MLS: Mathis prowadzi Metro, Earthquakes niepokonani

W meczu na szczycie ligi MLS miedzy San Jose Earthquakes i Columbus Crew padło aż 7 bramek, ale znakomite widowisko oglądało bardzo mało kibiców.

Znakomita passę podtrzymali MetrroStars - dzięki ich wygranej w Colorado i porażce Crew, to nowojorczycy są liderami Konferencji Wschodniej. Pierwszej porażki doznali piłkarze Chicago Fire i to dość dotkliwej, bo aż 0-3.

Reklama

Mistrzowie ligi Los Angeles Galaxy nadal nie mogą wygrać, choć byli bliscy przerwania niemocy w Dallas, jednak Burn uratowali punkt w końcówce. Do grona zespołów, które jeszcze nie posmakowały zwycięstwa zaliczają się też United, Rapids i wspomniani Burn.

Pięć spotkań obejrzało na stadionach 56 tysięcy widzów, z czego aż 22 przybyło na stadion w Waszyngtonie, ale nie doczekali się oni pierwszej wygranej D.C. United.

Colorado Rapids - NY/NJ MetroStars 0:2 (0:0)

Bramki : Clint Mathis (51), Mike Magee (60).

Zgodnie z oczekiwaniami 3 punkty powędrowały do Nowego Jorku. Potwierdziło się również, ze Rapids nie mają przede wszystkim obrony, bo w ofensywie wbrew wynikowi wcale nie było tak najgorzej.

Metro odnieśli czwarte zwycięstwo z rzędu i są już liderami Konferencji Wschodniej. Klasę potwierdził gwiazdor Metro Clint Mathis, który trafił w trzecim meczu z rzędu i przyznać trzeba, że odgrywa on wielką rolę w drużynie Metro. Efekty pracy Bradleya znajdują przełożenie na zdobycz punktową i już dziś piłkarze z Nowego Jorku są postrachem ligi. Wielki udział w ostatnich sukcesach Metro ma linia defensywna, którą znakomicie dowodzi kadrowicz Eddie Pope.

Nic nie ujmując Bradleyowi i piłkarzom Metro, warto zaznaczyć, że ich sobotni rywale są w głębokim kryzysie, a szczególnie ich linia obrony. Pierwsza bramkę Mathis strzelił po zwodzie ciałem i szkolnym błędzie obrony. Drugi gol, to dobitka strzału Guevary przez Mike'a Magee - 18-latka, który juz drugi raz w sezonie był tam gdzie trzeba. Goście grali ostatnie 10 minut w dziesiątkę po czerwonej kartce Joeya DiGiamarino, który nie zagra za tydzień z Dallas Burn.

New England Revolution - Chicago Fire 3:0 (1:0)

Bramki: Taylor Twellman (18), Jay Heaps (49), Steve Ralston (56).

Niepokonani dotychczas Fire w niczym nie przypominali zespołu z kilku pierwszych kolejek. Gospodarze od początku spotkania ruszyli do zdecydowanych ataków, co szybko przyniosło efekt. Najpierw strzał Joe-Max Moora efektownym szczupakiem dobił Taylor Twellman, zdobywając już swojego czwartego gola w sezonie. Po przerwie po trafieniach Heapsa i Ralstona miejscowi kontrolowali grę, a piłkarze Fire nie mogli znaleźć sposobu na defensywę Revolution.

D.C. United - Kansas City Wizards 1:1 (1:1)

Bramki dla D.C. : Marco Etcheverry (30, karny), dla Wizards : Preki (6).

"Czarownicy" mają patent na zaczarowanie Nick Rimando, bramkarza United. Drużyny już spotkały się w tym sezonie i tak jak w pierwszym spotkaniu, tak i w sobotę Preki strzelił z daleka w środek bramki, a zdezorientowany Rimando jakimś cudem piłki nie złapał i wpadła ona do bramki.

Podopieczni Hudsona mimo dopingu prawie 22 tysięcy widzów nie wygrali. Nie pomógł im tez prezent, jaki dostali w postaci rzutu karnego. Po sześciu meczach piłkarze D.C. United zamykają tabele na Wschodzie i wystawiają na próbę nerwów kibiców, a także władze klubu.

Dallas Burn - Los Angeles Galaxy 1:1 (0:1)

Bramki dla Burn : Brad Davis (82), dla Galaxy: Gavin Glinton (43).

Goście prowadzili po pięknym golu wiecznie kontuzjowanego Gavina Glintona, który popisał się kapitalnym wolejem z ponad dwudziestu metrów. Gdy wydawało się, że mecz zakończy się pierwszym w sezonie zwycięstwem Galaxy, przepięknym uderzeniem zza pola karnego w samo okienko popisał się Brad Davis, którego trafienie będzie jednym z głównych kandydatów do miana bramki kolejki.

Oprócz pięknych goli mecz obfitował w masę bezsensownych, a czasem i brutalnych fauli. Do poziomu nie dostosował się sędzia Ricardo Salazar, który najpierw pokazał czerwoną kartkę Hendriksonowi, co pomogło gospodarzom wyrównać. W końcówce arbiter ośmieszył się, kiedy wychodzącego na czystą pozycje Suareza Cobi Jones złapał za nogi. Jednak to zawodnik Burn, nie wiedzieć czemu dostał czerwona kartkę.

Trener Galaxy Sigi Schmid ma nad czym główkować. Mistrzowie z siedmiu meczów nie wygrali jeszcze żadnego, a rywale uciekają.

San Jose Earthquakes - Columbus Crew 4:3 (1:1)

Bramki dla Quakes: Brian Mullan (30), Brian Ching (49), Jeff Agoos (67), Landon Donovan (87), dla Columbus : Brian McBride (37, karny), Jeff Cunningham (61), Ross Paule (90).

Mecz liderów obu konferencji mógłby być ozdobą każdej ligi świata. Mnóstwo udanych akcji z obu stron, dziesiątki sytuacji strzeleckich i aż 7 bramek.

Jedynym minusem meczu było to, że oglądało go raptem 7 tysięcy widzów - to niestety niechlubny rekord w San Jose.

Kto nie wybrał się na Spartan Stadium niech żaluje, bo w opinii wielu to było jedno z najlepszych spotkań na tym stadionie w ostatnich latach. Festiwal strzelecki zaczął się już w 30. minucie, kiedy to Mullan technicznym strzałem pokonał Buscha. Chwile później McBride z rzutu karnego wyrównał i mimo ataków z obu stron wynik ten utrzymał się do przerwy.

Kilka minut po wznowieniu Donovan świetnie obsłużył Briana Chinga, który z łatwością wyprzedził bramkarza i Quakes prowadzili 2:1, ale tylko przez 12 minut. Główka Cunninghama była na tyle precyzyjna, że piłka znalazła drogę do siatki. Wtedy jednak w sportową złość wpadli miejscowi i na bramkę Crew sunął atak za atakiem. Po zmarnowaniu kilku sytuacji przez Chinga i Mullana, sprawy w swoje ręce wziął kapitan zespołu z San Jose Jeff Agoos, którego strzał z rzutu wolnego ponad murem znalazł drogę do siatki i mógłby być ozdobą każdego meczu.

Końcówkę widzowie oglądali na stojąco - zdesperowani goście rzucili się do ataku, a Earthquakes groźne kontrowali. Po jednej z takich kontr wielką klasę pokazał Donovan, który najpierw markował podanie, aby zmylić czujność Buscha i strzelić mu w długi róg. Podopiecznych Andrulisa i Warzychy należy docenić za ambicję, ani przez moment nie przestali oni dążyć do zmiany wyniku. Wysiłek przyniósł efekty, ale tylko w połowie. Rozgrywający jedno z gorszych spotkań w swojej karierze w MLS Frankie Hejduk, w ostatniej minucie bardzo ładnie podał na głowę Paule'a, a ten strzelił obok Onstada. Na wyrównanie przyjezdnym nie starczyło już czasu, ale mogą wracać do Columbus z podniesionym czołem - takiej porażki nie można się wstydzić.

- Szkoda, że strzelamy trzy bramki na wyjeździe i wyjeżdżamy bez punktu. Graliśmy bez trzech podstawowych zawodników - powiedział po meczu Robert Warzycha, który to w playoffs ubiegłego sezonu rozpracował właśnie Earthquakes.

Tym razem jednak trener Frank Yallop triumfował i to jego drużyna jest samodzielnym liderem nie tylko Zachodu, ale ma także najlepszy bilans w lidze i nadal pozostaje niepokonana.

Chris Reiko, USA

ChrisReiko@hotmail.com

Wschód
                 M  Pt Z R  P  Bramki
1. MetroStars    6  13  4  1  1   7-3
2. Columbus Crew 7  11  3  2  2  11-9
3. New England   7  11  3  2  2  10-7
4. Chicago       5   6  1  3  1   4-6
5. D.C. United   6   4  0  4  2   4-6
Zachód
                 M  Pt Z R  P  Bramki
1. San Jose      6  14  4  2  0  10-5
2. Kansas City   7  10  2  4  1  13-11
3. Los Angeles   6   4  0  4  2   4-7
4. Dallas        5   3  0  3  2   4-7
5. Colorado      5   1  0  1  4   3-9
Dowiedz się więcej na temat: Chicago | goście | mecz | Los Angeles | san jose | metro | bramki | mls

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje