Smuda: Nie jestem "lojtkiem"

Franciszek Smuda w połowie lat 90. XX wieku był najgorętszym nazwiskiem w trenerskiej branży. Ostatnio jednak wiedzie mu się trochę gorzej. W rundzie wiosennej minionego sezonu z trudem utrzymał Odrę Wodzisław w Idea Ekstraklasie i odszedł z pracy.

"Taka była umowa. Udowodniłem jednak złośliwcom, że potrafię zimą przygotować zespół. I kasy zaoszczędziłem na badaniach. Mnie wystarczą podstawowe, po co wydawać 15 tys. na jakieś eksperymenty. Sprawdzam tylko czy chłopy są na tyle zdrowe, żebym nie musiał po meczu targać gościa na plecach do krematorium" - powiedział "Franz" na łamach "Faktu".

Reklama

Smuda wymaga od swoich zawodników, aby byli twardzi jak on. "Lubię piłkarskich bandytów, bo tylko z takimi można coś osiągnąć. Jak taki gość zobaczy krew, to jeszcze bardziej stara się dop..., a nie zemdleje" - stwierdził.

"Większość trenerskich spraw biorę na nos albo rozwiązanie czerpię z góry. Od Boga. Nie jestem "lojtkiem", który przychodzi na mecze z notesem. Zobaczy błąd swoich piłkarzy i zaczyna pisać, a w tym czasie oni zapiepr... jeszcze dziesięć sytuacji. Ale "lojtek" tego nie widzi, bo właśnie gryzmoli w notesie" - dodał Smuda.

INTERIA.PL/Fakt
Dowiedz się więcej na temat: Franciszek Smuda

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama