Prandelli zażartował z Balotellego, a potem się tłumaczył

Klimat ostatnich godzin poprzedzających mecz Włochy - Brazylia w Pucharze Konfederacji nie należy do najlepszych. Włosi już wcześniej zapewnili sobie awans do półfinałów, a zwycięstwo nad gospodarzami uchroniłoby ich przed konfrontacją z Hiszpanami już w następnej fazie.

Włosi boją się Brazylijczyków. Nie chodzi jednak o piłkarzy, lecz o setki tysięcy ludzi, którzy coraz energicznej protestują przeciwko obecnym rozgrywkom, jak i przed przyszłorocznym mundialem ze względu na ich wysokie koszty w momencie kryzysu.

Reklama

Mówi się nawet, że przedłużanie się manifestacji i zaostrzenie napięć społecznych w Brazylii mogłoby skłonić papieża Franciszka do odwołania swej wizyty w tym kraju z okazji światowych dni młodzieży w Rio de Janeiro w końcu lipca.

Trener reprezentacji Włoch Cesare Prandelli wykluczył na razie wyjazd azzurrich przed końcem Pucharu Konfederacji. Przyznał jednak, że wolałby, aby atmosfera jak najszybciej się poprawiła, ponieważ masowe protesty łatwo mogą utracić pokojowy charakter. 

Selekcjoner przeprosił też za żart, którego bohaterem został Mario Balotelli. W związku z sytuacją w Brazylii ochrona poprosiła reprezentantów Włoch, żeby nie wychodzili z hotelu w czasie protestów. Prandelli powiedział natomiast, że napastnikowi AC Milan jako jedynemu pozwolono opuścić hotel, ponieważ "kolor jego skóry jest inny niż nasz".

"To oczywiście był żart. Przepraszam" - stwierdził potem trener.

Jeśli chodzi o sobotni mecz, selekcjoner Włochów jest przekonany, że wygra go ten, kto będzie miał lepszą kondycję.

Zobacz wyniki grupy A Pucharu Konfederacji

INTERIA.PL/IAR

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama