili zdiagnozować choroby. Początkowo podejrzewali padaczkę, następnie oceniono, że w mózgu zawodnika zagnieździł się wirus.

Piłkarz był częściowo sparaliżowany, a jego stan systematycznie się pogarszał. Zapadł w śpiączkę, przestał reagować na bodźce zewnętrzne, a przy życiu utrzymywała go aparatura. 5 lutego zmarł...

- Tomek rozpoczynał karierę w Uranii Ruda Śląska, skąd trafił do futsalu. Z Clearexem zdobył trzykrotnie mistrzostwo Polski - powiedział radiu RMF prezes związku futbolu halowego, Zdzisław Wolny. - Potem został kapitanem Piasta i dostał ofertę z Dospelu.

- Przebywałem za granicą, a po powrocie z gazety dowiedziałem się o całej sprawie. Byłem w szpitalu 21 stycznia... Nie było z nim już kontaktu. Wiedziałem, że się żegnamy.

- Znałem go bardzo dobrze... Niewiele ponad rok temu byłem u niego na weselu. Był zawsze radosny. Jest to duży szok. Miał 25 lat... - powiedział Wolny.

INTERIA.PL/RMF
Dowiedz się więcej na temat: zmarły | pilkarze | śmierć

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje