"Szymek": Pięć telefonów dziennie

"Realia są takie, że Polakom - europejskim średniakom - wciąż niezwykle ciężko awansować do Ligi Mistrzów. Dlatego nie chciałbym się postawić w sytuacji pana prezesa Cupiała" - powiedział w "Dzienniku Polskim" Mirosław Szymkowiak, pomocnik Wisły Kraków.

"Wiem, że kocha piłkę nożną, mam więc nadzieję, że będzie nadal utrzymywał Wisłę" - dodał "Szymek".

Reklama

Zawodnik zamierza w grudniu spotkać się z właścicielem Wisła Kraków SSA, by porozmawiać o swojej przyszłości. "To samo zamierza uczynić Maciek Żurawski. Jestem przekonany, że prezes Cupiał nas przyjmie i przekaże nam swoje stanowisko. Wydaje mi się, że wszystko będzie dobrze. Znając ambicje naszego właściciela, nie zrezygnuje z walki o Ligę Mistrzów" - powiedział Szymkowiak.

Czy piłkarz zamierza odejść z Krakowa? "Gdy się rozeszło, że jesteśmy do sprzedania, codziennie dostaję po pięć telefonów od menedżerów. Każdy proponuje mi inny klub. Podchodzę do tego spokojnie, bo raz już coś podobnego przeżyłem, kiedy odchodziłem z Widzewa. I wybrałem ofertę Wisły. Obecnie jest trochę inna sytuacja. Od ponad roku gram w reprezentacji Polski i znacznie łatwiej byłoby mi wyjechać za granicę. Ale jestem już na tyle doświadczony, że spokojnie do tego podchodzę. Na cztery najbliższe lata mam jeszcze kontrakt z Wisłą, z którego jestem zadowolony. Jeśli prezes Cupiał zadecyduje inaczej, jeżeli zgłosiłby się renomowany klub, na przykład angielski, to chyba nikt nie będzie się dłużej zastanawiał. Bądźmy jednak realistami, takiej propozycji nie będzie" - stwierdził "Szymek".

Ostatnio Janusz Basałaj, nowy prezes Wisła Kraków SSA, mówił, że nie wyobraża sobie "Białej Gwiazdy" bez Żurawskiego i Szymkowiaka. "Inni też to powtarzają. Ja uważam, że każdy człowiek jest do zastąpienia, choć na pewno nie od razu. Zespół potrzebuje czasu, żeby się zgrać. Po Wiśle widać, że potrafi grać szybko, błyskawicznie zmieniać skrzydła, zmuszać przeciwników do biegania. Moją zaletą są chyba podania za obrońców, tego nie można wypracować w krótkim czasie. Jeszcze pięć lat temu byłem zawodnikiem nieokrzesanym, wariatem - że użyję takiego określenia, starałem się dużo biegać, być wszędzie na boisku - w obronie, w ataku. Dopiero trener Kasperczak wpoił mi to, że dyscyplina taktyczna jest najważniejsza. I w tej chwili staram się pilnować środka, żeby tam jak najczęściej odbierać piłkę i podawać do kolegów" - stwierdził 28-letni zawodnik.

Jaka przyszłość czeka mistrz Polski? "Wszystko będzie zależało od właściciela Bogusława Cupiała. W najbliższą niedzielę ma wrócić z USA i mam nadzieję, że szybko podejmie decyzję, co dalej z trenerem. To sporo wyjaśni" - powiedział Szymkowiak.

INTERIA.PL/Dziennik Polski
Dowiedz się więcej na temat: piana | Mirosław Szymkowiak

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje