Smoliński - objawienie i nadzieja Legii

Jeszcze rok temu byłem nierozpoznawalny - mówi Marcin Smoliński, który w poprzednim sezonie rozgrywał swoje mecze w IV-ligowym GKP Targówek, a dziś jest podstawowym graczem wicemistrza Polski - Legii Warszawa.

Transfer 19-letniego pomocnika do Legii przyćmił powrót na Łazienkowską Bartosza Karwana oraz wzmocnienia Legii przez Djokovicia i Poledicę. O wiele więcej mówiło się o Macieju Korzymie, którego wielu fachowców uważa za ogromny talent.

Reklama

Smoliński pojawił się na boisku po raz pierwszy w meczu Pucharu UEFA z Austrią Wiedeń. Przy stanie 0:2 w 74. minucie spotkania ówczesny trener Legii Dariusz Kubicki wpuścił na boisko młodego pomocnika, który w 84. minucie strzelił piękną bramkę z dystansu. Legia co prawda przegrała 1:3, ale Smoliński zaistniał w wielkiej piłce.

- Bramka strzelona z Austrią pomogła przekonać trenera, że warto na mnie stawiać. Jednak najlepszy mój mecz do tej pory w barwach Legii, to spotkanie derbowe z Polonią. Na pewno tych dobrych spotkań będzie jeszcze więcej.

W meczu z Polonią Smoliński już jako zawodnik wyjściowego składu otworzył wynik spotkania i dał sygnał kolegom do ataku. Legia ostatecznie wygrała 4:1.

- Uderzyłem jak najlepiej umiałem i jakoś wpadło. A że dałem sygnał do ataku, to satysfakcja tym większa. Przed meczem czułem dumę, że mogę zagrać dla klubu, któremu kibicuje prawie cała Warszawa. Strzelić gola odwiecznemu rywalowi to duży sukces. Takie derby i bramka w nich nawet mi się nie śniły. Nie przypuszczałem, że zagram przeciw Polonii, a w każdym razie, że stanie się to tak szybko. Do Legii trafiłem przecież dopiero latem - mówił po tym meczu, Smoliński.

Przed Smolińskim otworzyła się okazja do zrobienia wielkiej kariery i trzeba ją jak najlepiej wykorzystać.

- Jestem teraz w trudniejszej sytuacji niż przed tą rundą. Byłem anonimowy, a teraz wszyscy będą wymagali ode mnie jeszcze więcej. Będę musiał udowodnić, że na stałe zasługuję na miejsce w składzie. Teraz będę musiał bardzo ciężko pracować na obozach przygotowawczych do rundy wiosennej. Tym bardziej, że do Legii ma przyjść nowy trener i muszę ponownie udowodnić, że na grę w pierwszym składzie zasługuję. Zrobię wszystko, żeby go o tym przekonać.

Trenerzy i koledzy z boiska cały czas chwalą Marcina za podejście do zawodu i za to, że się nie zmienił, że pierwsze sukcesy nie zawróciły mu w głowie. Także sam Marcin nie uważa, że jego życie radykalnie się odmieniło.

- Nic się nie zmieniło ani w stosunku kolegów do mnie, ani do rodziny. Jest po staremu. Zawsze wszyscy bliscy mi dopingowali. Czasami tylko ktoś na ulicy mnie rozpozna. Jedyna zmiana to taka, że koledzy, którzy zawsze dopingowali Legii mają w niej w końcu "swojego" człowieka.

- Marcin tchnął w nas nową nadzieję. Uważam, że ma papiery na to, aby grać na bardzo wysokim poziomie w przyszłości. Uważam jednak, że o wiele trudniej będzie mu się grać w rundzie wiosennej, gdyż teraz był postacią anonimową. Wymagania będą wyższe, a i rywale będą zwracali na niego większą uwagę podczas meczy - mówi o Marcinie kolega z drużyny Jacek Magiera.

- To mądry chłopak i profesjonalista. Musi być pewny siebie i podchodzić do obowiązków tak jak do tej pory, czyli bardzo sumiennie. Ma duże szanse na odniesienie sukcesu. Na pewno wszyscy w drużynie mu w tym pomożemy. Ja widzę go nawet w reprezentacji i mam nadzieję, że uda mu się ten cel zrealizować. Podkreślam jednak, że najważniejszy jest dla niego spokój. Nie można mu powiedzieć, że osiągnął apogeum swoich możliwości. Przed nim jeszcze dużo pracy. Nie można go także za bardzo eksploatować. - dodaje Magiera.

Marcin Smoliński zdaje sobie sprawę ze swoich braków. Nie jest jeszcze piłkarzem w pełni ukształtowanym i cały czas zdobywa doświadczenie. Jest jednym z zawodników, którzy najczęściej zostają po treningach.

- Uczę się cały czas. Często zostaję po treningach i ćwiczę rzuty wolne i grę prawą nogą. Najwięcej uczę się jednak taktyki. Muszę poprawić jeszcze wiele mankamentów w swojej grze, jak grę prawą nogą i grę głową. Zdaję sobie sprawę z tego, że cały czas się rozwijam.

Największym marzeniem młodego napastnika jest jednak odniesienie wielkiego sukcesu ze swoją ukochaną drużyną. Pomimo straty aż ośmiu punktów do krakowskiej Wisły na półmetku rozgrywek, Marcin cały czas wierzy, że Legia stratę odrobi i zdobędzie mistrzostwo Polski. Oczywiście do zdobycia jest także Puchar Polski.

- Legia gra coraz lepiej. Więc wierze w to, że już w rundzie wiosennej udowodnimy, że gramy o najwyższe cele i możemy sięgnąć po któryś z krajowych trofeów. Zdobycie mistrzostwa z Legią to moje największe marzenie, ale Pucharem Polski tez nie pogardzę.

Marcin na pewno jest objawieniem minionej rundy, ale to powinno też dać mu dużo do myślenia. Nie może spocząć na laurach i musi jak najlepiej wykorzystać szansę, jaka przed nim stoi. Jest bardzo mało ludzi, którzy w jego wieku mogą grać w pierwszym składzie Legii. Marcin musi o tym pamiętać i swojej szansy na wielki sukces nie może zmarnować.

Marcin Gołębiewski

Dowiedz się więcej na temat: Warszawa | Legia Warszawa

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje