Strajk w Ruchu

Piłkarze Ruchu Chorzów w środę zastrajkowali. Mają dość grania bez pieniędzy, a zaległości klubu wobec nich są bardzo duże.

"Mamy dość kłamstw, obietnic i odwlekania z dnia na dzień spraw, które powinny już dawno być rozwiązane" - powiedzieli w "Sporcie" zawodnicy Ruchu.

Reklama

Jak podała gazeta np. zaległości wobec Macieja Mizi (obecnie pracuje w sztabie szkoleniowym) sięgają siedmiu lat i wynoszą 150 tys. złotych.

"Do prezesa Mleczki straciliśmy kompletnie zaufanie, jednak nie do wszystkich członków zarządu to się także odnosi, bo kilku z nich stara się i pomaga klubowi jak może" - dodają piłkarze.

"Przed sezonem rozmawialiśmy z prezesem, doszliśmy do wspólnego wniosku: w klubie może będzie biednie, ale wszystkich będą obowiązywać te same reguły gry. Podpisaliśmy nowe umowy, jednak sielanka trwała przez miesiąc, bo w sierpniu pobraliśmy ostatnie pieniądze z klubowej kasy" - żalą się piłkarze.

Co będzie w takim razie z sobotnim meczem z Kujawiakiem Włocławek? "Wyjdziemy na to spotkanie i będziemy walczyć o zwycięstwo. Ten nasz protest nie ma nic wspólnego z tym pojedynkiem" - deklarują chorzowscy zawodnicy.

"Oświadczam, że zaległości są minimalne, a piłkarze nie trenują, bo im się nie chce. W nowym układzie niewielu z nich znajdzie miejsce w drużynie. Nikt nie będzie mnie stawiał pod ścianą" - odpowiedział na zarzuty piłkarzy Stefan Mleczko, prezes Ruchu Chorzów.

INTERIA.PL/Sport
Dowiedz się więcej na temat: Chorzów | zaległości | strajk

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje