T-Mobile Ekstraklasa: Lech Poznań - Widzew Łódź 0-1

Porażka 0-1 z łódzkim Widzewem oznacza jedno - Lech Poznań tkwi w wielkim kryzysie, któremu zaradzić mogłoby już chyba tylko wyrzucenie z pracy trenera Jose Mari Bakero. Na to się nie zanosi, można się więc spodziewać, że to będzie drugi z rzędu przegrany przez "Kolejorza" sezon.

Lech ma problemy ze zdobywaniem bramek - to wiadomo od dawna. Lech ma problemy ze stwarzaniem sytuacji - to wiadomo od meczu z Polonią Warszawa. Hiszpański trener poznaniaków Jose Mari Bakero nie widzi jednak większego problemu - dla niego ważne jest to, że drużyna ma odpowiednią strukturę. Ale że gra wolno, nie potrafi przyspieszyć akcji, rozegrać piłki na jeden kontakt - problemem już nie jest. Każdy kolejny rywal się tą strukturą nie przejmuje i pozwala poznaniakom kopać do siebie w okolicach połowy boiska. Dalej już nie, a Lech nie potrafi obrony rywali oszukać.

Reklama

Poznaniacy postawili tym razem na częstsze ataki skrzydłami, zdecydowanie swoją lewą stroną. Tam zapędzał się Luis Henriquez, który wspomagał Aleksanadara Tonewa. Często udawało im się dośrodkować, ale 90 proc. tych zagrań było niecelnych - Panamczyk podawał bowiem bardzo niechlujnie, a Bułgar jest prawonożny, a tu musiał wrzucać futbolówkę lewą nogą w pełnym biegu. Jedyne dośrodkowanie, jakie się udało, to to z 22. minuty - Marcin Kamiński zdołał wtedy oddać strzał głową, ale Maciej Mielcarz popisał się świetną paradą.

Widzew od czasu do czasu kontrował, ale głównie skupiał się na obronie. Królem pola karnego był Jarosław Bieniuk, który znakomicie powstrzymywał ofensywne zapędy Artjoma Rudniewa. W ofensywie wyróżniali się Piotr Grzelczak i Bruno Pinheiro - po efektownym zagraniu piętą tego ostatniego, Grzelczak przedarł się w pole karne Lecha, ale tam został powstrzymany.

Tuż przed przerwą Widzew mógł strzelić bramkę - oczywiście, jak w większości przypadków w tym sezonie, po stałym fragmencie gry. W polu karnym Lecha najwyżej wyskoczył Bieniuk, ale główkował nieco za wysoko, zaś po chwili niecelnie strzelał Grzelczak. Dopiero w doliczonym czasie poznaniacy dostali okazję do wyprowadzenia kontrataku, ale Semir Stilić posłał piłkę daleko obok słupka.

Myliłby się ten, kto spodziewałby się zmiany sytuacji w drugiej połowie. Od momentu jej rozpoczęcia to łodzianie sprawiali lepsze wrażenie i za swoją ambitną grę zostali nagrodzeni. W 58. minucie zza pola karnego uderzył Bruno Pinheiro, a piłka wpadła do bramki tuż przy słupku.

Poznaniacy wyglądali po tym golu na zdruzgotanych. Kibice na trybunach w dość ostrych słowach domagali się odejścia trenera Bakero, piłkarze na boisku mieli problem z dokładnym przyjęciem piłki. Nawet dwójkowe akcje Rudniewa ze Stiliciem kończyły się banalnymi stratami. Skoro gospodarze nie mieli pomysłu na szybkie czy kombinacyjne akcje, to próbowali strzałów z dystansu, nawet z 30 metrów. Maciej Mielcarz mógł się jednak po nich tylko uśmiechać - były tak bardzo niecelne.

Łodzianom zupełnie przestało się spieszyć, co chwilę któryś z graczy Widzewa leżał na boisku i domagał się interwencji lekarza. Poznaniacy nie wybijali już wtedy piłki na aut, im się wyraźnie spieszyło. W 74. minucie ładnie z dystansu uderzył Tonew, ale Mielcarz był dobrze ustawiony i wybił piłkę w bok. W 76. minucie Bakero, chyba po raz pierwszy odkąd prowadzi Lecha, zdecydował się na wystawienie drugiego napastnika - do Rudniewa dołączył Vojo Ubiparip. Zanim jednak poznaniacy mogli pokazać bardziej ofensywne ustawienie, przed szansą rozstrzygnięcia meczu stanęli goście. Po zagraniu Grzelczaka przed bramkę Marciano Bruma zdołał uprzedzić rywala, ale omal nie wpakował piłki do swojej bramki. Lech w końcówce oblegał bramkę Mielcarza, ale ataki te nie przynosiły żadnego zagrożenia.

Ostatni gwizdek sędziego piłkarze Widzewa przyjęli z wielką radością. Poznaniacy podziękowali arbitrowi i udali się do szatni - mimo nawoływań swoich szalikowców, nie podziękowali za doping setkom małych dzieci, które wypełniły przeznaczony dla nich sektor.

Powiedzieli po meczu:

Jose Mari Bakero (trener Lecha): "Pierwsza połowa mogła się podobać jeśli chodzi o piłkarskie aspekty. Brakowało ostatniego podania i skuteczności. W drugiej połowie było już znacznie gorzej i byłem tym mocno zaskoczony. Po przerwie Widzew z pierwszej akcji, którą stworzył, strzelił bramkę. Wybiło nas to zupełnie z rytmu. Jesteśmy bardzo rozczarowani. To nie jest jeszcze koniec, nie uważam, że przegraliśmy już ten sezon. Jesteśmy jeszcze w grze i walczymy dalej. Trzy kolejki temu, po remisie z Legią mówiono że jesteśmy najlepszą drużyna w Polsce, a teraz, że już jest wszystko stracone. Ani jedno, ani drugie nie jest prawdą".

Radosław Mroczkowski (trener Widzewa Łódź): "Jesteśmy bardzo szczęśliwi z trzech punktów, które nam na pewno się przydadzą. Nie ukrywam, że mieliśmy trochę szczęścia na początku spotkania, gdzie Lech przeprowadził dużo akcji i miał kilka stałych fragmentów gry. My się jednak tego spodziewaliśmy. Udało się przetrwać i do końca graliśmy konsekwentnie. Szkoda, że po zdobyciu bramki, przy kontrach zabrakło nam jakości, bo wówczas końcówka meczu nie byłaby taka nerwowa".

Lech Poznań - Widzew Łódź 0-1 (0-0)

Bramka: 0-1 Bruno Pinheiro 58.

Sędziował: Paweł Raczkowski z Warszawy. Widzów 9˙000.

Lech: Burić - Wojtkowiak, Wołąkiewicz (46. Bruma), Kamiński, Henriquez - Stilić, Injac (76. Ubiparip), Murawski, Kriwiec (64. Wilk), Tonew - Rudniew.

Widzew: Mielcarz - Bartkowski, Bieniuk, Ukah, Abbes - Budka (90. Mroziński), Bruno Pinheiro, Panka, Ostrowski (46. Okachi), Dudu - Grzelczak (90.+3 Stępiński).

Zobacz zapis relacji na żywo z meczu Lech Poznań - Widzew Łódź

Wyniki, terminarz i tabela T-Mobile Ekstraklasy

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje