MU i Juve za burtą!

Zespoły Deportivo, Chelsea, Olympique Lyon oraz FC Porto wywalczyły awans do ćwierćfinału piłkarskiej Ligi Mistrzów.

Wielką niespodzianką jest bez wątpienia wypadnięcie za burtę rozgrywek Juventusu Turyn i Manchesteru United. Finalista poprzedniej edycji LM uległ w rewanżowym meczu 1/8 finału Deportivo La Coruna 0:1, a MU zaledwie zremisowało u siebie z FC Porto 1:1.

Reklama

W Turynie podopieczni Marcello Lippiego w niczym nie przypominali drużyny, która rok temu doszła do finału Champions League. Spotkanie rozpoczęło się fatalnie dla "Starej Damy", bowiem już w 7. minucie urazu kolana nabawił się Alessandro del Piero, którego zastąpił Fabrizio Miccoli.

Pięć minut później fatalny w skutkach błąd popełnił Paolo Montero. Urugwajczyk dał się ograć Pandianiemu, który wykorzystał jeszcze błąd Ferrary i lewą nogą posłał piłkę do siatki obok Buffona.

Ofensywne akcje Juve kończyły się przeważnie 20 metrów przed bramką Moliny. Doskonale zorganizowana defensywa Deportivo nie dała sobie strzelić bramki i zasłużenie zagra w ćwierćfinale LM.

Żadnej bramki nie zobaczyli kibice zgromadzeni na Stamford Bridge. Chelsea Londyn bezbramkowo zremisowała z VfB Stuttgart i awansowała do 1/4 finału.

O awansie londyńczyków zdecydowała bramka portugalskiego obrońcy VfB, który w pierwszym spotkaniu tych drużyn strzelił gola, ale do własnej bramki.

W rewanżu przewagę mieli goście z Niemiec (52-48 proc. w posiadaniu piłki), ale londyńska aura źle wpłynęła na ich skuteczność. Piłkarze ze Stuttgartu oddali 9 strzałów na bramkę Cudiciniego, ale żaden nie wylądował w siatce bramki gospodarzy. Najwyższe oceny po tym meczu z pewnością otrzymają obrońcy.

Na Old Trafford doszło do sensacji, choć już po pierwszym meczu w Porto niektórzy przewidywali awans jedenastki z Portugalii. Pojedynek ułożył się jednak po myśli gospodarzy, którzy prowadzili od 32. minuty. Wówczas to Giggs wypatrzył na lewej stronie O'Shea, który idealnie dośrodkował na głowę Scholsa, a ten nie miał problemów z pokonaniem Baii.

Ekipa z Porto próbowała wprawdzie odrobić straty, ale podopieczni Alexa Fergussona umiejętnie bronili się aż do 90 minuty... Po rzucie wolnym wykonywanym przez McCarthy'ego świetnie zdołał odbić piłkę Howard, ale przy dobitce Costinhy był już bezradny.

Piłkarze z Manchesteru rzucili się jeszcze do desperackiego ataku i byli nawet bliscy doprowadzenia do dogrywki, jednak piłkę w zamieszaniu z linii bramkowej wybił Valente.

W Lyonie gospodarzom udało się nie tylko utrzymać, ale i powiększyć jednobramkową przewagę z pierwszego meczu w San Sebastian.

Spotkanie było wyrównane, ale lekką przewagę miał Olympique, w którego barwach dobrą partię rozegrał Juninho. To właśnie on rozwiał złudzenia Realu Sociedad, wykorzystując w 77. minucie idealną asystę Luyinduli.

Dowiedz się więcej na temat: zespoły | awans | fc porto | bramki | Porto

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje