MLS: Kadra we Francji. Outsiderzy rządzą

Podczas minionego weekendu w całych USA obchodzony był Dzień Ojca, stąd na pięciu obiektach piłkarskich zasiadło ponad 73 tysiące widzów, z czego duży procent to tatusiowie.

Najbardziej dumni będą ojcowie Arturo Alvareza i Alecko Eskandariana, którzy to zdobyli zwycięskie bramki dla swoich drużyn. Co ciekawe ojciec Alecka, Andranik Eskandarian był obrońcą słynnego Cosmosu Nowy Jork, a na "Dzień Taty" od debiutującego w MLS syna dostał dwa gole.

Reklama

Pod nieobecność grupy kadrowiczów, którzy już we Francji przygotowują się do Pucharu Konfederacji do głosu wyraźnie dochodzą zespoły, które dotychczas grały ogony. Zwycięstwa United i Rapids w dużej mierze wynikają z osłabienia ich rywali, a nie z jakiegoś postępu w ich grze. Brak najlepszych jest dla młodych zawodników jedyną okazją pokazania się i jedni ją wykorzystują inni potrzebują więcej czasu na dostosowanie się do poziomu, ale młodzież generalnie radzi sobie znakomicie. W ataku Metro zagrali juniorzy Magee i Gaven, którzy to gola wprawdzie nie strzelili, ale postawą pokazali, że warto im dawać szansę. MetroStars grające bez pięciu podstawowych zawodników, to ból głowy Bradleya, a szczególnie defensywa ma nad czym pracować. W zasadzie to dzięki Pucharowi Konfederacji we Francji można zobaczyć w akcji przyszłość amerykańskiej piłki.

NY/NJ MetroStars - Chicago Fire 2-3 (0-1)

Bramki dla Metro: - Jacob LeBlanc (83), Amado Guevara (90+), dla Fire: Ante Razov 2 (31, 66), Damani Ralph (61)

Wynik może wskazywać na wyrównane spotkanie, ale to tylko złudzenie. Fire od początku do końca kontrolowali wydarzenia na boisku i podtrzymali zwycięską serię na Giants Stadium, która trwa od września 2001. Trener Metro Bob Bradley na pewno nie tak sobie wyobrażał mecz przeciwko swoim byłym podopiecznym tym bardziej, że prawdziwym katem Metro okazał się pomocnik Andy Williams, który jeszcze rok temu grał w koszulce Nowojorczyków. Ten 25-letni Jamajczyk zaliczył asysty przy każdym golu dla Fire. Słabej gry Metro nie tłumaczy absencja kadrowiczów Howarda i Mathisa, bo z Chicago jest we Francji aż trzech kluczowych piłkarzy. Ostatnie dwa mecze pokazały, że najwięcej kłopotów trener Bob Bradley ma w "tyłach". Pod nieobecność kontuzjowanego Eddiego Pope'a rywale wchodzą w obronę MetroStars niczym w podgrzane masło. Dzielnie choć nieskutecznie walczyła młodzież w zespole nowojorskim. Dwaj napastnicy, którzy wyszli w pierwszym składzie Metro razem mają tylko.. 34 lata. Rekord pobił Eddie Gaven, który nie ma jeszcze 17 lat i jest najmłodszym piłkarzem w historii MetroStars, który wystąpił w meczu ligowym. Gaven mógł nawet strzelić gola, ale w sytuacji sam na sam z Thorntonem zabrakło mu doświadczenia. To druga z rzędu porażka MetroStars, którzy szansę na rehabilitację dostaną już w sobotę na Meadowlands, gdzie zmierzą się z mistrzami USA, Los Angeles Galaxy, którzy to dla odmiany ostatnio odnieśli dwa zwycięstwa z rzędu i są na fali.

D.C. United - Columbus Crew 3-0 (1-0)

Bramki: Alecko Eskandarian 2 (79, 85), Mike Petke (43)

Jak najbardziej zasłużone zwycięstwo United. Crew niewiele mogli zdziałać w Waszyngtonie choć przez większą część meczu toczyli wyrównaną walkę. Gwiazdą meczu został numer jeden tegorocznego draftu Alecko Eskandarian, który wszedł w 67. minucie za Stoiczkowa. Dopływ świeżej krwi miał wielki wpływ na wydarzenia na boisku. 20-letni Eskandarian strzelił swoje pierwsze dwa gole w zawodowej karierze, czym przypieczętował drugie w sezonie zwycięstwo United. W zespole Crew współprowadzonym przez Roberta Warzychę najbardziej odczuwalny był brak Jeffa Cunninghama, Kyle Martino w ofensywie, a także w szeregach defensywnych była dziura po Frankie Hejduku. Wszyscy zostali powołani do kadry USA na Puchar Konfederacji. Jakby tego było mało, to do kadry Nowej Zelandii powołany został też Duncan Oughton. United tez niby wystąpili w osłabieniu trzema kadrowiczami, ale jak wskazuje na to wynik, tylko wyszło im to na dobre.

Dallas Burn - San Jose Earthquakes 1-2 (1-0)

Bramka dla Burn: Jason Kreis (31), dla Quakes: Brian Mullan (49), Arturo Alvarez (87)

Piłkarze z Dallas mimo szczerych chęci nie byli w stanie urwać choćby punktu piłkarzom z Kalifornii. Do Donovana, Beasley`go, Conveya i Eskandariana czyli do grona młodych supertalentów dołącza wielkimi krokami Arturo Alvarez, 17-latek wychowany w Huston w Teksasie, syn emigrantow z Salwadoru. Trener Earthquakes Frank Yallop wystawiając 17-latka w wyjściowym składzie chciał zrobić przysługę całej licznej rodzinie Alvareza i jego przyjaciołom, którzy gromadnie przybyli na Dragon Stadium. Ten młodzian nie tylko nie zawiódł, ale po meczu był niemal znoszony na rękach przez resztę drużyny jako bohater. Jak na swój pierwszy mecz w Teksasie i pierwszy od początku w wyjściowym składzie Alvarez wypadł olśniewająco. Było jakieś trzy minuty do końca, gdy do kapitalnej centry Briana Mullana najwyżej wyskoczył właśnie Alvarez i w pełnym biegu, w wyskoku oddał piękny strzał głową zdobywając zwycięską bramkę. Alvarez od początku pobytu w San Jose imponował dryblingiem i przebojowością, a ta bramka zwróci na siebie uwagę menedżerów, a być może i trenerów kadry. Piłkarzy Burn porażka zepchnęła na ostatnie miejsce w Konferencji Zachodniej, a Earthquakes powrócili na fotel lidera

Colorado Rapids - New England Revolution 4-1 (3-0)

Bramki dla Rapids: Seth Trembly (9), John Spencer (21), Mark Chung (39), Chris Carrieri (69), dla Revolution: Wolde Harris (81)

Mecz był wielkim przykładem na to, że piłka nożna a także liga MLS jest nieprzewidywalna i pełna niespodzianek. Dla wielbicieli wszelkiego typu zakładów był to szok! Beznadziejnie grający przez niemal całą rundę piłkarze Rapids w dziewięciu meczach strzelili tylko 4 gole, a w sobotę rozgromili pewniaka Revolution 4-1 i to naprawdę najniższy wymiar kary jaki spotkał piłkarzy z Bostonu. Rozpędzonym gospodarzom wreszcie wychodziło wszystko, po niespełna 40 minutach gry gospodarze po nawałnicy ataków prowadzili 3-0, a najlepszym na boisku był Szkot John Spencer jeden z najniższych zawodników w lidze MLS. Revolution bez Twellmana i Kamlera to nie ta sama drużyna, chociaż w ataku Jamajczyk Wolde Harris starał się jak mógł, ale zdołał strzelić tylko honorową bramkę.

Los Angeles Galaxy - Kansas City Wizards 2-1(0-0)

Bramki dla Galaxy: Cobi Jones (54), Carlos Ruiz (73, karny), dla Wizards: Josh Wolff (49)

Spotkanie mistrza ligi Galaxy z liderem Konferencji Zachodniej Wizards, było bardzo zaciętym widowiskiem, którego losy ważyły się do ostatnich sekund. Włodarze klubu z Los Angeles liczyli na komplet 27 tysięcy widzów, ale bardzo się zdziwili bo na Home Depot Center zasiadło i tak najwięcej kibiców w całej kolejce, bo tylko i aż niecałe 19,000. Ci którzy stawili się na świeżo otwartym obiekcie nie zawiedli się, bo emocji nie brakowało. Pierwsi gola strzelili goście, kiedy podanie Simutenkova na bramkę zamienił Wolff. "Czarodzieje" nie prowadzili jednak długo, gdyż po pięciu minutach niezatapialny 35-letni Salwadorczyk Mauricio Cienfuegos zacentrował w pole karne, a tam zaskakująco najwyżej wyskoczył filigranowy Cobi Jones, który strzałem głową uzyskał wyrównanie. Emocje wbrew pozorom dopiero się zaczeły. Cobi Jones w swoim stylu zaczął mieszać z piłką w polu karnym rywali dotąd, dopóki nie został podcięty, a jedenastkę tradycyjnie na gola zamienił Ruiz. Jednak to wcale nie Jones, ani nie Ruiz zostali bohaterami meczu. Gdy wydawało się, że jest już po herbacie i piłkarze z Los Angeles czekali na końcowy gwizdek sędziego, doczekali się gwizdka i reakcji sędziego, ale sensacyjnej, gdy ten podyktował w ostatniej minucie karnego dla Wizards po faulu Lalasa, który chyba nawet nie dotknął rywala. Dotychczas automatycznie wykorzystujący jedenastki Preki i tym razem strzelił mocno i tuż przy słupku, ale znakomicie jego intencję wyczuł Kevin Hartman i obronił karnego i to właśnie bramkarz Galaxy dostał po meczu owacje na stojąco. Nowy stadion służy jak dotąd mistrzom, którzy to ze względu na kiepską formę na początku sezonu nie zostali osłabieni powołaniami do kadry i Galaxy odrabiają straty, już w środę na ich nowy obiekt zawita lokalny rywal Earthquakes.

Chris Reiko, USA

ChrisReiko@hotmail.com

WSCHÓD

                   M  Pt Z R  P  Br 
1.  MetroStars    10  17  5  2  3  13-10
2.  Chicago        9  15  4  3  2  15-11
3.  New England   10  15  4  3  3  16-15
4.  Columbus Crew 11  15  4  3  4  15-16
5.  D.C. United   10  11  2  5  3  11-9

ZACHÓD

                 M  Pt Z R  P  Br 
1.  San Jose     9  17  5  2  2  13-11
2.  Kansas City 11  17  4  5  2  20-17
3.  Los Angeles 10  10  2  4  4  9-11
4.  Colorado    10   8  2  2  6  8-16
5.  Dallas       8   6  1  3  4  9-13

Strzelcy:

6 - Preki (KC), Taylor Twellman (NE), Carlos Ruiz (LA)

5 - Brian McBride (CLB), Clint Mathis (MET), Jason Kreis (Burn), Ante Razov (Fire)

4- Jeff Cunningham (CLB), DaMarcus Beasley (Fire), Brian Kamler (NE).

Dowiedz się więcej na temat: USA | mecz | gole | Chicago | san jose | jones | kadry | dzień ojca | bramki | Los Angeles | reprezentacja Polski | metro | mls | W.E.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje