Szok i smutek w Newcastle

Premier League finiszowała i fanom angielskiej piki pozostały jeszcze w maju trzy spotkania. W poniedziałek o najwyższą klasę rozgrywkową na Wembley walczyć będą w finale play off Burnley i Sheffield United, w środę Manchester United zagra o Puchar Europy z Barceloną, a 30 maja Chelsea z Evertonem o Puchar Anglii. Potem zostanie już tylko emocjonować się transferami.

W 380 meczach sezonu strzelono 942 gole, co daje średnią 2,48 na mecz. Zespoły grające u siebie strzeliły ich 532 (1,4 na mecz), a grające na wyjeździe 410 (1,08). Gospodarze zwyciężali 173 razy (46%), goście 110 (29%), a remis padał razy 97 (26%). W 52% spotkań strzelono mniej niż dwie bramki.

Reklama

Mistrz Anglii, Manchester United zdobył 90 punktów. W zeszłym sezonie potrzebował 97, a dwa lata temu 89. Gdy w 2006 roku Chelsea zostawała mistrzem zgromadziła 91 oczek.

W tym sezonie do utrzymania wystarczyło 35 punktów - Hull City, rok temu 36 - Fulham, ale z taką sama ilością spadło Reading z powodu gorszej różnicy bramek. W 2007 roku 38 punktów wystarczyło Wigan, a spadło także w wyniku gorszej różnicy bramek Sheffield United. Wówczas w ostatniej kolejce WHU wygrał 1:0 na Old Trafford po bramce Carlosa Teveza i uratował się, ale dało to początek słynnej tzw. "sprawie Teveza" i karom finansowym dla "Młotów".

W tym sezonie w odróżnieniu od dwóch poprzednich ostatnia kolejka odbyła się praktycznie bez żadnych zmian w tabeli. Rok temu "wielką ucieczką" popisało się Fulham pod wodzą pracującego tam od 30 grudnia 2007 roku Roya Hodgsona, ratując ligowy byt w finałowej serii gier. Zasłużony trener w pierwszym roku pracy na Craven Cottage obejmującym cały sezon, osiągnął z tym klubem największy sukces w jego 130-letniej historii zajmując siódme miejsce i awansując do europejskich pucharów. "Cottagers" to bezsprzecznie najwięksi wygrani tej kampanii.

Szok i smutek panuje za to w Newcastle, które spadło z ligi. Można pokusić się o stwierdzenie, ze początek nieszczęściu dała rezygnacja ze stanowiska menedżera Kevina Keegana zaraz po zakończeniu okna transferowego. Głównym winowajcą obwołano Londyńczyka, dyrektora Dennisa Wise'a. Zatrudnienie Alana Shearera było już krokiem za późnym na odwrócenie losu. Legenda "Srok" zatrudniona w charakterze ratownika z asystentem Kainem Dowie zdołała w ośmiu meczach wywalczyć zaledwie pięć punktów.

Na razie Shearer ucieka od pytań o swą przyszłość, ale w tym tygodniu być może coś się wyjaśni na spotkaniu z Ashleyem. Jednego można być pewnym. Wierna armia kibiców "Srok" zrobi ze swej strony wszystko, aby banicja trwała tylko rok.

Drugim zespołem który po wielu latach spadł z Premier League jest Middlesbrough. Jeśli "Teessiders" nie uda się po roku wrócić na salony, mogą na dłużej ugrzęznąć na drugim froncie.

Kolejnym zespołem, który rozpatruje sezon w kategoriach klęski jest Liverpool. "The Reds", którzy przegrali tylko dwa razy w całym sezonie - z Tottenhamem i Middlesbrough na wyjazdach, a u siebie jako jedyni w lidze byli niepokonani - oglądają plecy "Czerwonych Diabłów", pomimo ze dwukrotnie ich ograli. Na domiar złego "Red Devils", ich odwieczni rywale, wyrównali ilość zdobytych tytułów mistrza Anglii i mają ich tak samo - 18.

Bardzo wielką cenę podopieczni Rafy Beniteza zapłacili za straty punktów z zespołami z dołu tabeli. Wystarczy przypomnieć choćby dwa bezbramkowe remisy ze Stoke City oraz wspomniana porażkę z "Boro".

Smutno jest tez na Villa Park. Fantastyczne występy ludzi Martina O'Neilla zakończyła domowa porażka 0:1 z Chelsea 21 lutego. Od tej pory zanotowali tylko dwa zwycięstwa i skończyli na szóstym miejscu, zamiast na czwartym, dając się wyprzedzić Evertonowi. Obok Fulham, "The Toffees" mogą być najbardziej zadowoleni. Nie dość, że ligę zakończyli bardzo wysoko, to jeszcze dotarli do finału FA Cup.

"The Blues", dla których finał Pucharu Anglii jest ostatnią szansą na jakieś trofeum w tym sezonie, podobnie jak Villa zastopowali sensację pierwszych miesięcy Hull City. " Tygrysy" do domowej porażki 29 października 0:3 z Londyńczykami ugrali aż 19 punktów, potem - tylko piętnaście. Szczególnie fatalny okres dla podopiecznych Phila Browna rozpoczął się 20 grudnia. Trudno uwierzyć, ale od tej daty zdołali wywalczyć tylko osiem oczek i swe utrzymanie zawdzięczają fatalnej postawie "Srok".

Hull City był najgorszym zespołem własnego boiska. Na KC Stadium zdobyli zaledwie osiem punktów. Najlepszy w domu był Manchester United wygrywając 16 z 19 meczów. Drugi Liverpool, wprawdzie u siebie nie przegrał, ale aż siedem razy dzielił się punktami. Najlepszym zespołem na wyjazdach okazała się Chelsea wygrywając 14 meczów, jeden więcej od "The Reds". Królem remisów w tym sezonie okazało się Newcastle Utd, które zaliczyło ich aż 13.

Najlepszym atakiem dysponował Liverpool - 77 goli, przed Man Utd, Chelsea i Arsenalem - po 68 trafień. Najsolidniejszą defensywą popisały się Man Utd i Chelsea po 24 stracone gole, przed Liverpoolem - 27. Najlepszą różnicę bramek miał Liverpool +50, następne były Man Utd i Chelsea + 44. Najgorszą miało WBA -31 i "Boro" - 29, a na zero wyszedł Tottenham

Najgorszy atak miało Middlesbrough - 28 goli, które jako jedyne z całej ligi mniej niż 30 razy trafiało do siatek rywali. Drugie pod tym względem były Sunderland i Wigan - po 34 gole. Najgorszą defensywą dysponowało WBA - 67 straconych goli oraz Hull (64) i Bolton (60). WBA było również najgorszą ekipą na wyjazdach tylko jedno zwycięstwo i w sumie osiem punktów. Tyle samo oczek w podróżach uzbierało "Boro".

W nowym sezonie w Premier Lague zobaczymy Wolverhampton Wanderers i Birmingham City oraz kogoś z pary Burnley - Sheff Utd.

ASInfo/INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: united | Puchar Anglii | MAN | Puchar | Premier League | Manchester United | Manchester | Hull | gole | city | smutek | szok

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama