"Na piłkę nie można się obrazić"

- Największy wpływ na polską piłkę mieli, mają i mieć będą politycy. Dzisiaj mówi się, że polska piłka to wielkie bagno, ale kto jej pomaga? - powiedział w wywiadzie udzielonym "Tylko Piłce" szef firmy Sportfive Andrzej Placzyński.

- Jak afera rozpętana przez Piotra Dziurowicza wpłynie na potencjalnych sponsorów polskiej piłki?

Reklama

- Polska piłka obroni się sama, a zbadanie wszystkich przykrych spraw pozostawmy odpowiednim organom. Nie wszystko i nie wszyscy w polskiej piłce są źli. Funkcjonują mechanizmy, które należy zmienić, a niektóre propozycje trzeba szybko wprowadzić w życie. Nie jest to jednak moja działka. Jestem przekonany, że afera nie będzie miała dużego wpływu na potencjalnych sponsorów... To, jak gra reprezentacja - dobrze, czy źle - nie ma wpływu na prawa telewizyjne, dlatego, że działa "efekt nadziei".

- Jednak afera może spowodować, że kibice zamiast chodzić na ustawiane mecze ligi, będą wybierać transmisje Ligi Mistrzów, czy Pucharu UEFA, gdzie grają profesjonaliści i wynik jest znany dopiero po ostatnim gwizdku sędziego...

- Czy można się zniechęcić do rodziców, do narzeczonej, żony, czy dzieci?! Nie! Z piłką nożną jest podobnie. Nasza firma przeprowadza regularnie badania na temat piłki. Wynika z nich, że na pierwszym miejscu jest piłka nożna, a później długo, długo nic... Dla wielu futbol jest sposobem na życie, w niektórych krajach to niemal religia, ale także biznes. Na piłkę nie można się obrazić. Nie można ignorować czegoś, co determinuje życie setek tysięcy ludzi. Należy więc zmieniać mechanizmy rządzące piłką, a nie samo zjawisko. Jakiś czas temu kibice Legii powiedzieli, że w proteście nie będą przychodzić na mecze. Nie byli na jednym, drugim, ale na trzeci przyszli. Znaleźli bowiem inne rozwiązanie - przyjdziemy, ale nie będziemy dopingować. Widać więc, że na piłkę nie sposób się obrazić.

- Zna pan wszystkich prezesów ligi, także prezesa Dziurowicza. Co więc pan sądzi o jego oskarżeniach?

- Nie chciałbym na ten temat się wypowiadać.

- Ale sprawa jest bardzo ważna dla polskiej piłki...

- Najpierw należy sprawdzić, czy to co powiedział jest prawdą. W jego wypowiedzi jest wiele ogólników, oczywiście są pewne nazwiska, ale przecież ze względu na to, że współpracuje z prokuraturą nie mógł wszystkiego ujawnić. Trudno więc nazwać to rewelacjami. Nie wiem co w tym przypadku zrobi PZPN, ja nie jestem związkiem.

- PZPN pokazywał już w kontekście wcześniejszych afer swoją opieszałość. Poza tym prezes Listkiewicz uważa, że Dziurowicz kłamie!

- Musimy wysłuchać wszystkich stron. Czekam, aż odezwą się ludzie, którzy zostali wymienieni z nazwiska.

- Prezes Listkiewicz powinien podać się do dymisji, jak chce tego na przykład Tomaszewski?

- Decyzja należy do niego... Tomaszewski stosuje metodę grubej kreski z 1989 roku. Tym samym należy sprawdzić, czy ci, których chcemy ukarać, na pewno są winni. Jeśli jednak ukażemy wszystkich, to kto pozostanie i będzie rządził? Nie zostawiając nic, nie uda się odbudować polskiej piłki. Jak to zrobić? Może zmieniając ustawę o kulturze fizycznej? A może znaleźć profesjonalnych menedżerów, którzy w poszczególnych województwach będą pracowali na rzecz związku? Sam nie wiem... Trzeba jednak przyznać, że PZPN, jest jedynym związkiem w Polsce, który potrafi się samodzielnie utrzymać, nie dostając żadnych pieniędzy od państwa. Ponad 90 procent wszystkich przychodów wypracowują sami! Pieniądze pochodzą ze sprzedaży praw, licencji, transferów itp. Nie wiem na ile prawo pozwala na ingerencję państwa w taką instytucję, jaką jest PZPN. Niektórzy politycy twierdzą, że problemem powinien zająć się rząd, ale przecież spójrzmy jak wygląda sytuacja: odezwał się jeden z prezesów klubów, a do dzisiaj [stan na 6 sierpnia 2005 r. - red.] zamknięto cztery, czy pięć osób. W Niemczech było dużo bardziej dramatyczniej. Za kratki trafiło kilkudziesięciu sędziów, a nie trzech - jak w Polsce. Podjęto pewne kroki i wszystko jest tam dziś w porządku. Podobnie było we Włoszech.

- Kolejne aresztowania wydają się jednak tylko kwestią czasu...

- Skąd pan wie? Jeśli aresztowania miałyby być, to już by nastąpiły. Nie jestem ani prokuratorem, ani policjantem, ale wydaje mi się, że po prostu nie ma na to dowodów... Dziś ludzie domagają się głów. Jeśli jedni odejdą, ktoś musi przyjść na ich miejsce. Pytam się kto? Gazety piszą, że Listkiewicz musi odejść, całe kierownictwo PZPN musi odejść, ale nie mogę nigdzie przeczytać, kto ma ich zastąpić. Taka sytuacja wynika z tego, że mamy bardzo słabe państwo i kiepskich polityków. Potrzebujemy dwóch generacji, aby wszystko się zmieniło. Ile czasu budowano pozytywne relacje na Zachodzie? Kilkadziesiąt lat, a my staramy się dopiero piętnaście. Jeżeli pracujemy w kopalni to, co pan myśli, że się nie ubrudzimy? Musimy się ubrudzić! Za budowanie powinni wziąć się ludzie, którzy nie będą mieli tego garba, a na razie wszyscy go mamy. Dziś próbujemy coś robić, ale popełniamy wiele błędów. Oczywiście dobrze, że tak się dzieje, ponieważ na tych potknięciach będą się uczyły kolejne pokolenia.

- Czyli jest pan w układzie, który jest nie do końca czysty?

- Pan nie jest prokuratorem, a ja nie jestem obwinionym. Jestem w układzie do końca czystym. Jestem pracownikiem prywatnej firmy i zajmuję się tylko wycinkiem polskiej piłki - handlem prawami telewizyjnymi.

- Jak pan słyszy, że jest szarą eminencją polskiej piłki, to co sądzi?

- Mam to komentować?! Pan wie, że z mediami dziś nikt nie wygra! Mamy do czynienia z tzw. mediokracją. Wszyscy wierzą w to, co jest napisane w gazecie, ale nikt nie napisze tego, co chcę powiedzieć. Nie będę potrafił się wybronić, jeśli co numer będą o mnie drukowane te same, nieprawdziwe rzeczy. Nie znam człowieka, któremu udało się wygrać z mediami.

- We wrześniu zostanie wreszcie zatwierdzona spółka Ekstraklasa. To krok w dobrą stronę?

- Oczywiście! Byliśmy jedynym krajem w Europie, który jeszcze nie miał takiego rozwiązania. Dziwię się, że spółka mająca przejąć rozgrywki powstaje dopiero teraz, ponieważ zarówno Listkiewiczowi, jak i jego poprzednikowi byłoby łatwiej, gdyby taka organizacja powstała wcześniej. Wtedy w ręku PZPN pozostałaby reprezentacja i szkolenie młodzieży, reszta należałaby do klubów. Może więc powołanie spółki Ekstraklasa jest tym początkiem nowej drogi, zmierzającej ku naprawie mechanizmów rządzących polską piłką? Jeśli tak, to za trzy lata będziemy mieć w Polsce ligę na wysokim poziomie.

- Mówiło się, że Ekstraklasa S.A. ma powstać także dlatego, aby ograniczyć rolę pośredników.

- Naprawdę pan myśli, że spółka Ekstraklasa nie przyjdzie do nas? UEFA sprzedała nam Mistrzostwa Europy 2008. Dlaczego? Przecież jesteśmy pośrednikiem? Także FIFA nie sprzedaje sama mistrzostw świata, podobnie kluby piłkarskie - siedem zespołów z górnej półki Bundesligi podpisuje z nami umowę na 10-15 lat i prowizję 20%. W Polsce bierzemy 8-15%! Wszyscy wiedzą, że my po prostu na tym się znamy. Być może czasami jesteśmy bezwzględni, aby wyciągnąć z tego rynku więcej pieniędzy - nie tylko dla siebie, ale dla klubu. Jeśli mamy więcej pieniędzy, wtedy także i klub z nami współpracujący ma ich więcej. Kiedyś napisano o mnie, że jestem "pijawką" - zresztą sam to wymyśliłem. W jednym z wywiadów zapytano mnie, czy jestem wampirem. Odpowiedziałem że nie, ponieważ nie wypijam całej krwi, ale tak jak pijawka tylko tyle, aby uzdrowić tego, z którego piję. Natomiast my już dziś mamy deklarację ze strony klubów I i II ligi, że będą z nami współpracować. Oni się do nas zgłosili i chcą, abyśmy sprzedali ich prawa, ponieważ sami tego by nie zrobili. Tak działa łańcuch żywieniowy. Matka nie robi pieluch sama, tylko idzie i je kupuje. Jeśli jesteśmy chorzy nie zbieramy ziół, ale odwiedzamy aptekę. Dlaczego widzi się nas zawsze w negatywnym kontekście?! Przecież gdyby nie nasza firma, nie byłoby żadnego sponsora ligi, ponieważ nie miałby kto negocjować warunków. To my przekonaliśmy Ideę, że warto zainwestować w polską piłkę. Mało tego, to my jesteśmy gwarantem tej umowy.

- A ile z tych interesów załatwia pan w saunie? Podobno razem z prezesem Listkiewiczem ustalacie pewne szczegóły przesiadując właśnie tam.

- Media karmią się wszystkim, są nienasycone. Jeśli coś usłyszą od razu robią hałas, nie patrząc, czy jest to ważne czy nie. Kilka lat temu, przed Bożym Narodzeniem, jeden z dzienników przeprowadzał wywiad z Michałem Listkiewiczem. Miał on być utrzymany w luźnej, humorystycznej formie. Padło tam pytanie, z kim konsultuje swoje decyzje? Odpowiedział, że "ze swoją żoną, ze swoim psem Bobikiem i z Andrzejem Placzyńskim w saunie". Ta "sauna" stała się bardzo szybko symbolem. Nawet niektórzy paparazzi chcieli nam tam zrobić zdjęcie. My jednak widujemy się w saunie rzadko, z reguły siedzę tam sam. Muszę jednak przyznać, że osobiście bardzo upodobałem sobie saunę w hotelu Sobieski. Przychodzę tam w ciągu dnia i przez dwie, trzy godziny odpoczywam czytając gazety. Później wracam do domu lub jadę do pracy. Wcześniej, gdy mieszkałem jeszcze przy ulicy Płockiej, spotykałem się w saunie z Listkiewiczem, który mieszka niedaleko hotelu Sobieski, częściej. Pisano wówczas, że decyzja o wyborze nowego trenera reprezentacji zapadła w saunie, jakąś umowę też wynegocjowałem w saunie itd. A ja i moja firma nie mamy wpływu na działalność PZPN oraz któregokolwiek polskiego klubu. Potrafimy jedynie doradzać i sprzedawać prawa.

- Pana firma ma jednak monopol w polskiej piłce na doradztwo i sprzedaż praw telewizyjnych.

- Nie. W Polsce są też inne firmy, które mają umowy z klubami. Nie można traktować nas jako monopolistów, jeśli PZPN jedyne prawa, którymi dysponuję - prawa do reprezentacji Polski - sprzedaje nam. Gdyby więc te prawa kupiła inna firma, to też byłaby monopolistą?

- Ale takiej prawdziwej konkurencji raczej brak.

- Kiedyś była firma GOAL&GOAL, która mocno z nami konkurowała.

- Tam był Boniek, bardzo znane nazwisko, w polskiej piłce.

- W tych interesach jest łatwiej właśnie ludziom z nazwiskiem. Kiedy wchodziłem na polski rynek byłem praktycznie nieznany. Na początku to właśnie Boniek kupił wszelkie prawa do klubów. W tym czasie dopiero się uczyłem. Zrozumiałem, że aby kupić, trzeba po trosze sprzedać siebie. Należy być także dobrym, lubić to, co się robi oraz wierzyć w końcowy sukces. W biznesie jest tak, że aby osiągnąć sukces albo polubi się partnera w interesach, albo nie da się mu do zrozumienia, że się go nie lubi... Jakie można mieć do mnie pretensje? U mnie w firmie pracuje dziesięć osób zarabiających niezłe pieniądze - sami Polacy. Dzięki temu mogą oni kupić sobie mieszkanie i w tej polskiej mizerii stanąć na nogi. W sytuacji, gdy w kraju jest duże bezrobocie nie mogę myśleć tylko o sobie. Gdyby tak było, założyłbym małą knajpkę - co jest moim pierwszym marzeniem - przyjmowałbym moich znajomych i gotowałbym dla nich - co jest moim drugim marzeniem. Bardzo lubię gotować, ponieważ odpoczywam przy tym... Natomiast moja firma ma wielu konkurentów, tylko że nie przychodzą oni do Polski, ponieważ trzeba tu otworzyć biuro. Na miejscu musi być ktoś, kto wszystko rozrusza. Wspólnie z Ideą wzięliśmy wszystkich pracowników działu marketingu pracujących w klubach pierwszej ligi do Hamburga, gdzie pokazaliśmy na przykładzie HSV jak działa marketing klubu.

- Nie jest pan więc demonem polskiej piłki?

- Skąd! Największy wpływ na polską piłkę mieli, mają i mieć będą politycy. Dzisiaj mówi się, że polska piłka to wielkie bagno, ale kto jej pomaga? Politycy? Co zrobili chociażby na rzecz inicjatywy Drzymały, żeby część pieniędzy, które płacą kluby z tytułu podatku, wracała do nich jako wspomożenie szkolenia młodzieży i poprawę infrastruktury? Nic! Kto zrobił lobbing w polskim parlamencie, aby zbudować przynajmniej jeden stadion? Nikt! Wszyscy są fajni, kiedy reprezentacja gra ważne spotkanie i chcą bilety vipowskie. Oczywiście nie wszyscy, ale większość.

- Co pan sądzi na temat starań Polski i Ukrainy o organizację mistrzostw Europy w 2012 r.?

- Uważam, że jest to realne.

- A co przemawia za tym, aby akurat ta kandydatura wygrała?

- Wszystko! Chociażby względy polityczne. Także gospodarcze, a co za tym idzie wybudowanie stadionów, dróg, hoteli. Jeśli tego nie zrobimy cały czas będziemy Kopciuszkiem Unii Europejskiej. Uważam, że w ciągu sześciu lat uda nam się to zmienić.

- Ale UEFA musi nam zaufać i wierzyć, że zdążymy.

- Jeżeli pokażemy plan, to nam zaufa. Jesteśmy w piątce ubiegających się o organizację tych mistrzostw.

- Ale faworytem są Włochy.

- Na pewno przejdą do kolejnej grupy. A kto poza nimi? Podczas jednego ze spotkań Surkis [prezydent Ukraińskiej Federacji Piłkarskiej - red.] powiedział, że jeśli dostaniemy się do trójki, wtedy mamy więcej niż 50% szans, że wygramy organizację tej imprezy. Musimy jednak się w tej trójce znaleźć. Ukraińcy są bardziej zdeterminowani niż my, ponieważ wiedzą, co to dla nich może oznaczać. U nas powinno być podobnie.

- Ale na Ukrainie jest dużo gorsza infrastruktura niż u nas. Są tylko dwa ośrodki - Kijów i Donieck.

- Trzy pozostałe zbudują. Co było w Portugalii? Jeszcze pół roku przed rozpoczęciem mistrzostw wszystko było w rozsypce. Poza tym my będziemy musieli zbudować o połowę mniej stadionów niż Portugalczycy, ponieważ drugą cześć wybuduje Ukraina. Gdyby teoretycznie nie udało nam się otrzymać organizacji mistrzostw Europy 2012, to na pewno wygramy walkę o 2016. Będziemy już mieli część stadionów, drogi i dużo lepszą infrastrukturę. Polska nie zdaje sobie jeszcze sprawy, że organizacja takiej imprezy to wiele nowych miejsc pracy.

Tylko Piłka/Piotr Nisztor

Dowiedz się więcej na temat: UEFA | Michał Listkiewicz | reprezentacja | firmy | Ekstraklasa | afera | politycy | piłka | firma | PZPN

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje