Matusiak: Nie jestem bohaterem

Bohaterem środowego meczu z Belgią był bez wątpienia strzelec zwycięskiej bramki Radosław Matusiak. On sam jednak nie uważa się za bohatera.

- Bez przesady. Na razie tylko wygraliśmy trzy mecze. Jak awansujemy pierwszy raz do mistrzostw Europy to może będziemy bohaterami. Na razie jednak daleka droga przed nami - stwierdził szczęśliwy strzelec gola.

Reklama

Przy bramce oszukał Pan piłkarza wielkiego Bayernu Monachium, Daniela Van Buytena. Jak ta sytuacja wyglądała w Pana oczach?

Zrobiłem mały ruch w prawo,a on spodziewał się, że ja tam pójdę. Poszedłem jednak w lewo, bo tak czasami robię. Jednak to są naprawdę ułamki sekund na podjęcie decyzji. Postanowiłem uderzyć w długi róg, bo bramkarz w takich sytuacjach przeważnie broni bliżej słupka. Uderzyłem po ziemi i wpadło.

Nie miał Pan przed meczem tremy, że będzie Pan grał przeciwko obrońcy Bayernu?

Nie no, panowie, ja nie będę się bał Van Buytena, czy kogoś. Przecież on jest duży i mało zwrotny. Gra jeden na jednego to była skuteczna metoda przeciwko niemu.

Czy Pan wie, ile za tego Van Buytena Bayern zapłacił?

Ja bym za niego za dużo nie zapłacił.

Czy rozmawialiście ze sobą po meczu?

Nie. Byliśmy razem na kontroli dopingowej i nie odzywaliśmy się do siebie. Widać było po nim, że jest przygnębiony porażką.

Czy trener mówi Panu przed meczem, że Belgowie mogą popełniać takie błędy?

Tak, mówił zwłaszcza o tym, że obrońcy będą mieli na tym boisku problemy z utrzymaniem się na nogach. Chyba to wykorzystaliśmy.

Komu zadedykuje Pan dzisiejszego gola?

Bramkę chciałbym zadedykować, żonie Joannie.

Proszę powiedzieć, jakiego wina się Pan napije po tej zwycięskiej bramce?

Zobaczymy, muszę kupić coś specjalnego.

Może skusi się Pan na jakieś belgijskie?

Nie oni nie mają dobrego wina.

Będziecie teraz w hotelu świętowali sukces?

Nie, o 6 rano mamy wyjazd na lotnisko. Za bardzo nie ma czasu na świętowanie. W sobotę gram kolejny mecz, ostatni w tej rundzie i trzeba się do niego przygotować.

Czy już odebrał Pan pierwsze gratulacje od rodziny czy znajomych?

Nie zdążyłem jeszcze, ale pewnie sporo ich będzie. Zobaczę na telefon. O! Już 30 sms'ów dostałem.

Wróćmy do meczu. Mogliście dzisiaj wygrać wyżej, ale chyba zawiodła trochę skuteczność.

Na pewno chcielibyśmy wykorzystywać wszystkie sytuacje, jakie stwarzamy, ale tak się nie da. Dobrze, że wykorzystaliśmy tę jedną, która dała zwycięstwo. Cieszy mnie to, że w ogóle stwarzamy sobie te sytuacje.

Czy tą bramką wywalczył Pan sobie stałe miejsce w pierwszej jedenastce?

Myślę, że nie, bo tych meczy jest jeszcze bardzo dużo, a zawodników aspirujących do kadry również. Dla mnie to jest tylko kolejny krok do awansu do mistrzostw Europy.

Aż żal, że eliminacje w tym roku już się kończą. Skoro tak dobrze idzie, to moglibyście rozegrać jeszcze kilka spotkań.

Spokojnie, będą mecze w przyszłym roku. Taki mamy kalendarz, ale w 2007 roku na pewno nie będzie gorzej, a może nawet lepiej.

Na początek roku czekają Was dwa mecze z teoretycznie słabszymi rywalami, bo z Armenią i Kazachstanem.

Trener nam powtarza, że z takimi zespołami jak Kazachstan, czy Armenia musimy wygrywać, bo głównie w takich meczach rozstrzyga się przeważnie sprawa awansu.

Pewnie po tej bramce do klubu wpłyną dla Pana jakieś nowe oferty z klubów zagranicznych.

Wczoraj dzwonił do mnie tata i mówił, że faxy z ofertami dla mnie wpływają do klubu. Coś będziemy chcieli wybrać. W tym tygodniu mam też rozmowę z prezesem GKS-u i może zostanę w Bełchatowie. Wszystko jeszcze jest możliwe.

A czy tata powiedział Panu jakie kluby Pana chcą? Może zdradzi Pan choćby jedną nazwę zespołu?

Nie mogę. Powiem tylko tyle, że jedna oferta jest bardzo konkretna z wielkiego, europejskiego klubu. Sam przecierałem oczy, że oni mnie chcą. Zobaczymy, czy stanie się to faktem.

Kibice na pewno woleliby, aby tak dobry zawodnik jak Radosław Matusiak został jeszcze w Polsce.

Ja też bym dużo rzeczy wolał, ale nie zawsze tak się da. Na pewno nie będę chciał na siłę wyjeżdżać z Bełchatowa.

Jak się dzisiaj podobał Panu doping polskich kibiców?

To było naprawdę niesamowite. Jak jechaliśmy na stadion to w mieście widzieliśmy samych Polaków i zastanawialiśmy się, czy oni wszyscy mają bilety. Bardzo dziękujemy kibicom, bo naprawdę dopingowali nas wspaniale.

Po ostatnich meczach widać, że z tą polską piłką nie jest wcale tak źle.

Polacy na pewno nie powinni się wstydzić swoich piłkarzy, bo mamy lepszych zawodników niż ten cały Van Buyten, bo dla mnie to naprawdę on jest przeciętnym obrońcą. W Polsce mamy lepszych, choćby Jacek Bąk.

Proszę na koniec powiedzieć, co działo się w szatni po zakończeniu meczu.

Cieszyliśmy się bardzo spontanicznie. Krzyczeliśmy "Kto wygrał mecz? - Polska!!!". Po takim meczu trzeba się cieszyć.

Andrzej Łukaszewicz, Bełchatów.

Dowiedz się więcej na temat: Sam | strzelec | mecze

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje