Mila: Nie mam "chcicy"

- Nie mam ciśnienia na grę w kadrze, ale jak będzie powołanie, to pojadę na zgrupowanie - mówi Sebastian Mila, pomocnik Śląska Wrocław. W sobotę jego zespół czeka ligowy mecz z ŁKS Łódź.

- Analizowaliście już grę ŁKS przed sobotnim spotkaniem w Ekstraklasie?

Reklama

- Jeszcze nie [wywiad przeprowadzony w piątek - przyp. red.]. Rozmawialiśmy na temat meczu z Wisłą Kraków. Zawsze mamy taki rytuał, że na dzień przed spotkaniem ligowym analizujemy grę przeciwnika, z którym graliśmy ostatnio i jakie błędy wtedy popełniliśmy. Jutro [w sobotę - przyp. red.] będziemy się koncentrować już na ŁKS-ie.

- A co możesz powiedzieć o ŁKS-ie jako były zawodnik tego klubu?

- Jest to przede wszystkim nieobliczalny zespół, który pokazał, że potrafi remisować w meczach z najlepszymi tak, jak to było w spotkaniach z Legią i Wisłą. Ostatnio wygrali w Bytomiu z Polonią, także myślę, że się trochę odkuli. Mają w składzie kilku naprawdę groźnych zawodników i widać jakby się rozpędzali. Mam nadzieję, że z nami aż tak bardzo się nie rozpędzą.

- W prasie pojawiły się informacje, że miałbyś zrezygnować z ewentualnych występów w kadrze. Czy tak rzeczywiście jest?

- Ja ze swojej strony deklaruję, że w reprezentacji chcę grać, aczkolwiek nie spodziewam się powołania.

- W reprezentacji znalazło się czterech twoich kolegów ze Śląska. Jeden z nich, Antoni Łukasiewicz, twierdzi, że ty też zasłużyłeś na powołanie...

- Jestem w trochę innej sytuacji niż koledzy. Ja już w tej reprezentacji byłem. Być może trener nie chciał mnie sprawdzać, bo mnie już zna. Poza tym nie mam ciśnienia na grę w kadrze. Staram się koncentrować na występach w klubie. Jeśli kiedyś przyjdzie powołanie, to pojadę i zaprezentuję się z jak najlepszej strony. Na teraz nie mam "chcicy", żeby namawiać kogokolwiek do tego, że Mila jest potrzebny do reprezentacji. O tym zadecyduje trener, a nie ja.

- Odczuwasz już zmęczenie rundą jesienną?

- Powiem szczerze, że po takim meczu, jak ten z Wisłą, zmęczenie uciekło w zapomnienie. Wszyscy jesteśmy w euforii, ale ta euforia nie przełoży się negatywnie na sobotni mecz z ŁKS-em. Jest to spotkanie, które chcielibyśmy wygrać.

- Nie niepokoją cię wahania formy waszego zespołu? Wygrywacie z Wisłą, a następnie przegrywacie z Piastem Gliwice...

- Tak to będzie wyglądało. Każdy zespół ma wahania formy, a nowicjusze w szczególności. Trener nie lubi tej nierównej formy, woli stabilną dyspozycję. Nie jest to łatwe do utrzymania. Mam nadzieję, że w kolejnej rundzie czy sezonie unikniemy takich skoków.

- Jak trzeba zagrać z ŁKS-em, żeby zdobyć trzy punkty?

- Będziemy musieli zagrać na sto procent swoich możliwości. Nie da się wygrać spotkania, kiedy nie wkłada się pełnego zaangażowania w grę. Wyjdziemy na ten mecz z takim nastawieniem i chęcią odniesienia zwycięstwa jak na Wisłę. Chcemy mieć spojoną zimę, a trzy punkty z ŁKS-em nam to zapewnią.

- Chyba nie miałeś jeszcze w swojej karierze takiej rundy, w której strzeliłeś aż cztery bramki dla zespołu?

- Na pewno nie miałem. Bardzo się dziwię z tego powodu. Myślałem, że po dwóch bramkach moje strzelanie się już zakończy. Te gole sprawiają mi niesamowitą radość, zwłaszcza na naszym stadionie. Ciężko mnie zatrzymać w tej euforii, nie mogę sobie z tym poradzić (śmiech). Myślę, że to pokazuje, iż mam wiele motywacji do tego, żeby grać jeszcze lepiej i strzelać jeszcze więcej bramek.

- Masz jeszcze dwie szanse na powiększenie tego dorobku.

- Chyba zakończyłem strzelanie na tę rundę (śmiech). Nie deklaruję oczywiście, że nie chciałbym już zdobywać bramek, bo to byłoby nie w porządku. Będą mnie cieszyły przede wszystkim zwycięstwa drużyny. Niech chłopaki strzelają, bo też ciężko na to trenują.

- Jaki wynik typujesz jutro z ŁKS-em?

- Nieważne, jaki będzie wynik, ważne, żebyśmy zdobyli trzy punkty.

ASInfo/INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: mecz | Sebastian Mila | mila | ŁKS

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje