"Smuda robi dobrą minę do złej gry"

Wojciech Łazarek ocenia, że pierwszy rok pracy Franciszka Smudy z reprezentacją Polski nie był czasem straconym. Wyniki nie są satysfakcjonujące, ale to był okres eksperymentów, który powinien się już zakończyć - wyjaśnił były selekcjoner "Biało-czerwonych".

"Podejrzewam, że gdyby Polacy grali w eliminacjach do mistrzostw Europy, nasze mecze wyglądałyby zupełnie inaczej. Teraz nie jesteśmy jednak pod presją zdobywania punktów i dlatego trener Smuda mógł eksperymentować ze składem. To był najlepszy okres, aby przyjrzeć się wszystkim potencjalnym kadrowiczom i ocenić przydatność każdego z nich do kadry" - powiedział trener Łazarek.

Reklama

Według członka Wydziału Szkolenia PZPN gorszych wyników nie można jednak usprawiedliwiać tylko tym, że mecze towarzyskie nie mają realnej stawki.

"Reprezentacja to dobro najwyższe i tak poważna sprawa, że nigdy nie można jej lekceważyć. Jestem jednak przekonany, że Franek wyselekcjonuje teraz grupę zawodników, którą będzie ogrywał według określonych formacji i schematów. Mamy jeszcze dwa lata i wierzę, że trener Smuda zdoła stworzyć na mistrzostwa Europy drużynę, która sprawi wszystkim kibicom wiele radości" - dodał Wojciech Łazarek.

Były selekcjoner "Biało-czerwonych" przyznaje, że wyniki nie zawsze były zgodne z oczekiwaniami. A najwięcej zastrzeżeń ma do porażki 0-6 z Hiszpanią.

"Franek chyba za bardzo uwierzył w umiejętności naszych zawodników i dlatego zdecydował się przyjąć ofensywną taktykę. Poza tym obie drużyny były na różnym etapie przygotowań. Trener Smuda ustawił tak zespół w dobrej wierze, ale teraz chyba nie popełniłby takiego błędu. Z Tysonem, zwłaszcza, jeśli był w apogeum swojej formy, nikt nie mógł pójść na wymianę ciosów, bo natychmiast wylądowałby poza ringiem. Z Hiszpanią także nie możemy równać się pod względem siły w ofensywie" - dodał trener Łazarek.

Ten szkoleniowiec dostrzega także inną słabość polskiej reprezentacji. "We wszystkich meczach najbardziej rzuciło mi się w oczy to, że bardzo słabo wykonujemy stałe fragmenty gry. W tym elemencie mamy jeszcze spore rezerwy i nad ich poprawą naprawdę powinniśmy solidnie pracować" - stwierdził dwukrotny piłkarski trener roku w Polsce.

Według Wojciecha Łazarka błędem było upublicznienie incydentu ze spożywaniem alkoholu przez Macieja Iwańskiego i Sławomira Peszkę.

"To był przypadek, który wymknął się spod kontroli. Ktoś, komu się czkało, został od razu uznany za pijaka. Ja na pewno tych chłopaków dożywotnio bym nie przekreślał. Rzeczą ludzka jest błądzić, ale rzeczą ludzką jest także przebaczać. Zwłaszcza, jeśli ktoś zrozumie swój błąd i niestosowność takiego zachowania. Oczywiście taka sytuacja nie może się już powtórzyć" - przyznał popularny "Baryła".

Trener Łazarek uważa także, że Franciszek Smuda niepotrzebnie bagatelizuje klasyfikację rankingu FIFA, w którym "Biało-czerwoni" zajmują dalekie 69. miejsce.

"Moim zdaniem nie należy lekceważyć ani wyśmiewać czegoś, co związane jest z narodowym godłem. Każdy kibic ma prawo być zdegustowany faktem, że w tym zestawieniu Polska jest sklasyfikowana na tak odległej pozycji. W tym kontekście wydaje mi się, że Franek co innego powiedział, niż naprawdę w tej sytuacji myśli. Chyba też jest rozczarowany i zwyczajnie robi dobrą minę do złej gry" - podsumował Wojciech Łazarek.

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: okres | Wojciech Łazarek

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje