Tabun na testach i wszyscy dno...

Nasza liga jest zarazem biedna i... bogata. Z jednej strony następuje niesamowity exodus czołowych polskich piłkarzy za granicę, a z drugiej strony płaci się rekordowe gaże. Niektórzy mają pomysł na wzmocnienia, ściągając kilkunastu piłkarzy na testy. Jeden gorszy od drugiego...

Ekstraklasa została zimą ogołocona z ciekawych piłkarzy, jak Sławomir Peszko, Kamil Grosicki, Marcin Robak, bracia Paweł i Piotr Brożkowie. Grosicki zarabiał 30 tysięcy złotych. W Turcji może liczyć na 160 tysięcy złotych miesięcznie - już po opłaceniu podatków. W kiepskim klubie, broniącym się przed spadkiem.

Reklama

Lepsi wyjeżdżają, a ci nieźli chcą dyktować niebotyczne stawki. Ostatnio słyszałem o pensji dla Grzegorza Bonina w Górniku Zabrze - 80 tysięcy złotych miesięcznie, czy dla Szymona Pawłowskiego w Zagłębiu Lubin - 60 tysięcy. Rynek jest tak ogołocony z piłkarzy, że ci, którzy cokolwiek potrafią chcą i mogą zarabiać kokosy.

Hitem transferowym zimy ma być powrót z Rosji do Polski Rafała Murawskiego, który ma zarabiać w Ekstraklasie około 40 tysięcy euro miesięcznie, czyli 160 tysięcy złotych. I kosztować Polonię lub Lecha milion euro odstępnego, bo już nie daje rady w czołowym rosyjskim klubie, Rubinie Kazań. Murawski będzie wzmocnieniem - tego jestem pewny. To aktualny reprezentant Polski. Czy jednak as? Czy rzeczywiście wpłynie na sprzedaż karnetów wśród fanów "Kolejorza"? Gdy "Muraś" wyjeżdżał z Polski kosztował 3 miliony euro. Teraz jest rezerwowym w Rosji, a w Polsce stanie się najlepiej opłacanym zawodnikiem...

Jeszcze jedna ważna kwestia, jeśli chodzi o Murawskiego - chodzi o motywację. Jeśli będzie w pełni zmotywowany, to w porządku. Gdy jednak zacznie grać na pół gwizdka - bo to polska liga - wróci pytanie o sens takich powrotów. Przykłady Artura Wichniarka, Macieja Żurawskiego, czy dużo młodszego od nich Radosława Matusiaka, pokazują, że powroty za świetne gaże nie mają sensu. Andrzej Niedzielan, czy Tomasz Franowski udowodnili, że tak.

Często na moim blogu Czytelnicy poruszają kwestię skautingu. Rozszerzyłbym ten temat na właściwą strukturę klubu i kompetencje zatrudnionych w nim osób. Na dniach przeczytałem w "Przeglądzie Sportowym", że na testach w Cracovii było od początku roku trzynastu piłkarzy i... wszyscy zostali odesłani. Wszyscy co do jednego do niczego się nie nadawali w ostatnim zespole polskiej ligi po pierwszej rundzie rozgrywek. To było trzynastu piłkarzy, jak rozumiem, zupełnie przypadkowych. W takim razie za co odpowiada wiceprezes klubu, za co dyrektor sportowy, a za co trener?! Postawiłem jeden znak zapytania i jeden wykrzyknik, ale powinny być po trzy...

Profesor Janusz Filipiak, który na innym polu udowodnił, że jest znakomitym biznesmenem, w piłce postawił na niewłaściwych ludzi. Stąd kolejny sezon sportowej katastrofy. Już raz - w sezonie 2008/2009 - Cracovia znalazła się na miejscu spadkowym, ale uratowało ją odebranie licencji ŁKS-owi. Teraz nie widać światełka w tunelu. Nie tylko jeśli chodzi o obecne rozgrywki, ale i przyszłość w 1. lidze... Co to za pomysł na rozwój klubu, ściągnięcie tabuna nieprzydanych piłkarzy? Jednego gorszego od drugiego...

Dyskutuj o artykule z Romanem Kołtoniem!

Dowiedz się więcej na temat: Lech Poznań | Cracovia | Ekstraklasa | Janusz Filipiak | Rafał Murawski

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama