Świerczewski: Jestem bardzo ambitny

Piotr Świerczewski nie pozwala o sobie zapomnieć. Po powrocie do ekstraklasy i przywdzianiu koszulki Lecha Poznań, o byłym rozgrywającym reprezentacji znów zrobiło się głośno. Wszystko to za sprawą kontroli antydopingowej oraz rzekomego uderzenia dziennikarza.

- Próbował podsłuchiwać pod drzwiami pokoju, gdzie pobierano od nas próbki do kontroli antydopingowej. Ktoś nagle otworzył drzwi i... usłyszeliśmy: "o k..." - relacjonuje Świerczewski w "Życiu Warszawy". - Schyliłem się, aby podać mu okulary. Tymczasem słyszałem, że został zaatakowany. Był chyba zbyt zmęczony, aby trzeźwym okiem oceniać fakty - dodał.

Reklama

Świerczewski ocenia siebie jako usposobienie spokoju i twierdzi, że nie zaczepia nikogo bez przyczyny.

Zdaniem pomocnika Lecha warunki panujące w kontroli antydopingowej urągały wszelkim zasadom higieny. Dlatego właśnie Świerczewski nie chciał poddać się pomeczowym badaniom. Ostatecznie badania dokonano, ale zdaniem Świerczewskiego, był on zastraszany.

- Zostałem zastraszony. Wymyślano różne kary, jakie mnie czekają, do dyskwalifikacji włącznie. - stwierdził piłkarz.

Sportowo Świerczewski prezentuje się miernie i kibice Lecha tracą powoli cierpliwość. Jego zdaniem wszystko to jest wynikiem tysiąca spraw jakie musiał załatwić w ostatnich dniach. - Mogę jedynie przyrzec, że szybko nadrobię stracony czas. Jestem bardzo ambitny - zakończył Świerczewski.

INTERIA.PL/Życie Warszawy
Dowiedz się więcej na temat: świerczewski

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama