Michniewicz: Nie ma co sobie kadzić

- Błąd Waldka Piątka przydarzył się znów w piątek poprzednio w meczu z Pogonią. Całe szczęście, że nie gramy już w żaden piątek - powiedział po meczu Lech Poznań - Górnik Zabrze (2:1) szkoleniowiec "Kolejorza" Czesław Michniewicz.

- Mecz nie był wielkim widowiskiem, nie ma co sobie kadzić, bo więcej było dominacji na boisku agresji walki niż samej gry - podkreślił opiekun Lecha.

Reklama

- Zdobyliśmy ładna bramkę po akcji, którą trenowaliśmy wycofanie piłki do Scherfena - a ten uderzył. Druga połowa zaczęła się dla nas bardzo obiecująco. Gajtkowski mógł strzelić bramkę w 46 minucie, nie uczynił tego i każda kolejna minuta wprowadzała dodatkową nerwowość, której i tak było ponad miarę, ale na szczęcie Zakrzewski znalazł się w polu karnym i zdobył bramkę po dośrodkowaniu Lasockiego. Trzynaście punktów jakie zdobyliśmy wiosną, jest to dorobek lepszy niż jesienią. Okazuje się jednak, że tych punktów trzeba zdobyć jeszcze z cztery, pięć, biorąc pod uwagę mecze Odry, także liczba 29 punktów w sumie pozwoli utrzymać się nam bez baraży - dodał Michniewicz.

- Uważam, że dzisiejszy mecz był interesujący, mówiąc o stronie emocjonalnej to w pierwszej połowie zawodników niekiedy ponosiły nerwy, widać było zaangażowanie z obu stron. Mój zespół powinien być bardziej wyrachowany jeżeli chodzi o kończenie akcji ofensywnych, bo było kilka takich sytuacji. Jestem nie zadowolony z ilości kartek jakie zawodnicy otrzymali. Ponieważ walka i agresja po dwóch stronach była na zbliżonym poziomie - stwierdził trener Górnika, Marek Wleciałowski.

Maciej Borowski, Poznań

Dowiedz się więcej na temat: mecz | Lech Poznań | michniewicz

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje