Na Ruch Włodarczyk z Dymkowskim?

Miodrag Andjelković już wrócił do zdrowia. Zawodnik mógłby zagrać już w spotkaniu z Ruchem Chorzów, ale wcale nie jest powiedziane, że zagra od pierwszej minuty.

Ostatnio słychać głosy, że trenera Smudę już nieco irytuje nieskuteczność Jugosłowianina i w niedzielnym meczu ma zamiar postawić na duet napastników Włodarczyk - Dymkowski. Sam Jugosłowianin również wydaje się być nieco zmęczony całą sytuacją: - Dostaję za mało podań. Przecież nie cofnę się do obrony, zabiorę piłkę, minę dziesięciu zawodników i trafię do siatki. Na razie mogę jedynie liczyć na jakiś błąd rywali, a to nie zdarza się zbyt często. Mam nadzieję, że w końcu moja zła passa się zakończy. Nie przyjechałem do Polski jako turysta. Podpisałem kontrakt z Widzewem i chcę o wypełniać najlepiej jak potrafię. Już kiedy miałem 9 lat zacząłem występować na pozycji napastnika, więc potrafię trafiać do siatki - powiedział Adjelković "Gazecie Wyborczej"

Reklama

- Na razie niepowodzenia na boisku nie spowodowały, że czuję się rozczarowany lub załamany. Mam mentalność zwycięzcy. Nie chcę się tłumaczyć, ale w czasie mojego pobytu w Widzewie miałem dwie kontuzje. Już w pierwszym meczu doznałem urazu nogi i ostawałem zastrzyki. Później miałem problemy z barkiem, ale mimo to

występowałem w meczach - dodał.

Piłkarz nie boi się utraty miejsca w pierwszej jedenastce: - Nie boję się, bo dobrze wiem, że nie zagram od pierwszej minuty. Taka jest piłka nożna i nie pierwszy raz usiądę na ławce. To żaden wstyd, bo lepsi piłkarze ode mnie są rezerwowymi. Najważniejsze jest, by zespół wreszcie wygrał - uważa.

Dowiedz się więcej na temat: zawodnik | Włodarczyk

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje